Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 25)

Majówka, majówka… jak to szybko zleciało. Kwitną kasztany, wiosenne powietrze… Jesteście ciekawi, co na słuchawkach w tym czasie mieli nasi redaktorzy? Proszę bardzo. Dzisiaj swoje typy prezentują Łukasz, Beata i Zuzanna. Miłego słuchania.

Łukasz Jaćkiewicz

Tori Kelly – Nobody Love

Z tą piosenką wiąże się dziwna historia. Jakiś czas temu miałem sen, w którym słyszałem cały czas pewną piosenkę. Nie znałem jej wcześniej, a przynajmniej tak mi się wydawało. Udało mi się zapamiętać pewne frazy z tekstu i zabrałem się za poszukiwania. Trwało to długo, a tym utworem okazało się Nobody Love. Podoba mi się w niej szczególnie bardzo dźwięczny refren, w którym wokalistka ujawnia swoje walory głosowe. Przyjemna nuta w sam raz na letni chillout.

Tinashe – Bet

Uwielbiam Tinashe. Znałem ją zanim osiągnęła większy sukces, który jej się po prostu należał. Utalentowana zarówno w śpiewie jak i tańcu, świetnie wpasowała się wąski świat amerykańskiego R&B. Co jakiś czas wracam do jej twórczości, do której mnie po prostu ciągle ciągnie. W ostatnim czasie w moich słuchawkach często słychać Bet – kompozycję bogatą stylistycznie i dźwiękowo, niejednoznacznie nabitą elektroniką. Zarówno głos Tinashe jak i nagrane przesłuchy, szumy i szmery są tu boskie.

Kasia Cerekwicka – Między słowami

Kto powiedział, że praca musi być nudna i monotonna? W ostatnim czasie w biurze słuchamy Radia Wawa, która jako jedyna stacja w Polsce emituje jedynie polskie utwory. Słyszymy tu zarówno nowości jak i piosenki sprzed kilku dekad, które po prostu trzeba znać. Przynajmniej kilka razy dziennie puszczany jest także nowy singiel Kasi Cerekwickiej, w którym się po prostu zakochałem. Choć na powrót wokalistki musieliśmy trochę czekać, to było warto. Piosenka zaczyna się trochę balladowo, ale apogeum następuje w refrenie, który pięknie prowadzi swoim cudownym wokalem.

Olivia Anna Livki – Geek Power

Olivia to XXI-wieczna odpowiedź na Leonardo da Vinci. Sama pisze, komponuje, zajmuje się całą oprawą, szyje sobie stroje sceniczne – kobieta o stu twarzach. Już niedługo w sklepach ukaże się jej nowa płyta, która pewnie nie uzyska wielkiego rozgłosu. A szkoda. Olivia to bardzo utalentowana wokalistka, która nie podąża za modą i tworzy to, co jej w duszy gra. Singiel Geek Power to dzika odpowiedź na wszystkie radiowe koszmarki, które na co dzień słyszymy. Porzućmy Eneje, Loki i inne remizowe piosenki, posłuchajcie Olivii!

Rae Sremmurd feat. Nicki Minaj – Throw Sum Mo

Wstając rano tradycyjnie włączam TV, a że jest ranna pora najchętniej wciskam Trace TV. Nie wiem jak to się dzieje, ale praktycznie codziennie słyszę w tym czasie utwór Throw Sum Mo. Raper może i wybił się dzięki temu utworowi, ale bez wokalu Nicki Minaj brzmiałby trochę nijako. Onika śpiewając refren dodała mu tego czegoś, co mu  brakowało. Wyszedł całkiem zgrabny singiel.

Beata Prętnicka

Enej – Hermetyczny świat

Wielu ludzi nie rozumie fenomenu Eneja (patrz powyżej). Ja również nie, chociaż gdy widzę, że ludzie się na nim bawią, to ja również zaczynam. Tą propozycję usłyszałam na jednym z plenerowych koncertów grupy zaraz po tym, jak panowie wygrali Must Be The Music. Od razu gdy ją posłuchałam pojawił mi się uśmiech na twarzy – ze względu na warstwę tekstową utworu. Bo trudno było mi zrozumieć, jak można napisać do piosenki słowa pełne absurdu.

Danny Saucedo – If Only You

Piosenka, która towarzyszy mi praktycznie od chwili, w której się ona pojawiła. Gdy zaczęłam drążyć temat, okazało się, że utwór ma 3 różne wersje. Pierwsza, opublikowana już w 2007 roku znalazła się na płycie Heartbeats. Druga, nagrana z Therese w 2008 roku okazała się komercyjnym sukcesem na skalę europejską, a więc rok później trafiła na album Set My Body Free. W 2011 roku Danny wydał utwór w Wielkiej Brytanii jeszcze raz razem z wokalistką o pseudonimie Freja. Przebój bardzo dla mnie ważny, bo zawiera kluczowe pytanie: Who do you think you’re fooling now? Bo wszyscy pragniemy miłości. A jeśli nie możemy jej dostać, to chociaż akceptację tego kim jesteśmy oraz tolerancję.

Lady Pank – Mniej niż zero

O tej piosence pomyślałam przez przypadek – nie tylko w kontekście jednego z ostatnich felietonów Kuby Koziołkiewicza. Właśnie zakończyłam staż w biurze, a podczas jego trwania Szefowa wymieniła tą piosenkę jako ulubioną. Już chyba wiem dlaczego – nie przedłużyli ze mną współpracy. Nie, nie mam żalu, bo znam standardową wśród pracodawców argumentację. Mimo napisania kilku ładnych zdań na zaświadczeniu, to i tak wiem, co inni o mnie sądzą. Od Jesteś jebnięta przez Jesteś gorsza niż Gestapo, skończywszy na Starannie wykonującą swoje obowiązki.

Mans Zelmerlow – Find Love

Przy wyborze następnego utworu dla Was miałam malutki dylemacik, ale po spojrzeniu na kalendarz, zwłaszcza eurowizyjny szybko te wątpliwości się rozwiały ;). Tak, generalnie chodzi mi o Mansa. Człowiek uniwersalny w tym, co robi. Chociaż Stand By For… nie jest moją ulubioną płytą jego autorstwa, to niedostępne w Polsce MZW i Barcelona Sessions – jak najbardziej. I właśnie z tej drugiej płyty ten utwór. Bo zaraża swoim optymizmem, po prostu chcę wierzyć… Mansie, życzę wygranej Eurowizji, bo i bukmacherzy, i kluby OGAE i zagorzali (nie tylko szwedzcy) fani na Ciebie liczą.

Adam Lambert – Nirvana

O ile miałam mały problem z czterema propozycjami, o tyle już na początku wiedziałam, czym chcę się z Wami pożegnać. Adam Lambert, finalista amerykańskiego Idola od początku intrygował mnie swoim image. Nie interesuje mnie jego orientacja, dla mnie ważne jest to co chce przekazać swoim słuchaczom. I to powinno być dewizą każdego szanującego się artysty. Połowa redakcji rozpływa się razem z otwierającym krążek The Original High kawałkiem Ghost Town. A ja… odpływam w stan Nirvany z poprzedniego albumu, Trespassing. Pięknie jest marzyć i śnić… A do płyty lubię często wracać ze względu na jej różnorodność. Ponadto skraca mi to oczekiwanie na jego nową muzykę, bo nadal mam wrażenie, że nie wykorzystuje pełni swoich możliwości. Tak więc, Adamie, what next?

Zuzanna Janicka

Imany – Grey Monday

Chyba żaden inny kolor tak dobrze nie pasuje do poniedziałku jak właśnie szary. Udowadnia to Imany w swoim nie za bardzo (to plus!) rozemocjonowanym nagraniu Grey Monday, który trafił na jej łamiącą serce debiutancką płytę The Shape of a Broken Heart. Smutna melodia (zwróćcie uwagę na przeszywający fortepian) pięknie komponuje się z ponurym i nachmurzonym wokalem artystki.

Kelis – Keep It Down

Nie jestem wielką fanką Kelis, jednak przynajmniej dwa razy w roku dopada mnie ogromna ochota na przesłuchanie wszystkich jej płyt. W ostatnim czasie najbardziej upodobałam sobie smakowite Tasty. A szczególnie jeden z zawartych na nim utworów. W Keep It Down raz Kelis pokazuje nam swoje ostrzejsze oblicze, balansując na granicy hip hopu i rocka, innym razem skręca w stronę balladowego popu.

Sia – Little Black Sandals

Kiedy wszyscy po raz enty przesłuchiwali 1000 Forms of Fear, ja zarezerwowałam sobie czas na poprzednie wydawnictwa Sii. Bo w końcu błędem jest znać tylko jej najnowsze kawałki.Tym bardziej, że poprzednie krążki skrywają nawet lepsze piosenki. Ostatnio często wracam do klimatycznej, lekkiej i niesamowicie przyjemnej piosenki Little Black Sandals, której melodia oparta jest na dźwiękach perkusji i klawiszy.

Editors – No Harm

Uwielbiam zespół Editors, ale nie jestem osobą, która od ulubionej kapeli kupi wszystko, co tylko ta spróbuje mi wcisnąć. Jednak z nowym zaskakującym singlem Brytyjczykom znów udało się mnie oczarować. Piosenka No Harm jest dość specyficzna. Tom Smith umiejętnie operuje swoim wokalem (śpiewając m.in. falsetem!). Brzmienie jest dość surowe, choć konkretnych gitar czy perkusji nie uświadczymy. Całość osnuta jest uwielbianym przeze mnie mrokiem.

St. Vincent – Prince Johnny

St. Vincent nawiedzi w tym roku Gdynię, dlatego warto poznać jej utwory. Ja polecam Prince Johnny, które moją uwagę przykuło już rok temu. Podoba mi się nieco musicalowy wydźwięk tego utworu, połączony z syntetycznym brzmieniem i podkreślony nienarzucającymi się partiami gitary elektrycznej. Na koncercie tej babki warto być.

Czytaj również