Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 84)

0
262

Pierwszy pełny tydzień wakacji czas zacząć! Odliczanie dni do Open’era nadal trwa w najlepsze, a my ponownie prezentujemy nowe Tego Słuchamy. Dzisiaj swoje „piątki” prezentuje Naczelny, nasza nowa redaktorka Justyna oraz nasza fotografka Karolina.

Justyna Rojek

Depeche Mode – Policy Of Truth

Piosenka która jako pierwsza wzbudziła moją wielką miłość do Depeche Mode i która zawsze wznieca ją na nowo gdy leci w pobliżu. Każdy element został tutaj dobrany idealnie – od porywającej melodii z pulsującym basowym podkładem w tle poprzez hipnotyzujący wokal Dave’a, a kończąc na oryginalnym tekście o tym, że nie zawsze mówienie prawdy jest najlepszą opcją. To wyjątkowe połączenie stwarza klimat na tyle niepowtarzalny, że za każdym razem słuchacz ma szansę na nowo przeżywać ten kawałek.

David Gilmour – Rattle That Lock

Rattle than Lock od pierwszych dźwięków zadziałało na mnie uzależniająco. Ciekawostką jest fakt, iż David swoją inspirację muzyczną zaczerpnął z melodii elektronicznego dżingla, którą usłyszał na pewnej stacji kolejowej we Francji. Pomysłowy z niego facet! Całość doprawiona charakterystyczną gitarą z blusową solówką, chórem gospel i przede wszystkim niepowtarzalnym głosem Davida przenosi nas w wymiar bardziej rozrywkowy wyraźnie odcinający się od piknfloydowskiego stylu.

Billy Idol – Postcards From The Past

Okazuje się, że po 8 latach przerwy Billy Idol wrócił i wprawił w zdumienie – w końcu nie jest łatwo trochę już przebrzmiałemu artyście ponownie zachwycić znacznie młodszą publikę. Tak jest ze świetną kompozycją Postcards From The Past, w której Idol pokazuje rockowy pazur i nieznacznie nawiązuje do swojego wielkiego hitu White Wedding sprzed ponad 30 lat. Na wyróżnienie zasługuje również wokal Idola, który wyraźnie daje radę i co najważniejsze wzbudza ochotę do przeżycia koncertu artysty w stadionowym wydaniu!

Ray LaMontagne – Part One – Hey, No Pressure

Pamiętam, że pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę przy okazji tej piosenki była warcząca gitara. Wtedy moje skojarzenie od razu powędrowało do gitarowych kompozycji Jacka White’a, jednak lekko dyszący głos wokalisty zmienił to przekonanie. Ostatecznie okazało się, że za całą historią kryje się Ray LaMontagne – amerykański artysta folkowy. Myślę, że za sprawą tego elektryzującego kawałka więcej nie potrzeba aby skusić się do przesłuchania całej – dobrze zapowiadającej się płyty Ourorobors.

Honne – Gone Are The Days

Moje zasłuchanie w brytyjskim duecie Honne zaczęło się właśnie od utworu Gone Are The Days. Choć zespół głównie specjalizuje się w tzw. nocnych piosenkach – do słuchania podczas jazdy samochodem lub relaksu w ciepłą wakacyjną noc – to z tym kawałkiem mnie zaskoczył. Tym razem pozytywny i taneczny nastrój jaki wyłania się z tego utworu wsparty zmysłowym wokalem Andiego przenosi mnie w klimaty typowo klubowe i zachęca do dobrej zabawy.

Karolina Karkowska

HEY – Wilk vs. kot

Twórcy niechętnie prezentują podczas koncertów album Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan, na którym znajduje się wyżej wymieniona piosenka. Wybitny, choć banalny tekst, sprawia, że człowiek chce wykrzyczeć to, co czuje. Zarówno wersja albumowa, koncertowa jak i akustyczna sprawiają ciary przechodzące przez całe ciało, ciepło w sercu i radość w duszy.

Brodka – Santa Muerte

Nigdy nie byłam fanką Moniki Brodki. Singiel Horses nie rzucił na kolana, jednakże Santa Muerte to strzał w dziesiątkę. Teledysk idealnie komponuje się z moją estetyką. Podobno najważniejsze jest pierwsze wrażenie — ja dzięki temu utworowi daję kolejną szansę całemu albumowi.

Magda Umer – Jeszcze w zielone gramy

Piosenka, która towarzyszy mi już siedem lat i ani myśli opuścić mój umysł. Słyszałam wiele wersji, jednak wykonanie Magdy Umer najlepiej oddaje sens utworu. Utwór z puentą, dla myślącego i wymagającego słuchacza.

HEY – Szum

Utwór z najnowszej płyty Błysk, który krzyczy: wakacje przybywajcie! Rzućmy wszystko i jedźmy do lasów do wód. To już niemelancholijny HEY z tekstami o okrucieństwach świata – na Błysku znajduje się słońce, piękno, przyroda i radość.

Organek – Głupi ja

Ludzie z reguły są negatywnie nastawieni do tego, co obce. Organka poznałam na Męskim Graniu. Szybko poszedł w niepamięć. Nie fascynowałam się nowym odkryciem, aż do czasu. Kilka odsłuchów na YouTube, obejrzenie programu Kuby Wojewódzkiego i głupia ja, że wcześniej po prostu olałam temat! Prosty, prawdziwy tekst, elektryzujący głos Organka. Nagranie to nic. Wybierzcie się na koncert, a gwarantuję, że porzucicie towarzyszy życia i szybkim krokiem będziecie w objęciach tego pana.

Łukasz Mantiuk

Tom Odell – Sparrow

Nowa płyta Toma mnie zachwyciła. Nie byłem jego olbrzymim fanem, lubiłem jedynie pojedyncze piosenki, jednak krążek Wrong Crowd pokochałem w całości. Jedną z najciekawszych kompozycji na krążku jest właśnie Sparrow. Chociaż miałem dylemat, czy nie umieścić tu Here I Am albo Still Getting Used to Being on My Own.

Natalia Nykiel – Error

Ostatni raz, gdy pisałem w tej rubryce napomknąłem, że umieściłbym tam Error Natalii Nykiel, ale wtedy było dostępne jedynie na Tidalu. Dzisiaj dostępne jest już wszędzie, nawet w reklamie sieci komórkowej. To też słuchajmy, bo Erroru nigdy za wiele, a kawałek ten zasługuje na bycie tak wielkim jak chociażby Naucz mnie. No, ale mam świadomość, że nie będzie.

Clean Bandit feat. Louisa Johnson – Tears

Na ten utwór zwróćcie uwagę bardziej z racji Louisy, aniżeli Clean Bandit. Szkoda, że utwór nie został w rytmie pierwszego refrenu, bez tej łoputanki później. Ale i tak jest bardzo dobry.

Alan Walker – Sing Me to Sleep

Sing Me to Sleep nie ma za wielu fanów i pewnie nie powtórzy sukcesu Faded (głównie dlatego, że jest do niego zbyt podobne) mi się jednak bardziej podoba od właśnie wspomnianego Faded. Ogółem Alan wydał dwa świetne kawałki i ciekaw jestem jego krążka. Mam tylko nadzieję, że nie wyda albumu z jedenastoma czy dwunastoma kopiami swojego największego singla.

Usher – Crash

I na koniec Usher, który co jakiś czas próbuje powrócić na scenę muzyczną, ale wychodzi mu to raz dobrze, raz źle. Teraz wydał dwa single, jeden w klimatach urban/rnb, drugi bardziej electro/pop. To właśnie ten drugi – Crash – podoba mi się bardziej. Kawałek świeży i dobry, zasługuje na sukces. Niestety, pewnie go nie odniesie, a szkoda. W tym roku powróciły cztery gwiazdy, które debiutowały kilkanaście lat temu – przed erą digital czy erą streamingową. Justin Timberlake i P!nk odnieśli sukces, Alicia Keys i Usher niestety ponoszą porażki. A niestety to ta druga dwójka wydała lepsze piosenki.