Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 53)

Mija właśnie 53. tydzień odkąd powstała rubryka Tego Słuchamy. To już ponad rok! Dzisiaj swoje „piątki” prezentuje Wam naczelny oraz dwie nowe redaktorki: Kasia i Ola.

Łukasz Mantiuk

Sam sobie się dziwię, jakie dziwne TOP 5 mam w tym tygodniu. Selena, Demi, 1D czy Justin Bieber – żadne z tych nigdy nie było jakoś na moim muzycznym radarze aż tu niespodzianka, każde nagrało dobry album. A Bieber i 1D nawet bardzo dobry.

Adele – Hello

Zacznę jednak od oczywistej oczywistości. Odkąd premierę miało Hello nie opuściło mojej dziennej playlisty, mało tego, słucham je bardzo często, przynajmniej raz w godzinę. I nie chodzi wcale o utożsamianie się z uczuciami w tej piosence – bo wydaje się ona lekko depresyjna, a ja szczęśliwym człowiekiem jestem. Bardzo jednak chodzi o melodię i cudowny – ale to przecudowny – głos Adele. Tak bardzo za nim tęskniłem!

One Direction – What a Feeling

Krążek One Direction jest lepszy od poprzedniego, zdecydowanie najbardziej podobają mi się ballady na tym wydawnictwem. Numerem jednak jest What a Feeling, brzmienie zupełnie niepodobne i nieznane dla One Direction. Nostalgiczne, lekko przywołujące lata 90. Takie słodkie, a jednocześnie urocze. Ta piosenka jest tak dziwnie inna i wcale nie pasująca do dyskografii 1D – to pewnie to sprawia, że tak bardzo mi się podoba.

Selena GomezCamouflage

Camouflage to chyba najbardziej niedoceniany utwór z nowej płyty Seleny Gomez. Czytam wiele komentarzy i jest wręcz hejtowana. Dlaczego? Jest niesamowicie „naga”, tak niesamowicie prosta, otwarta i symboliczna. Czy jest materiałem na kolejny singiel? Trzeci może nie, ale czwarty czemu nie. Zimowa ballada (styczeń?), z cudownym teledyskiem, śniegiem i nostalgiczną atmosferą (co mi z tą nostalgią jest, że kolejny utwór taki tutaj?!).

But it’s good to see you here again
I don’t wanna say goodbye
But it’s about half past ten
And I have to catch my ride

Demi Lovato — Lionheart

Ten natomiast utwór to przełamanie ballad, o których piszę wyżej. Niesamowicie silny wokal Demi bardzo mnie zachwyca, a do tego naprawdę dobry tekst (tak, szczęśliwy!).

And we stand together facing a war
And our love is gonna conquer it all
We are lionhearts

Demi promując krążek Confident obrała złą drogę – poszła w Cool for the Summer i elementy seksualne i tym podobne. A powinna porzucić te kwestia i pójść w klimaty kobiecości, delikatności. Lionheart czy chociażby Stone Cold nadawałyby się na lead single. Ukazałyby Demi jako artystkę dojrzałą i prawdziwą, a nie gwiazdkę popową śpiewającą letnie hiciory. Selena tak zrobiła (wydając Good for You) i co? Wygrała. Demi, idź tą drogą.

Justin Bieber – Purpose

I na sam koniec  Justin Bieber. Tak, ten Justin Bieber. Kiedyś się z niego śmialiśmy, bo wyglądał jak dzieciak i śpiewał Baby. Dzisiaj, mimo iż jego osoba mnie odrzuca (zachowanie nadal bardzo dziecinne, bez pokory, zbyt pewne siebie), to jednak współpracowników dostał wspaniałych i stworzył świetną muzykę. Krążek produkowali najlepsi producenci, teksty pisali znakomici tekściarze. Wyszło świetnie. A Purpose, ballada mniej więcej w środku całego krążka o tym samym tytule ukazuje, jaką drogę przebył muzyk. Kiedyś dzieciak, dziś artysta, jeszcze nie utemperowany i niepokorny, ale muzycznie dojrzały i… zaskakująco dobry.

Ola Lis

Dość regularnie tworzę składanki samochodowe na własny użytek i niezmiernie rzadko są to popularne single. Bardzo często najlepsze piosenki, najbardziej oryginalne nimi nie są, sama nie wiem czemu, może management boi się podjąć ryzyko? Nie ukrywam, że najważniejsze dla mnie są teksty, t.j. wolę piosenkę z genialnym / odkrywczym tekstem i momentami średnią melodią niż odwrotnie. Niektóre propozycje są z tego roku, inne odrobinę wcześniejsze, ale wszystkie te utwory odkryłam lub polubiłam nie dawniej, niż miesiąc temu.

Nicole Scherzinger – Big Fat Lie

Pierwszą piosenką, od której od kilku dni nie mogę oderwać uszu jest tytułowa piosenka z albumu Big Fat Lie Nicole Scherzinger. Piosenka jest o tym, że życie autora jest jednym wielkim kłamstwem, w środku nieszczęśliwa, na zewnątrz zachowuje pozory. Tekst mnie porusza ze względu na mnie i samą Nicole. Wszyscy nosimy maski w różnych sytuacjach i nie zawsze możemy być w pełni sobą, nawet gdybyśmy chcieli. Melodia pre-hooków i refrenu genialna.

Ellie Goulding – Winner

W kółko leci też Winner Ellie Goulding z edycji deluxe Delirium. Piosenka o rozstaniu, ale też pogodzeniu ze stratą. Głos Ellie jest niesamowity, jednocześnie ma swoją charakterystyczną barwę, ale nie jest tak irytujący jak w niektórych innych jej utworach. Końcówki w zwrotkach są mięciutko zaśpiewane, a przy zmianie muzyki w refrenie na słowach „bo jest piękna”, czuję wszystko. Radość, strach, smutek, wolność, wszystkie sprzeczne emocje towarzyszące rozstaniom. Muszę jednak przyznać, że w swojej wersji pozbyłam się „aaaa”, gdyż to wycie psuło mi całość.

Demi Lovato & Sirah – Waiting For You

Trzecią propozycją jest duet z najnowszej płyty Confident Demi Lovato. Genialne r&b, które przechodzi w pop. Wycie Demi, w przeciwieństwie do Ellie, świetnie podkreśla waleczny utwór. W kontekście piosenki wiemy, że „będę czekać na Ciebie” nie oznacza słabej dziewczyny, która przyjmie z powrotem swojego ex, ale że Demi będzie gotowa gdy ją odwiedzi, żeby stoczyć bój. Linijki „talking about my bad habits, man f**k my bad habits, don’t act like you got none” niczym nie ustępują epickim tekstom Beyonce z jej ostatniej płyty zatytułowanej własnym imieniem.

Prince Royce – Handcuffs

Przedostatni utwór zmienia nastrój na seksowno-romantyczny. Jest to 2. utwór z czerwcowego albumu Prince’a Royce’a Double Vision, czwartego w jego dorobku (moim zdaniem najsłabszego, bo zbyt popowego i zbyt odcinającego się od jego latynoskich, bachatowych korzeni). To piosenka z chyba najciekawszym bridżem jaki kiedykolwiek słyszałam. Te dźwięki, ten głos, ta mieszanka romantyzmu z gorącym beatem i tekstem sprawiają, że czuję w sobie 50 odcieni zajebistości.

J. Martins – Dance 4 Me

Ostatni kawałek, którym chciałabym się podzielić jest z 2014 roku. J. Martins to nigeryjski producent i artysta, który sam pisze swoje piosenki i jest pokojowym ambasadorem UN. Dance 4 Me jest czysto zabawowe i niezwykle chwytliwe dzięki prostocie tekstu. Mimo wielu powtórzeń, piosenka długo się nie nudzi i budzi same pozytywne emocje. Dancehall to mało popularny gatunek w naszym kraju, mimo że niezwykle energiczny, a tu słyszymy także wpływy afrykańskie, co dodaje muzycznie przestrzeni i głębi. Nie mogę sobie wyobrazić, żeby jakiemukolwiek fanowi rytmów latino nie przypadła do gustu.

Kasia Turowicz

Dave Gahan & Soulsavers – You Owe Me

Majstersztyk. Komu nie wystarcza szalik i wełniana czapka, temu z ogromną dawką ciepła i zmysłowości nadchodzi Dave Gahan i spółka (w postaci Soulsavers). Wyjątkowy krążek noszący tytuł Angels&Ghosts, z którego pochodzi rewelacyjne You Owe Me, od kilku tygodni zapewnia mi codzienny nawrót symptomu „zapętlania”. Nie narzekam i poddaje się temu bez buntów.

Daniel Bloom feat. Mela Koteluk – Katarakta

Kto nie zna, poznać musi. Daniel Bloom otworzył zamknięte do tej pory wrota wpuszczając świeży powiew nowej jakości muzyki elektronicznej i nie zapowiada się, by ktokolwiek w najbliższym czasie starałby się je zamknąć. Bloom niewątpliwie rozpoczął nowy rozdział w polskiej muzyce elektronicznej, wyniósł ją na wyższy poziom. I zjawiskowa Mela Koteluk w nowej, nieziemskiej odsłonie.

Stanisława Celińska – Za spokojnie

Jesień bardziej smaga słotą niż połyskuje złotem. Tymczasem Stanisława Celińska otula dźwiękiem. Ucho i serce. Dojrzały i oryginalny – taki jest ostatni album Stanisławy Celińskiej noszący tytuł Atramentowa – Suplement. Za spokojnie to utwór, który chyba w największej mierze zaskarbił mój podziw dla tego albumu. To trudny krążek. I za spokojnie nie jest.

Męskie Granie Orkiestra 2015 (Mela Koteluk feat. Krzysztof Zalewski) – Mówię Ci, że

Hey – Chiński Urzędnik Państwowy

Za oknem plucha i szaruga, a w głowie i w słuchawkach muzyczne wakacje, czyli powrót do przeszłości – Męskie Granie 2015. O wyjątkowości tej trasy chyba nie trzeba zapewniać nikogo. Mówię Ci, że, cover grupy Tilt, w wykonaniu Meli Koteluk i Krzysztofa Zalewskiego nabiera nowego, znakomitego brzmienia. Smakowite.

Od ich ostatniego studyjnego albumu, Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan, minęły już całe 3 lata. Hey to zespół, którego nowej płyty wyczekuję z ogromnym wytęsknieniem. W czerwcu ukazał się ich koncertowy album Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged potwierdzający, że grupa nie próżnuje i stale rozciąga granice swego brzmienia, nieustannie dotyka nieznanego. A do Chińskiego Urzędnika Państwowego, w każdym wydaniu, lubię wracać. Nie tylko jesienią.

https://www.youtube.com/watch?v=zmT-I0mD9fY

Czytaj również