Występowali przed takimi gwiazdami jak Pidżama Porno, T.Love Alternative czy Organek. Przyszedł czas na wydanie debiutanckiego albumu. Ostatni krzyk mody swoją premierę miał 20 listopada. Jak wypadli na nim debiutanci?
Pierwszy krążek zespołu Ted Nemeth ukazał się nakładem S.P. Records, znajdziemy na nim 13 kompozycji, w których jest sporo klawiszowo-gitarowego grania. Zespół tworzą Patryk Pietrzak – gitarzysta, wokalista oraz autor tekstów, Mateusz Dziworski – perkusista, Michał Gibki – gitarzysta oraz Wojtek Wierzba – basista.
Jak sami mówią o swojej muzyce:
Chcemy, by nasza muzyka inspirowała i dawała ludziom radość i zabawę. Chcemy być świetnym zespołem koncertowym, który w umiejętny sposób łączy brzmienia gitar, elektronikę, głośne bębny z popową melodyką i ciekawymi tekstami. Chcemy zaoferować słuchaczowi porcję ekscytującej, oryginalnej muzyki, wykonywanej z pełnym zaangażowaniem.
I właśnie taki jest ten krążek. Energiczny i przebojowy, ale miejscami subtelny i melancholijny. Panowie świetnie odnaleźli się w gitarowych brzmieniach. Ich muzyka przywodzi mi na myśl happysad oraz mjut. Dwa świetne zespoły. Do listy mogę dopisać trzeci. Ostatni krzyk mody to album, na który warto zwrócić uwagę a Ted Nemeth to zespół, który powinniśmy mieć na oku.
Każda z 13 zamieszczonych na albumie kompozycji to de facto różne opowieści. Wszystko rozpoczyna utwór W sukience, który w pewnym sensie możemy połączyć z singlowym Umówiony znak. To historia trochę intymna, bardzo subtelna. Odwiedzaj mnie, odwiedzaj mnie jeśli chcesz w sukience. Pożyczam Ci moje serce na jakiś czas, na umówiony znak odeślij mi je w krwawej kopercie. Opowieść o rodzącym się uczuciu, które niekoniecznie zmierza w stronę utartych schematów z happy endem.
Retrocukiernia, która wydaje się być z pozoru bardzo spokojna i melancholijna, zaskakuje swoją ekspresją z niezwykle zadziornym wokalem. To świetna mieszanka spokoju i energii. Podobnie w Wahaniach nastroju z gościnnym udziałem Kasi Katee Krenc, które serwują nam różne nastroje. To ukłon w stronę elektroniki, która delikatnie jest przemycana na tym albumie. Kot i Pies pasują do siebie, w drugim na uwagę zasługuje solówka. I tak można by opowiadać o każdym utworze, ale nie chciałabym zabierać Wam zabawy z odkrywania ich po swojemu. Spoiwem wszystkich utworów na pewno jest wokal. W tych fragmentach, w których przeradza on się niemalże w krzyk (Retrocukiernia, Mali ludzie w żółtych płaszczach, Richard Bundy) sprawia, że mamy ciarki. Zadziorny, brudny wokal, który potrafi brzmieć spokojnie i delikatnie. Jeden z mocniejszych i dobrych głosów, jakie miałam okazje słuchać w ostatnim czasie.
Ostatni krzyk mody to mieszanka trochę wybuchowa. Garażowe, gitarowe brzmienia przeplatają się z dźwiękami syntezatorów i świetnie się uzupełniają. Intrygujący wokal przykuwający uwagę oraz dobre, nieoczywiste teksty, które pozwalają na własne interpretacje. Całości słucha się naprawdę świetnie. I tak jak na wstępie przytoczyłam słowa: Chcemy zaoferować słuchaczowi porcję ekscytującej, oryginalnej muzyki, wykonywanej z pełnym zaangażowaniem, tak tym albumem panowie je potwierdzili. Mam nadzieję, że ta płyta zostanie zauważona, gdyż na to zasługuje. A jeśli nie znacie ich twórczości koniecznie zapoznajcie się z Ostatnim krzykiem mody.


