Rozpoczynamy ostatni tydzień września!
Wojciech Chaber
Soni Youth – Stones
Jeden z najbardziej wpływowych zespołów dla alternatywnej sceny rockowej i bardzo melodyjne Stones to przyjemna propozycja na coraz dłuższe jesienne wieczory czy chwilę odpoczynku w pracy.
The Cure – The Last Day of Summer
The Cure to zespół, do którego mam ogromną słabość, a jego fenomen bardzo trudno mi opisać. Cały album Bloodflowers, z którego pochodzi The Last Day of Summer, jest bardzo klimatyczny, smutny i delikatnie zaaranżowany. Top 3 albumów The Cure w moim rankingu.
System of a Down – Lonely Day
Ostatni singiel SOAD-u przed prawie 15-letnią przerwą. I to jaki! Nieco spokojniejszy niż pozostałe utwory zespołu w tym okresie, ale wciąż broni się swoim brzmieniem. Jeden z tych kawałków System of a Down, do których wracam najczęściej.
Kyuss – Demon Cleaner
Kto dziś pamięta Kyuss? Pionierzy stoner rocka to kapela, która naprawdę warto znać tym bardziej, że swoją przygodę z muzyką zaczynał w niej Josh Homme, jeden z najważniejszych dziś artystów na scenie rockowej. Zaczęło się od „pustynnych koncertów”, podczas których grupa wypracowała bardzo charakterystyczne brzmienie, stając się inspiracją dla wielu grup rockowych powstałych pod koniec lat 90.
Breaking Benjamin – The Diary of Jane
Bardzo nu-metalowy singiel z trzeciego albumu grupy Breaking Benjamin, który przyniósł niemały komercyjny sukces. Twórczość zespołu nie jest specjalnie nowatorska, raczej porusza się w utartym szlaku alternatywy rockowej i metalowej, ale ma swój specyficzny vibe, przez co regularnie zdarza mi się do niego wracać.
Arek Zroślak
Sarsa – Przyśpieszam
Sarsa powróciła, i to w jakim stylu! Przyśpieszam pochłonęło mnie swoim mrocznym, czasami wręcz niepokojącym i niewygodnym klimatem. Wraz z teledyskiem tworzy niesamowitą całości. I zdaję sobie sprawę, że zwolennicy bardziej przystępnej, muzycznej odsłony wokalistki raczej nie będą raczej podzielać mojego zdania to ja jestem zachwycony.
Broods – Piece of My Mind
Apropo powrotów to jak dobrze znowu usłyszeć nową muzykę od Broods. Nowozelandzkie rodzeństwo zaprezentowało ostatnio singiel Piece of My Mind. A indie pop podszyty elektroniką w takim wydaniu to jest to co tygryski (to znaczy ja) lubią najbardziej.
Good Job Nicky – January 8th
Twórczość wokalistki o pseudonimie Good Job Nicky to jedno z moich największych, muzycznych odkryć tego roku. Chociaż dyskografia artysty na tę chwilę nie jest zbyt rozbudowana to jednak nie ma w niej utworu, która mniej lub bardziej by mi się nie podobała. Jednak bezapelacyjnie moim faworytem jest delikatne, acz poruszające January 8th. Według mniej lub bardziej informacji wokalista jest jednym z kandydatów do reprezentowania Grecji podczas Eurowizji 2022. Pozostaje mi mieć nadzieję, że tak właśnie się stanie, a konkursowa propozycja będzie równie dobra jak poniższy utwór.
Rina Sawayama – Enter Sandman
I takie covery to ja szanuję. Enter Sandman w wykonaniu Riny Sawayamy jest dokładnie tym, czego oczekuję od artystów, którzy mierzą się z cudzą twórczością. Z jednej strony zachowany jest duch oryginału, a z drugiej – utwór jest także spójny ze stylem danego artysty, a nie po prostu zwykłym odśpiewaniem danego kawałka, bez dodania do niego żadnego autorskiego elementu. Zdecydowanie jeden z najjaśniejszych elementów wydaje z rozmachem (przynajmniej jeżeli chodzi o łączną liczbę utworów) reedycji „czarnego albumu”.
Kacey Musgraves – Gracias a la vida
Uwielbiam kojący głos Kacey, natomiast język hiszpański uważam za jeden z najbardziej dźwięcznych na świecie. Dlatego też odświeżona wersja chilijskiego klasyku Gracias a la Vida, która znalazła się na albumie Star-Crossed tak mnie urzekła. Z pozoru spokojna, minimalistyczna aranżacja z czasem potrafi pójść w stronę, w której słuchacz raczej się nie spodziewa. Może dlatego tak często wracam do kompozycji – za każdym razem odnajduję w niej coś nowego.
Christian Cieślak
SOPHIE – ELLE
Choć jej urodziny miały miejsce nieco ponad tydzień temu, nie był to powód dla jej fanów do zupełnie radosnej celebracji. Pomimo, że SOPHIE nie ma już wśród nas, jej muzyka jest i z pewnością pozostanie wieczna. Tym samym ja czczę ten dzień piosenką ELLE, będącą częścią debiutanckiej kompilacji SOPHIE pod tytułem PRODUCT.
Robyn – Indestructible
Skoro jesień na dobre zapanowała w pogodzie oraz kalendarzu, pora wprowadzić ją również w muzyce. Mnie jesień muzycznie kojarzy się z elektroniką oraz wszystkim, co powstało przy pomocy komputera. Zatem nie sposób mi nie wspomnieć o królowej electro popu, czyli Robyn. Choć osobiście uważam, że Robyn z 2005 roku jest lepszy od Body Talk, tak to ten drugi zmienił zasady tworzenia muzyki, którego częścią jest utwór Indestructible.
Poppy – Hysteria
Na moje wyróżnienie w tym tygodniu zasługuje również Poppy, której najnowszy album Flux już niedługo dla Was zrecenzuję. Powiem jedynie tyle, że nostalgia nadal żywa – na szczęście z autorskim sznytem. Na dodatek, nie da odmówić się Poppy i jej twórczości nutki tajemnicy, która niezwykle mnie inspiruje.
Eurythmics – It’s Alright (Baby’s Coming Back)
A propos nostalgii, niezwykle miło mi wracać do klasyki lat 80., czyli na przykład zespołu Eurythmics. Jednym z moim ulubionych utworów Annie Lennox oraz Dave Stewart jest It’s Alright (Baby’s Coming Back) z ich czwartego studyjnego albumu Be Yourself Tonight. Nie ma lepszej piosenki na poprawienie jesiennej chandry jak właśnie ta!
Shyness! – New Dawn
Jesień to też czas nie opisywanego słowami mroku. Debiutancki album polskiej grupy Shyness! to krążek wprost wymarzony pod październikowo-listopadowe mokre i ciemne popołudnia. Natomiast piosenka New Dawn to najbardziej mistyczna propozycja, przywodząc na myśl serial AHS: Coven. Utwór niesamowity!

