Zaczynamy nowy tydzień.
Jagoda Dobrzyńska
Swiernalis – 0048
Wrócił. W końcu, 28 kwietnia 2023 roku, wyszła trzecia płyta Swiernalisa zatytułowana Stoicki niepokój. Mój polski album 2023 roku w kategorii męskiej. A poniższy numer jest absolutnie najlepszy i na dodatek inspirowany Grzegorzem Ciechowskim.
Aga Bigaj – Kiedyś
Założę się o każdą kasę, że o tej dziewczynie lada moment będzie głośno w polskiej muzyce rozrywkowej. Kiedyś tak mnie uzależniło, że praktycznie słucham tego cały czas. Bez przerwy.
Sorry Boys – Absolutnie, absolutnie
Koncert zespołu Sorry Boys w ramach poznańskiego festiwalu Next Fest był Absolutnie, absolutnie genialny. I mam na to straszną fazę oraz chcę jeszcze raz przeżyć ten występ!
Anieli – Nie ruszaj się
Najbardziej energiczny, klimatyczny, przypominający lata osiemdziesiąte oraz dziewięćdziesiąte i po prostu najlepszy numer w dorobku grupy Anieli, którzy dopiero się rozkręcają. Kocham, po prostu.
Renata Przemyk – Andergrant
A na ten kawałek mam znowu fazę przez ostatnie moje tatuowanie… No cóż. Z Renatą Przemyk aż po grób. Po prostu. Bo każdy ma swój Andergrant!
Bartłomiej Pindel
Ed Sheeran – The Hills Of Aberfeldy
Wydany w piątek album Subtract to moim zdaniem najambitniejsze, a co za tym idzie najbardziej spójne dzieło jakie Ed Sheeran stworzył. To wydawnictwo, które nie ma na celu przebić kolejnych rekordów sprzedaży, tylko pokazać ciemniejszą, bardziej przyziemną wersję artysty. The Hills Of Aberfeldy to hołd dla muzyki celtyckiej, dla wyspiarskiego krajobrazu i jest to moim zdaniem (chyba) najlepsza pozycja jaką kiedykolwiek dostaliśmy od Sheerana.
Vito Bambino, Ewa Bem – Futurismo
„Ja nie mówię o śmierci tylko o przemijaniu„. Współpraca Vito Bambino z Ewą Bem to coś o co nikt nie pytał, a każdy potrzebował. To niezwykłe połączenie dwóch muzycznych światów, które bezbłędnie spaja się w Futurismo. Rewelacja.
Metallica – If Darkness Had a Son
Twórcy trashu powrócili po 7 latach z nowym materiałem i jest co wychwalać. Dla mnie to powrót do brzmień, które wypełniały pamięć mojego MP4 w czasach gimnazjalnych. Klimatycznie track przypomina utwory z …All Justice For All (ale z poprawnie zmiksowanym basem), co czyni If Darkness Had a Son świetną kompozycją, która mogłaby być ozdobą najlepszych albumów Metalliki.
Noah Cyrus, Vance Joy – Everybody Needs Someone
Ostatnio bardzo głośno jest o nowym albumie Miley Endless Summer Vacation. Nie dziwota, jednak moją uwagę przykuła jej młodsza siostra Noah i jej współpraca z folkującym Vance Joy’em, którego albumy Dream Your Life Away oraz Nation Of Two to moje must have na słoneczne, majowe popołudnie. Zabrzmi kontrowersyjnie, ale jak dla mnie ta piosenka to najlepsze co rodzina Cyrus zaoferowała światu w tym roku.
Tony Bennett – On The Sunny Side Of The Street
Fakt że ta piosenka trafiła na moja playlistę to wynik przypadkowego wejścia do charity shopu w Leicester. A ponieważ płyta Tony’ego Bennetta z 1967 w stanie wręcz idealnym bywa wystawiona za 10p to żal było ją tam zostawić. Po powrocie do domu puściłem ją na gramofonie i zakochałem się w On The Sunny Side Of The Street. I choć początki tego standardu jazzowego sięgają 1930, a jego najpopularniejsze wykonanie przypisuje się Louisowi Armstrongowi, to ja pozostanę przy niniejszej wersji Bennetta.
Aneta Kowal
Verka Serduchka – Dancing Lasha Tumbai
Przyznaję, mi też udzielił się eurowizyjny klimat. I chociaż faktycznie, kilka tegorocznych utworów wpadło mi w ucho, tak Verka Serduchka i Dancing Lasha Tumbai to nie jednoroczna zajawka, bo występu Królowej Verki nie da się zapomnieć. Jest już ponadczasowym klasykiem, przykładem dla wszystkich krajów jak należy robić Eurowizję. Sorry, ale nic lepszego już chyba nie spotka tego konkursu.
Fred again.. – Kammy (like I do)
Fred again.. to moje ostatnie giga odkrycie, a na utwór Kammy (like I do) czekał każdy, kto chociaż raz posłuchał setu Brytyjczyka podczas Boiler Roomu. Chociaż Fred dopiero zaczyna, to już teraz został pokochany przez miliony, a cała festiwalowa Europa bije się o jego występ. 29-latek ma już na koncie współpracę ze Swedish House Mafią oraz Skrillexem i wygląda na to, że w nadchodzących miesiącach będzie robiło się o nim coraz głośniej. Zapamiętajcie tę ksywę.
Niall Horan – Heaven
Odkąd grupa One Direction zdecydowała się zrobić przerwę (z której już pewnie niestety nie wróci), jedynym członkiem zespołu, którego karierę śledziłam, był Harry Styles. Niall Horan ze swoją ostatnią płytą mnie nie powalił, ale idzie nowe, lepsze. Heaven naprawdę dobrze się słucha! Mam nadzieję, że przy okazji promocji nadchodzącego, trzeciego krążka Irlandczyka, tym razem uda mu się wstąpić do Polski.
TV Girl – Lovers Rock
Przy wybieraniu festiwali, na które chcę wybrać się tego lata, w ogóle nie brałam pod uwagę Opener’a. Przez ten utwór zaczynam żałować. Lovers Rock to piękny ukłon w stronę lat 60. dzięki samplowi utworu The Dance Is Over girl bandu The Shirless. Chociaż obie wersje są świetne, to współczesna interpretacja oryginału, o którą pokusili się członkowie TV Girl sprawiła, że totalnie w niej przepadłam. Jeśli reszta repertuaru tego zespołu jest tak samo dobra, to może jednak kupię ten karnet.
The Lumineers – Sleep On The Floor
Niecały miesiąc został do koncertu The Lumineers w Polsce! Wybieram się na niego trochę przypadkiem, ale szczerze nie mogę się już doczekać. Zespół ten w moim życiu zwykle pobrzmiewał gdzieś w tle, jednak Sleep On The Floor to kawałek puszczany na pętli od dobrych kilku lat. Na żywo z pewnością musi brzmieć jeszcze bardziej wzruszająco. Słuchając go serio mam ochotę spakować szczoteczkę, ulubioną bluzkę i spadać stąd jak najdalej. Tylko dokąd?

