Tego Słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 397)

Robert Płachta

Rihanna Shut Up And Drive

W tym tygodniu towarzyszą mi nostalgiczne brzmienia. Z wielką przyjemnością powracam do pierwszych albumów Rihanny, a szczególnie do tego konkretnego utworu. Shut Up And Drive to może nie kawałek na miarę Grammy, jednak dla mnie niezmiennie pozostaje hitem ze słodkim brzmieniem późnych lat 2000.

Tove Lo Bikini Porn

W oczekiwaniu na wielką premierę Dirt Femme moją playlistę bezwzględnie zdominiwała Tove Lo. Naturalnym wyborem byłby najnowszy singiel 2 Die 4, ale choć jest on niezaprzeczalnym bangerem, to właśnie Bikini Porn rozgrzewa mnie w te chłodne poranki. Perełka pochodzi z wersji deluxe płyty Sunshine Kitty i jest jedną z tych piosenek, nad którymi zastanawiamy się, dlaczego nie znalazły się na podstawce (a także ile radości ominęło by nas, gdyby pozostała w folderze demo wersji).

Beyoncé CUFF IT

RENAISSANCE od królowej Beyoncé jest niczym wino – z każdym przesłuchaniem coraz lepszy. Początkowy sceptycyzm do płyty szybko przeminął właśnie dzięki temu kawałkowi (oraz kilku innym, szczególnie wyjątkowym). Wybór utworu z tej płyty był niezwykle trudny zwłaszcza, że wszystkie towarzyszą mi niezmiennie od tygodniu. Ostatecznie jednak to ciepła beztroska, zaraźliwa euforia i nonszalancja zawarte na CUFF IT skłoniły mnie do podjęcia decyzji. A do tego to przejście w ENERGY!

Charli XCX Hot Girl (Bodies Bodies Bodies)

Singiel promocyjny do nowego horroru „Bodies Bodies Bodies” od uznanego studia A24 to jedna z piosenek, które zdecydowanie przeżyją film. Na dodatek wybór Charli XCX do tego zadania był strzałem w dziesiątkę. Kawałek jest nie tylko idealnym obrazkiem jej twórczości, ale także pysznym (w obydwu znaczeniach tego słowa) klubowym hitem. Choć sam film nie zdobył jednogłośnego uznania, Hot Girl (Bodies Bodies Bodies) jest w stanie naprawić ten błąd.

Shakira Whenever, Wherever

Historia stojąca za wzmożoną popularnością na mojej playliście tego kultowego wręcz kawałka Shakiry jest nieco zabawna. Wszystko za sprawą losowego tweeta, który zwrócił w dużej mierze nieświadomemu odbiorcy na warstwę liryczną piosenki. To niesamowite jak od momentu, kiedy ukazało się Whenever, Wherever, wszyscy wieszcze dziwnie umilkli. Niezaprzeczalny bop!

Adrianna Małolepszy

Ofelia Bolesne Kości (Tymoteusz)

Po długim oczekiwaniu ukazał się kolejny album Ofelii. Artystka prezentuje na nim tytułowe 8 różnych kolorów osobowości lub odsłon, a w nim Tymoteusza czyli Bolesne kości. Energetyczny, pełen zdecydowania numer o zaznaczeniu swojej wartości. Wyszło naprawdę bardzo dobrze.

Panilas Chcę Całego

Kolejnym świetnym, ważnym numerem zahaczającym o rolę kobiety i kwestię patriarchatu jest Chcę Całego z debiutanckiej płyty Panilas. Tym razem kwestie te ukazane są Nam w zdecydowanie bardziej bezpośredniej, dobitnej formie. Tekst nie pozostawia złudzeń. Mocny przekaz oprawiony w nacechowaną wpływami ludowo-folkowymi muzykę tworzy naprawdę intrygującą całość, wobec której nie sposób przejść obojętnie.

Ania LeonParanoid

Ania Leon jest zdecydowanie jednym z moich odkryć ostatnich kilku tygodni. Mam wrażenie, że wypełnia jakąś nie do końca określoną lukę na polskim rynku. Zdecydowanie polecam zapoznać się z całą jej debiutancką płytą Łezki, ale Paranoid jest moim absolutnym faworytem. Uwielbiam ten mroczny, lekko hipnotyczny, elektroniczny klimat.

Noah CyrusUnfinished

Kilka dni temu ukazał się pierwszy pełny album Noah Cyrus The Hardest Part. Unfinished jest utworem, który przyciągnął mnie w nim chyba najbardziej. Zachwyciła mnie jego surowość, prostolinijność przekazu z zachowaniem delikatności i prostoty całości. Posłuchajcie.

Anieli Niemiłość

No i na koniec coś czego absolutnie nie mogłam pominąć. Niemiłość to utwór, który wywołuje u mnie ciarki. Niesamowity, poetycki, tekst oprawiony nietuzinkową muzyką i ten genialny teledysk… Mam wrażenie, że tego po prostu trzeba posłuchać i zobaczyć.

Aneta Kowal

MuseVerona

Swoje zestawienie zacznę nie tyle od utworu, a całego albumu, który w ostatnim miesiącu podbił moje serce, czyli Will of The People od Muse. Dziewiąty już krążek Brytyjczyków jest poniekąd mixem tego, co ich słuchacze już dobrze znają – zaczynając od naprawdę mocnych riffów, przez wzbudzający mieszane uczucie wśród fanów pop, po wzruszające kosmiczne love-songi. To właśnie kawałek z tej ostatniej kategorii, zatytułowany Verona, skradł moje serce. Matt Bellamy czaruje wokalem (co zresztą czyni od ponad 20 lat) i hipnotyzuje riffem. Koniecznie sprawdźcie!

Taylor Swift All Too Well (10 Minute Version)

Wiem, że dopiero połowa września, ale już przyszedł czas, kiedy muszę przyznać się do jesieniarskich zapędów. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie jesień = Taylor Swift, dlatego też nie mogło tutaj zabraknąć 10-minutowej wersji All Too Well. KOCHAM ten utwór i nie idą za tym żadne logiczne argumenty, ale do mojej miłości przyczynia się najpewniej cudowny klip, końcowy punchline tekstowy i masa własnych, jesiennych wspominek.

Seed to Tree Apart

Znacie jakiś zespół z Luksemburga? Jeśli nie, to właśnie poznaliście. Seed to Tree, a właściwie Georges Goerens, Benjamin Heidrich, Benjamin Renz i Michi Mentgen to czwórka indie-rockowych artystów, którzy pierwszą EP-kę wydali dokładnie 10 lat temu, ale mnie zachwycił utwór z ich najnowszej, wydanej w 2019 roku płyty Proportions. Apart to miły, gitarowy kawałek, który pewnie zachęci mnie do pogrzebania trochę głębiej w dyskografii Luksemburczyków.

Demi Lovato & Joe Jonas This Is Me

15 lat temu praktycznie każda dziewczynka kochała Joe albo Nicka Jonasa (sorry Kevin). Ja też, o czym ostatnio przypomniała mi składanka disneyowskich hitów z 2008 roku. I teraz zagwostka – jak przedstawić This Is Me? Jako naczelny Camp Rock’owy szlagier? Wymarzony utwór do karaoke dla dwojga? Kawałek dzieciństwa, do którego po prostu miło się wraca? Chyba każda z tych odpowiedzi jest dobra.

GhostMary On A Cross

Metal to niekoniecznie moja działka, chociaż w wydaniu grupy Ghost (o dziwo) ten gatunek do mnie trafił. Mary On A Cross, czyli wydany w 2019 roku utwór z płyty Seven Inches of Satanic Panic doczekał się dziesiątek interpretacji; według niektórych ten pozornie religijny kawałek mówi tak naprawdę o… konsumpcji marihuany. Niech będzie, chociaż jestem ciekawa Waszych spostrzeżeń.

Czytaj również