Mery Spolsky na dobre rozkręciła już Bigotkę Tour i w końcu dotarła do sopockiego klubu Sfinks700. Wszystkie bilety zostały wyprzedane, co zupełnie nie dziwi – na tak energicznym koncercie chciałby być każdy.
Słabym punktem wielu artystów jest niepunktualność. Tego jednak nie można powiedzieć o Mery Spolsky, co zamierzam zaznaczyć na samym wstępie. Wokalistka szanuje swój czas oraz czas wszystkich zgromadzonych, oczekujących na jej występ. Ale do rzeczy! W piątkowy wieczór, w sopockim klubie Sfinks700 było gorąco, ale jednocześnie bardzo orzeźwiająco. Do tego, może to zabrzmi idiotycznie, ale nad tym morzem to serio jest romantycznie.
Długo przed wyjściem Mery na scenę, publiczność sama zaczęła dobrze się bawić i to nie tylko za sprawą Rat Kru. Przed rozpoczęciem koncertu, cała sala wyśpiewywała niektóre z utworów znajdujących się na Dekalogu Spolsky, co z pewnością jeszcze bardziej rozgrzało nie tylko ich, ale też samą Mery. Gdy w końcu na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, w towarzystwie producenta No Echoes, uśmiechom i oklaskom nie było końca.
Bigotka Tour skupia się na wcześniej wspomnianym już Dekalogu Spolsky, czyli tegorocznym albumem artystki. Nie znaczy to jednak, że Pani Spolsky zapomina o pierwszej płycie – na koncercie można było usłyszeć m.in. tak przebojowe kawałki jak Wrzesień (Nie Zrób Mnie w Konia, Au!) czy Miło Było Pana Poznać. Każda piosenka, jaką wykonała wokalistka podczas koncertu, nie odstawała w żadnym stopniu od studyjnej wersji. Właśnie to jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że Mery Spolsky to jedna z najlepszych polskich wokalistek ostatnich lat. Powiem więcej – nie tylko jedna z najlepszych, ale też jedna z najbardziej kreatywnych i pozytywnych osób, które można obserwować na scenie. Bigotka Tour to doskonale przemyślane widowisko, które nie daje o sobie zapomnieć bardzo długo. W głowie szczególnie długo zostaje utwór Cieliste Rajstopy oraz Technosmutek (wiecie, kładziecie się spać nucąc je, później wstajecie i wciąż je nucicie).
Fak! Zapomniałabym, że właśnie podczas FAKa ludzie spolsky przygotowali akcję koncertową. Na sali dominowały oczywiście same pasky, ale w pierwszych rzędach pojawiły się kartki z wydrukowanym słowem FAK, co zdecydowanie skradło serce Mery.
Na koniec, oczywiście zaproszę was na pozostałe koncerty z Bigotka Tour, o ile jeszcze się nie wyprzedały! Obiecuję, że nie będziecie się nudzić, a po koncercie, powiecie może nawet samej wokalistce – Marysiu Żak, miło było Panią poznać.


