The Black Keys – Turn Blue (2014), recenzja Magdaleny Sieprawskiej

Długo nie mogłam zabrać się za recenzję Turn Blue. Nie byłam pewna czy panowie tym razem trafili w mój gust, a jeśli nawet to zrobili to nie miałam pomysłu jak to ująć w słowa. Dałam sobie trochę czasu i jest – mogę spokojnie podpisać się pod wszelkimi opiniami, że to kawał dobrego materiału, jednak jak na moje ucho –  El Camino trudno będzie im przebić.

The Black Keys już niebawem wystąpią w Gdyni w ramach Open’er Festival, część ich nadchodzącej trasy jest już ogłoszona, a od wydania genialnego El Camino mija 3 lata. Chciałoby się powiedzieć: przypadek? Na pewno nie, coś musi zatem wisieć w powietrzu. Mikołaj Ziółkowski przy okazji ogłoszeń w radiowej Trójce wspomniał, że bardzo by chciał, by pewnego dnia fani znaleźli w Internecie wydany znienacka ich nowy album. Co prawda tak to nie wyglądało, bo wszystko odbyło się jawnie i po uprzednim poinformowaniu, ale w sieci możemy już znaleźć następcę genialnego El CaminoTurn Blue!

Jeśli miałabym się zdać na opinie innych to musiałabym powiedzieć, że to bezapelacyjnie płyta roku. Co prawda moje zdanie nie bardzo odbiega od tego zdania, jednak wolałabym jeszcze trochę poczekać. Gdyby jednak rok kończył się już teraz na pewno czołówka należałaby do nich.

Gdy usłyszałam całość po raz pierwszy od razu stwierdziłam, że panowie nie tylko idą z duchem czasu i tworzą współcześnie brzmiący materiał, ale i odwołują się przy tym do swoich brudnych, bluesowych korzeni. O ile El Camino czy Brothers już brzmieli przebojowo i nowocześnie, o tyle debiut czy dalsze wydawnictwa były wierne początkowo obranej przez duet drodze.

Wydawnictwo otwiera mocno stonowane Weight Of Love wraz ze świetną solówką pod koniec utworu. Płyta zaczyna się ostrożnie, aczkolwiek wzbudza zainteresowanie i chęć sięgnięcia pod więcej. Drugi z kolei In Time to już istny majstersztyk, choć początek jest nieco niepozorny to już w momencie melodyjnego refrenu panowie zdobywają moje serce i mogę z czystym sumieniem przyznać, że dla mnie jest to najlepszy numer tutaj. Kilka razy wysłuchałam Turn Blue, żeby dojść do takiego wniosku, ale doświadczenie pokazuje, że to co od razu się podoba później się po prostu nudzi, tutaj było inaczej, więc mogę być pewna tego co mówię. Tytułowy kawałek pojawia się jako 3. Gdy poznaliśmy go tuż po singlu Fever wypadał on nieco blado na jego tle, tutaj jednak fajnie wpasowuje się w psychodeliczny klimat, którego już niebawem dostaniemy więcej.

Jeśli nadal nie mieliście do czego potupać nóżką to właśnie teraz najlepsza okazja – wspominany Fever. Niemal oszalałam podczas jego premiery, bo ten kawałek na tamten moment był dla mnie jedną z lepszych rzeczy jaką usłyszałam w tym roku. Wpada w ucho, można się bawić, na żywo na pewno sprawdzi się świetnie. Year In Review w okolicy refrenu także zwiększa tempo i wprowadza trochę ożywienia. Nie inaczej dzieje się w Bullet In The Brain, który jest osadzony w mocno psychodelicznym klimacie. W zasadzie jest to taki psychodeliczny odjazd, który mocno skojarzył mi się z Tame Impala. Z podobną sytuacją spotykamy się w Waiting On Words. W It’s Up To You Now główną rolę odgrywają bębny, które wysuwają się na pierwszy plan przez cały czas trwania kawałka. Z kolei wokal jest jakby osadzony nieco dalej.

10 Lovers wita nas przegenialnym basem, który jest wyczuwalny na przestrzeni całego utworu. Niby szczegół, którego cześć może nawet nie zauważyć, jednak nadaje on charakteru temu numerowi. Refren znów ma moc, dzięki której może zapaść nam on w głowie.In Our Prime zaczyna się dosyć nietypowo, bo od delikatnych klawiszy. Całość ma dosyć leniwy wyraz – wokal, gitary, tempo. Kończący płytę bardzo pozytywny Gotta Get Away jest taką wisienką na torcie. Jest przyjemnie, wesoło, widać i słychać jak panowie dobrze bawią się tworząc muzykę i ile radości im ona daje.

Za każdym razem wydanie nowej płyty zespołu, który się uwielbia daje radość ale i niepokój czy nasi ulubieńcy staną na wysokości zadania i po prostu nas nie zawiodą. Nie jest to miłe uczucie, gdy trzeba przyznać, że to nie jest to, że tym razem im się nie udało, i choć nie chcemy to niestety czasem z bólem serca trzeba to powiedzieć. Tutaj nie muszę na szczęście deklarować aż takich słów, jednak Turn Blue lepsze niż El Camino nie jest, mimo to jednak płyty słucha się dobrze, a koncertu jeszcze bardziej się doczekać nie mogę bo Fever na żywo to będzie coś!

https://www.youtube.com/watch?v=vGusKAyfGmA

The Black Keys

Czytaj również