Ted Nemeth – CTRL C (2017), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

0
248

W jednym z centralnych miast Polski kilka lat temu powstał zespół. Niejaki Ted Nemeth. Jak wiadomo, Łódź dość często oferuje nam ciekawe i nietypowe projekty muzyczne. Do takich również należy właśnie Ted Nemeth. Grupa właściwie oscyluje gdzieś pomiędzy takim łódzkim brzmieniem, a zakorzenionym garażowym i brytyjskim graniem. Jeśli bliskie są Wam kompozycje Pixies, L.Stadt, happysad, czy nawet samych Beatlesów, to również i brzmienie Ted Nemeth przypadnie Wam do gustu.

Zostając przy Ctrl C, czyli premierowym drugim krążku… Jedno, z czym się zgodzę od samego wstępu, to właśnie tytuł. Niestety skrót „kopiuj” ma tu dość sporo wspólnego z efektem końcowym. Po przesłuchaniu całego krążka wydaje się, jakby to wszystko już było. Jakby Ted Nemeth wykonali kolejny ruch – Ctrl V. Melodie, jakie towarzyszą nam przez te kilkadziesiąt minut nie są niczym, czego już nie było. Są elementem, który już nieraz pieścił nasze uszy. ALE! No właśnie, pieścił uszy. Bo wbrew pozorom, mimo że dźwięki są nam już znane, są też naprawdę dobre i warte uwagi.

11 autorskich kompozycji skupionych jest przede wszystkim na dość alternatywnym brzmieniu gitar z delikatnym udziałem elektroniki, a przede wszystkim, na intrygującej warstwie tekstowej – ale o tym później. Krążek rozpoczyna singlowy Wspólny punkt. Zabawa pojedynczym brzmieniem towarzyszącym, które płynie z jednego instrumentu i wtóruje nam podczas całego utworu, tworzy trzon tej kompozycji. Podobnie dzieje się w jego następcy Suchych Miejscach. Chociaż tutaj rolę pierwszoplanową przejmuje zdecydowanie jedna z gitar. Natomiast Okolice Płuc, to powrót do tego co grupa stworzyła na pierwszym krążku, a mianowicie fajne garażowe granie z delikatnie popowym przejściem. Pierwszą czwórkę zamyka Ofelia. Kompozycja, dzięki której w trakcie zwrotki możemy trochę się wyciszyć, aby znów w trakcie refrenu nieco się obudzić. Utwór swoją budową bardzo przypomina jeden z ostatnich singli happysadNadzy na mróz. Jednak jest zdecydowanie krótszy. Do tej grupy dorzuciłabym również Zasięgi. Kompozycja, przez którą najbardziej przebija tajemniczość, a tuż w połowie wybucha energią.

Żebyśmy za bardzo nie przysnęli przy słuchaniu Ctrl C, Ted Nemeth nie zapomnieli również o melodiach, które również znane są z debiutanckiego krążka i są niczym innym niż radosnym brzmieniem. Takie właśnie jest Zjem Cię oraz Poszły spać. Jednym istotnym elementem, jaki urodził się na tej płycie to dość spora ilość elektroniki, minimalnie niepasującej mi do całego kontekstu i tego, jakie brzmienie kreuje Ted Nemeth. Wystarczy posłuchać kompozycji Nie myśleć lub końcówki wspomnianej wcześniej Zasięgi, żeby zauważyć, iż ten efekt niekoniecznie pasuje do całości. Do tej całości nie wpasowuje się również zamykające Ctrl C Skowronki. Smyczki? Why not. Ale właściwie, to są one niepotrzebne.

Kończąc rozprawę nad nowym długogrającym krążkiem zespołu, trzeba stwierdzić, że jedna rzecz wychodzi im niepodważalnie dobrze. Jest nią właśnie warstwa tekstowa. Niby prosta, jednak coś w niej jest, co skupia na sobie całą uwagę utworu. Dodatkowo właśnie ten intrygujący tekst dochodzi do nas za pomocą wokalu Patryka Pietrzaka i nagle całość staje się bardziej barwna. Płyta Ctrl C jest jak najbardziej warta przesłuchania, jednak na początek polecam sięgnąć po debiutancki album Ostatni Krzyk Mody i tam dotrzeć do tego, czym jest Ted Nemeth w najlepszym wydaniu.