Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 132)

Dzisiejsze wydanie rubryki Tego słuchamy przejęli Panowie! Co najważniejsze – każdy z nich ma inny gust muzyczny, więc spodziewajcie się swoistej mieszanki dźwięków. Sprawdźcie zatem, co przygotowali dla Was: Piotr, Darek oraz Michał!

The Beatles – Blackbird

Brytyjczycy wracają do mojej playlisty niczym bumerang. Bardzo lubię ich słynny White Album, a folkowe Blackbird mogę słuchać w nieskończoność. Ta niemal już pięćdziesięcioletnia piosenka przetrwała próbę czasu i wciąż ma w sobie coś magicznego, jak zresztą cała muzyka Beatlesów.


Ariana Grande feat. Mac Miller – The Way


Przyznam, że początki kariery muzycznej Ariany nigdy szczególnie mnie nie interesowały. Ostatnie wydarzenia zmieniły jednak wszystko, a do mnie dotarł w końcu główny singiel promujący jej debiutancki krążek. The Way to podróż kilkanaście lat wstecz – do brzmienia R&B, które serwowała nam wówczas Mariah Carey, jedna z największych idolek Grande. Dobry singiel.

Halsey – Walls Could Talk

Utwór, który zrobił na mnie ogromne wrażenie już po pierwszym przesłuchaniu. Prawdziwy throwback do początków XXI wieku. Tak mniej więcej brzmiał wtedy kobiecy pop. Piosenka natychmiast przywołuje na myśl twórczość Britney Spears z jej pierwszych albumów. Walls Could Talk to jeden z najciekawszych utworów Halsey – klimatyczny, mocny i świetnie wyprodukowany.


Imagine Dragons – Believer


Zespół, który odkryłem na długo jeszcze przed jego ogromną popularnością. Do dziś mam wielką słabość do ich pierwszej płyty. Mimo że kolejny krążek nie zrobił już na mnie takiego wrażenia, na czerwcową premierę Evolve czekam z niecierpliwością. Energetyczne Believer i pozostałe opublikowane już utwory przekonują, że trzecia płyta może być naprawdę niezła.

Paramore – Hard Times

Lubię ich najnowszy album. Mimo że wielu osobom nie przypadł on do gustu, Paramore wciąż się rozwija i co najważniejsze – bawi się muzyką. After Laughter to dzieło, które mogło tak naprawdę nigdy nie powstać. Do rozwiązania zespołu było bowiem naprawdę blisko. Grupa nie daje jednak za wygraną i po raz kolejny serwuje nam melodie niezwykle przyjemne dla ucha, ale bardzo gorzkie lirycznie. Hard Times to funk-popowa bomba, która nie pozwoli Ci usiedzieć w miejscu.


Camila Cabello – I Have Questions


Gdy tylko usłyszałem fragment tego utworu zaprezentowany w teledysku do Crying In The Club wiedziałem, że będę odtwarzał go kilkukrotnie w ciągu każdego dnia. Od samego początku istnienia Fifth Harmony uważałem, że dziewczyny wielokrotnie marnowały swoje wokale i śpiewały za mało piosenek, w których mogłyby się na nich skupić. Po odejściu z zespołu Camila szybko udowodniła mi, że miałem rację. Teraz dziewczyna w końcu może rozwinąć skrzydła i zaprezentować fanom szeroki wachlarz swoich umiejętności wokalnych.

Miley Cyrus – Malibu

Gdyby rok albo dwa lata temu ktoś powiedział mi, że Miley Cyrus zacznie nagrywać muzykę w stylu Malibu to nigdy bym w to nie uwierzył. Tymczasem wokalistka postanowiła jednak porzucić otoczkę kontrowersyjnej, szalonej dziewczyny i skupiła się na tworzeniu muzyki. Jej najnowszy singiel to zwiastun nowej ery, która pomimo tego, iż diametralnie różni się od czasów Bangerz, to również ma szansę na podbicie milionów serc fanów z całego świata.


Halsey – Sorry


Przyznam szczerze, że nie wyczekiwałem jakoś specjalnie nowego albumu Halsey. Lubiłem kilka jej utworów, jednak nigdy nie zaliczałem się do grona jej fanów. Wszystko zmieniło się z dniem premiery Hopeless Fountain Kingdom. Ten album całkowicie zmienił moje podejście do artystki. Największą perełką, która się na nim znalazła, jest dla mnie ballada Sorry.

Ariana Grande – Somewhere Over The Rainbow

4 czerwca Ariana Grande zorganizowała niezwykły koncert charytatywny w Manchesterze. Na jego zakończenie wokalistka wykonała cover piosenki Somewhere Over The Rainbow. Kilka dni później artystka wydała go jako charytatywny singiel. Co tu dużo mówić, niebywały wokal, piękny cover i wspaniały gest ze strony Ariany.


Lea Michele – Tornado


Na muzyczny powrót Lei Michele musiałem czekać dość długo. Na szczęście wokalistka nie zaprzepaściła tych kilku lat przerwy i zdołała odnaleźć swoją drogą i swoje muzyczne Ja. Najnowszy album wokalistki jest pod względem wokalnym doskonały, a idealnym dowodem na to jest utwór Tornado. Słuchanie jak Michele w pełni wykorzystuje swój wokal i przelewa na śpiew swoje emocje to czysta przyjemność dla moich uszu.

Depeche Mode – Poorman

Nowy album Depeche’ów dosłownie wgniótł mnie w fotel. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak mimo upływu lat, Dave Gahan i spółka wciąż tworzą rzeczy ze specyficznym dla siebie poczuciem przestrzenności dźwięków. Na Spirit brak jest słabych momentów, każdy fragment płyty jest pod pewnym względem różny od poprzedniego, a utwór Poorman jest w tej kwestii swego rodzaju klamrą, która spina to, co gitarowe i to, co elektroniczne.


Rise Against – Far From Perfect


Kolejna nowość na rynku, czyli album Wolves, była przeze mnie szczególnie wyczekiwana, gdyż to właśnie do Rise Against mam największy sentyment jeżeli mowa o wszystkich zespołach rockowych. To właśnie z nimi zaczynałem swoją przygodę z gitarowym graniem, śledząc niemal każdy ruch, będą świadkiem wydania kilku albumów, z których ten najnowszy wydaje się najlepszy. Dużo na nim powrotów do korzeni, dużo szybkiego grania, ale utwór Far From Perfect jest paradoksalnie czymś innym. Być może wpasowująca się w moje życie tematyka kawałka sprawiła, że z miejsca bardzo go polubiłem.

Quebonafide – Changa

Tym razem zmieniamy klimat i przenosimy się do… Afryki! Wielki projekt Quebonafide w końcu ma swój finał! Całość robi piorunujące wrażenie, choć już pojedyncze utwory sugerowały, że będzie grubo. Tak było choćby w przypadku Changi, powstałej właśnie na Czarnym Lądzie. Przyjemny bit, kojarzący się z brzmieniem afrykańskich plemion, w połączeniu z flow Quebo, brzmią bardzo wzniośle.


Fismoll – Sznurowadła


Piosenka powstała w ramach projektu Albo Inaczej, z oryginalnym tekstem Fisza, lecz tym razem w wykonaniu Fismolla. Piosenka została wywrócona do góry nogami, została bardzo mocno przearanżowana, lecz nie jest to taki styl, do którego przyzwyczaił swoich słuchaczy Fismoll. Mimo to brzmi to naprawdę przyjemnie.

George Ezra – Listen To The Man

Na koniec nieco starsza propozycja, lecz dla mnie zupełnie nowa. Szczerze mówiąc do tej pory nie miałem okazji poznać dobrze twórczości George’a, więc kojarzyłem go jedynie z singlowego Budapestu. Na szczęście zaległości zostały odrobione – zapoznałem się z całą płytą młodego muzyka, więc nie jest mi już ona obca. Co więcej: bardzo polubiłem jego styl, więc od niedawna Ezra gra u mnie niemalże na pętli.


Czytaj również