Dzisiaj, już po świętach, mamy dla Was kolejną mieszankę piętnastu utworów. Przygotowali je dla Was Beata, Michał oraz Jakub.
Michał Pietruszka
Marina and the Diamonds – Savages
Przyznaję się bez bicia – na nowy krążek tej artystki w przeciwieństwie do większości redakcji nie czekałem z wypiekami na twarzy. Co więcej, Marinę poznałem dopiero w okresie, gdy uczyła cały świat jak być łamaczami serc. Po przesłuchaniu Froot bez większych oczekiwań co do niego doznałem naprawdę przyjemnych wrażeń – niezwykle spójny materiał okraszony nienachalną elektroniką. Na uwagę zasługuje co najmniej kilka kawałków: Blue, magiczne I’m A Ruin, Forget czy singlowe Froot. Najbardziej jednak w mój gust trafia wielowymiarowe Savages.
Of Monsters and Men – Crystals
Z kolei na nowy, drugi w dyskografii zespołu Of Monsters And Men album czekałem i nadal czekam dosłownie odliczając dni w kalendarzu. Zapowiedziana na dziewiąty dzień czerwca premiera Beneath the Skin promowana jest przez singiel Crystals. Islandczycy kontynuują swoją ekspansję w ciągle modny świat indie popowego grania, czerpiąc garściami z folkloru – słychać to zarówno w warstwie tekstowej, jak i brzmieniowej. Smaku dodaje wokal „kobiecego rodzynka” w składzie, Nanny Hilmarsdóttir.
Laura Welsh – Unravel
Kilka tygodni temu zasłuchiwałem się w kawałku Undiscovered i go właśnie polecałem Wam w tej rubryce. Jak widać, utalentowana Laura Welsh nadal siedzi mi w głowie.Utworem z jej debiutanckiej płyty noszącym nazwę Unravel wzbudza nie małe emocje. I to nie tylko pod względem muzycznym. Otóż owy kawałek ze wszech miar przypomina mi stylistycznie krążek innej Brytyjski, Jessie Ware. A że Tough Love uznaje za jeden z najlepszych albumów minionego roku, to i Unravel niezwykle przypadło mi do gustu.
Florence and the Machine – St. Jude
Mimo że może za wcześnie na tak odważne tezy, to jedno jest pewne – Florence and the Machine serwują fanom istną sinusoidę. Po niebezpiecznie flirtującym z mainstreamem singlu What Kind of Man, rudowłosa piękność prezentuje fanom nostalgiczny St. Jude. Kawałek czysty, bez zbędnych ozdobników, z leniwie ciągnącym się instrumentarium i emocjonującym wokalem Florence. Prosta, ale jaka magiczna! Oby takich więcej przed oficjalną premierą How Big, How Blue, How Beautiful.
Major Lazer & DJ Snake – Lean On (feat. MØ)
Po nagraniu całkiem niezłego albumu duńska wokalistka ukrywająca się pod pseudonimem MØ powoli wkracza do świata amerykańskiego mainstreamu. Sztuka ta nie udała się pod skrzydłami Iggy Azalea – Beg For It zniknęło z list przebojów tak szybko jak się pojawiło. MØ szuka więc dalej szczęścia u producenckiego projektu Major Lazer. Wraz z pomocą DJ Snake’a powstał bowiem bezbłędny singiel pt. Lean On. Już i tak przebojowy podkład chłopaków zostaje wzbogacony przez niesamowity feeling który w głosie ma duńska wokalistka czyniąc Lean On kandydatem na hit tegorocznych wakacji.
Kuba Koziołkiewicz
Fall Out Boy – The Phoenix
Jeden z niewielu powodów, dla których warto posłuchać płytę Save Rock and Roll (2013). Pojawiające się we wstępie smyczki w kapitalny sposób budują napięcie kompozycji, a agresywnie wyłaniająca się gitara elektryczna dodaje jej drapieżności i przebojowości. Za to refren to już w ogóle muzyczna eksplozja.
Pantera – 5 Minutes Alone
Ten kawałek to wizytówka Pantery. Dimebag Darrell po raz kolejny popisał się świetnym gitarowym riffem, a jego brat Vinnie Paul swoim uderzaniem w bębny tworzy kręgosłup całej kompozycji. Jest moc. I to ogromna.
Curly Heads – Reconcile
Po krakowskim koncercie grupy nie jestem w stanie uwolnić się od tego utworu. Młodzieńca przebojowość chłopaków od razu kojarzy mi się z tym, co dekadę temu prezentowali muzycy Arctic Monkeys. Trzymam za nich kciuki, bo głęboko wierzę, że Curly Heads to jeden z niewielu polskich zespołów, który ma szansę zaistnienia na międzynarodowej scenie muzycznej.
Metallica – Master of Puppets
Powróciłem ostatnio do słuchania utworów, które ugruntowały moją muzyczną świadomość. Wśród nich nie mogło oczywiście zabraknąć „mistrza marionetek”. O kawałku tym napisano już chyba wszystko, więc nie będę się wysilał w z tworzeniem jakiś mega błyskotliwych opinii. To klasyka gatunku, pozycja obowiązkowa dla każdego fana nie tylko metalu, ale też muzyki rockowej.
Arctic Monkeys – R U Mine?
Choć uważam, że wszechobecna podnieta związana z albumem AM (2013) była zdecydowanie przesadzona, to nie napiszę, że nie miała jakichkolwiek podstaw. Krążek ten jest rzeczywiście kamieniem milowym w twórczości wciąż jeszcze młodych chłopaków z Sheffield, a moim ulubionym kawałkiem z tego właśnie wydawnictwa jest R U Mine? Uwielbiam zawartą w nim partię gitary. Jest zupełnie nieoczywista, a słowo „nieoczywisty” w kontekście nadmiernie eksploatowanego ostatnio indie rocka, jest sporym wyróżnieniem.
Beata Prętnicka
Strasznie trudno jest wybrać tylko pięć utworów, kiedy na komputerze/telefonie łącznie masz ich ponad 1000. Dzisiaj, patrząc na nazwy plików zastanawiam się, kim byłam i kim jestem teraz?
Nadal poszukuję.
Kim Cesarion – Amen
Wszystko, co jest niekonwencjonalne – w jakiś sposób mnie przyciąga. Właśnie to zachęciło, by przesłuchać debiutancką płytę wokalisty, który jest nazywany drugim Princem. Niestety, szczerze mówiąc rozczarował. Jednak na każdej płycie każdego artysty pośród różnego rodzaju zapełniaczy są takie perełki jak Amen. Mocne wejście, ciekawie poprowadzony utwór. Czego więcej oczekiwać?
Marina and the Diamonds – Valley Of The Dolls
Wielbię, wielbię Marinę za album Electra Heart. Co prawda, jestem jeszcze przed zapoznaniem się z Froot, lecz postaram się to w najbliższym czasie nadrobić. Za co cenię ten utwór? Za mroczność, przekazanie tego co w nas wszystkich siedzi, gdzieś głęboko. Strach, smutek. Często włączam sobie ją wieczorami.
Dead By Sunrise – Walking In Circles
Ten zespół pokazała mi siostra. Byłam w szoku, gdy usłyszałam znajomy głos na wokalu. Tak to wszystko różne od tego, co Chester tworzy z Linkin Park. Przejmujący wykon plus przekaz – recepta na gorszy czas. Bardzo mi wtedy pomógł właśnie ten utwór. Przetrwać to, co było trzeba.
Tomek Makowiecki – Oto jestem
Nie jest żadną tajemnicą, że wracam często myślami do utworów, które zostały stworzone kiedyś. Jestem rozczarowana dzisiejszą muzyką, być może dlatego mało kiedy słucham nowego materiału. Co do piosenki – przyznam, że nie jest ona wysokich lotów (nie dziwię się więc, że na następny album trzeba było czekać kilka ładnych lat), aczkolwiek taki Makowiecki mi się podobał. Moizm próbowałam przesłuchać, lecz niestety to chyba nie jest to, czego szukam. Być może to nie jest jeszcze mój moizm, albo potrzebuję więcej czasu, by zrozumieć temat?
Poparzeni Kawą Trzy – Trzeba się napić
Żeby nie było że słucham tylko samych smętnych utworów, na koniec przedstawiam Wam propozycję wesołą. Uwielbiam ten zespół za to, że słowami potrafią przedstawić szarą rzeczywistość w karykaturalny sposób. I często my, słuchacze bijemy brawo – przecież tak jest naprawdę. Utwór akurat wybrany ciut przypadkowo… przecież każda okazja jest dobra ;)


