Brytyjskie zespoły mają w sobie to coś. Wychodzi im i muzyka elektroniczna, i alternatywna, czy rockowa. The Fratellis to jedna z grup, która pochodzi właśnie z Wielkiej Brytanii i jest zdecydowanie dobra w tym co robi! W tym roku ukazało się piąte wydawnictwo formacji na które warto zwrócić uwagę!
Indie-rock jest dość popularnym gatunkiem muzyki w dzisiejszych czasach. Nierzadko ciężkie bywa przebicie się przez ogromną ilość zespołów/solowych wykonawców działających w zakresie tego rodzaju muzyki. The Fratellis ugruntowało sobie jednak swoją pozycję na rynku muzycznym i cieszy się uznaniem fanów już od ponad 10 lat. Sprawdźmy, jak grupa poradziła sobie na nowym albumie!
Pierwszy utwór na płycie- Stand up Tragedy- zdecydowanie zachęca do dalszego wsłuchiwania się w kolejne wydawnictwo Brytyjczyków. Gitarowy riff rozpoczynający piosenkę momentalnie wciąga nas w taneczny numer, który poza gitarą wzbogaca świetny, wysoki (!) wokal Johna, czy perkusja idealnie uzupełniająca brzmienie kompozycji. Z kolei Starcrossed Losers ujęło mnie całkowicie warstwą instrumentalną. Sekcja smyczkowa zazwyczaj bardzo dobrze wypada jako dodatek do innych instrumentów, ale w tym przypadku wypadło to nie dobrze, a wręcz znakomicie!
Sugartown prezentuje słuchaczowi niższe wydanie wokalu Johna, który wychodzi tu na pierwszy plan. Efekt? Jak najbardziej na plus! Delikatne wyśpiewanie tekstu w towarzystwie spokojnej linii melodycznej tworzy bardzo przyjemne połączenie. „I get the strangest sense we were lovers, past tense / Like a dog in heat I just can’t be indiscreet / And when I see you there I whisper my prayer so sweet /I’m getting shaky on my feet, I’m incomplete”… Told You So to kolejna dość spokojna propozycja. Spokojna, ale bardzo rytmiczna. Mimowolnie zaczynamy bujać się w rytm melodii i podśpiewywać pod nosem fragmenty tekstu. „Let me be the one to say I told you so / I told you so”.
The Next Time We Wed. Intrygujący tytuł, nieprawdaż? Intrygujący podobnie jak sam kawałek o tym tytule. Wstawki syntezatorowe, gitary o delikatnym brzmieniu funky, a wszystko to przy jednoczesnym zachowaniu energicznego, indie-rockowego brzmienia. Brzmi abstrakcyjnie? Być może, ale wypada naprawdę rewelacyjnie! Dodajmy do tego znakomity tekst:
The next time we wed / I’ll be on my best behaviour / The next time we wed /I’ll be everybody’s saviour / The next time we wed / Darling I’ll be a saint”.
Istna perełka!
I’ve Been Blind przynosi nam odrobinę ukojenia… Przynajmniej w przypadku zwrotek, bo w refrenach, kiedy to gitara i perkusja nabierają mocniejszego brzmienia, klimat utworu zdecydowanie się zmienia! Ogromną dawkę energii od początku do końca otrzymamy w przypadku kolejnej pozycji na albumie. Mowa o numerze Laughing Gas. Utwór ten zaskarbił jednak moją sympatię nie tyle przez niezwykle pozytywną energię jaką za sobą niesie, ale tekst, który w moim odczuciu jest jednym z najlepszych/najlepszym na albumie.
So break out the laughing gas / Let go, let this soap opera be your last / Set all these fools on fire /Why should you not have all that you desire.
Linia melodyczna dodatkowo wzbogaca wydźwięk utworu, poprzez nadanie mu bardzo swobodnego brzmienia, między innymi dzięki dźwiękom gitary akustycznej.
W kolejny utworze- Advaita Shuffle– ponownie słyszymy mocne, rockowe gitary. To one, w parze z perkusją, pełnią tu główną rolę tworząc idealny duet! I Guess… I Suppose…. To również gitarowy kawałek, aczkolwiek w brzmieniu już nieco delikatniejszy. Świetnie wypadło tu podwyższenie tonacji w drugiej części utworu, które w dość prosty sposób ciekawie urozmaiciło piosenkę.
Indestructible to muzyczna opowieść o kobiecie, jak tytuł wskazuje, niezniszczalnej. Opowieść ta podana zostaje słuchaczowi w towarzystwie bardzo klimatycznej oprawy muzycznej, ze świetnym wyczuciem wokalu, można by wręcz powiedzieć nieco w stylu lat 60-tych XX wieku. Tym oto sposobem, niestety, dotarliśmy do końca albumu. Ostatnia pozycja to spokojny, delikatnie psychodeliczny, trwający ponad 6 minut kawałek I Am That. Grupa serwuje nam tu między innymi przepiękne trio na które składają się smyczki, pianino i perkusja. Wszystko to utrzymane jest w dość specyficznym nastroju, który na swój sposób hipnotyzuje słuchacza.
In Your Own Sweet Time to płyta, z którą zdecydowanie warto się zapoznać. Ciężko jest wskazać na albumie choć jedną słabą pozycję. Jeśli już, to można byłoby je nieco (nieco!) zmodyfikować, ale i to wydaje się być zbędne. The Fratellis zaserwowali słuchaczom muzyczną podróż w zakamarki dźwięków lat 60-tych, 80-tych, zachowując przy tym także współczesne brzmienie. Piąte wydawnictwo grupy to propozycja, która zdecydowania przypadnie do gustu fanom dobrych indie-rockowych brzmień!
