Pierwszy poniedziałek miesiąca standardowo witamy kolejną edycją rubryki Tego Słuchamy. Tym razem możecie dowiedzieć się czego słuchają Wojtek, Karolina i Łukasz.

Łukasz Mantiuk
Ben Platt – River
Tydzień temu premierę miał nowy serial Netflixa, The Politician. Rolę gra w nim Ben Platt, którego uwielbiam za wydany w tym roku debiutancki album. Właśnie w tym serialu wykonuje on tam moją ulubioną prawie-świąteczną piosenkę River Joni Mitchell. Czekam, aż w końcu ktoś doda ten wykon na Spotify.
FINNEAS – Partners in Crime
W piątek premierę miała EP-ka brata Billie Eilish, Finneasa. Zawiera ona prawie wszystkie wydane już piosenki, plus dwie nowe. Jedną z nich jest Partners In Crime. Ale generalnie polecam całą EP-kę, jest znakomita.
Dermot Kennedy – Without Fear
W piątek płytę wydał również Dermot Kennedy. I o ile nie jestem fanem Power Over Me, to o tyle inne kawałki przypadły mi do gustu. Szczególnie moim ulubionym jest tytułowy, Without Fear.
Dawid Podsiadło – Nieznajomy 2.0
Wszyscy zachwycają się akustyczną Matyldą, ja natomiast powróciłem na chwilę do drugiej wersji Nieznajomego z drugiej płyty Dawida. Ponoć na najnowszych koncertach Podsiadło śpiewa ten kawałek jeszcze inaczej, także czekam na wydanie Nieznajomy 3.0.
Halsey – Alone (solo)
I na sam koniec Halsey i mój jej ulubiony kawałek – Alone. I tylko w wersji solowej. Nie potrzebne mi żadne bigszony itp. W naszej redakcji jest dziwne przekonanie, że ja Halsey nie lubię, a wcale tak nie jest, uwielbiam Alone, Without Me czy New Americanę.
Karolina Młynarska
Fair Weather Friends – Prudence
Nową płytę Fair Weather Friends przesłuchałam trochę z przypadku, ale jakże miło takie przypadki przeżywać. Szybko zapałałam sympatią do Carte Blanche, a w szczególności do rytmicznego, bardzo chwytliwego Prudence. Wiele dzieje się w warstwie brzmieniowej i aż żal, że kawałek jest tak krótki.
Mery Spolsky – Technosmutek
Nie skłamię, jeśli powiem, że nowy krążek Mery Spolsky był jednym z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych. Warto było czekać. Trudno wybrać ulubioną kompozycję, ale ostatnio najchętniej wracam do chwytliwego Technosmutku. Uwielbiam absolutnie wszystko w tym numerze.
Sam Fender – The Borders
Debiut Sama Fendera z kolei nie zachwycił mnie tak, jak mógłby, niemniej i tak przytuliłam kilka piosenek. Między innymi pozytywne, energiczne The Borders. Jestem pewna, że podróż samochodem z tym utworem w tle byłaby świetnym przeżycem.
shura – skyline, be mine
O ile debiutancki krążek Shury nie porwał mnie szczególnie, tak jego następcy nie potrafię wypuścić z głośników. Dreampopowy nastrój tych kawałków idealnie sprawdza mi się w jesienne wieczory. Najbardziej polubiłam leniwe, wolno dryfujące skyline, be mine. Ależ to ma klimat!
Kult – Dziewczyna bez zęba na przedzie
Grupę Kult mogę bez wahania zaliczyć do najważniejszych zespołów nie tylko mojego życia, ale polskiej sceny w ogóle. Utworu, który dzisiaj Wam proponuję, może nie uwzględniłabym w zestawieniu the best of, niemniej ma w sobie coś, czemu trudno się oprzeć. Przekonajcie się sami.
Wojtek Chaber
Pezet – Intro
Singiel z długo oczekiwanej Muzyki Współczesnej pokazuje, że Pezet jest wciąż w dobrej formie. Brzmi jak żywcem wyjęty z końcówki lat 90., kiedy zaczynał swoją karierę w grupie Płomień 81. Może jestem uprzedzony do współczesnego hip-hopu, ale ostatnie płyty Pezeta i Sokoła pokazują, że to wciąż stara gwardia lepiej umie w rapsy niż młodsi od nich Taco czy Quebo.
Lost Frequencies feat. Aloe Blacc – Truth Never Lies
Belgijski producent połączył siły z wielokrotnie nagradzanym wokalistą i znakomitym tekściarzem, Aloe Blacciem. Przyjemna linia melodyczna doskonale współgra z mocnym głosem Blacca, a kawałek podąża sprawdzonym sposobem na hit we wszystkich stacjach radiowych. Majstersztyk!
The Rolling Stones feat. Florence Welch – Wild Horses
Jak zwykle w moim zestawieniu, musiał pojawić się jakiś klasyk i tym razem jest to numer Wild Horses z albumu Sticky Fingers, ale w odświeżonej wersji we współpracy z Florence Welch. Piękny, emocjonalny tekst doskonale zaśpiewany na żywo przez Jaggera i Welch wprowadza w lekko melancholijny nastrój, w sam raz na długie jesienne wieczory.
Morcheeba – Blood Like Lemonade
Morcheeba istnieje już 25 lat i w tym czasie zdołali sobie wyrobić pozycję jednego z najważniejszych zespołów z pogranicza trip hopu i downtempo. Zawsze nieco w cieniu Massive Attack, Tricky’ego czy UNKLE, nagrali płytę Blood Like Lemonade w klasycznym składzie z fantastyczną Skye Edwards, która w tytułowym utworze wypada genialnie.
Queens of the Stone Age – Go With The Flow
To mój ulubiony kawałek gigantów stoner rocka i jeden z najbardziej popularnych w dorobku zespołu. Nagrany prawie osiemnaście lat temu, ale do dziś się nie zestarzał i wciąż brzmi niepowtarzalnie. Warto zwrócić uwagę również na teledysk nominowany do MTV Video Music Awards w kategorii Breakthrough Video.

