W dzisiejszym świecie nie zawsze talent potrzebny jest do tego, aby zaistnieć w świecie muzycznym. Jest to dość przykre, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę osoby, które rzeczywiście mają słuchaczom coś ciekawego do zaoferowania. Jedną z takich osób jest Tash Sultana– dziewczyna, która… sama tworzy swój zespół! We wrześniu ukazał się jej debiutancki album. Oby był dopiero początkiem pięknej i długiej drogi muzycznej!
Tash Sultana ma 23 lata, pochodzi z Australii. Potrafi grać na aż 20 (!) instrumentach takich jak gitara, trąbka, czy saksofon. W wieku 17 lat, przez zjedzenie pizzy z grzybkami halucynogennymi na imprezie u przyjaciółki, popadła w psychozę. Uwolniła ją z niej po 9 miesiącach właśnie muzyka. Występami na ulicach zaczęła zarabiać, gdy po ukończeniu szkoły nie mogła znaleźć pracy. W 2016 roku na YouTube pojawiły się pierwsze nagrania jej piosenek, które momentalnie rozkochały w sobie słuchaczy. Nic dziwnego!

Album Flow State rozpoczyna piękne gitarowe intro Seed, nastrajające nas na niesamowicie klimatyczny styl utworów Australijki. Znakomity, nieprzeciętny głos artystki z jednej strony zdaje się być delikatny, wręcz aksamitny, z drugiej równie dobrze wypada w mocniejszych fragmentach, brzmi nieco „brudno”.
W Big Smoke rozpłynąć się można przy dźwiękach solówki gitarowej, która nie pozostawiana u nas niedosytu, jak to często bywa w przypadku innych wykonawców, którzy solówki kończą po kilku sekundach. Podobna historia dzieje się też chociażby w kolejnym utworze- Cigarettes.
Murder to the Mind nakierowuje nas na to, aby swoją uwagę zwrócić także na teksty młodej wykonawczyni. Niezwykle intrygujące, nieoczywiste, po prostu naprawdę dobre! „It was murder to the mind / It was blood on my hands / Fire in my soul”
Seven to numer instrumentalny. Choć często w przypadku tego typu kompozycji automatycznie przewijamy płytę dalej, tak tutaj ciężko jest oderwać się od słuchania połączenia dźwięków klawiszy ze skrzypcami. Jedna z najlepszych pozycji na płycie!
W przypadku Salvation sporo fanów zarzuciło artystce, że kawałek jest zbyt mainstreamowy. Jeśli tak brzmi mainstream, to chyba inaczej rozumiem to pojęcie. Piosenka nie odbiega od innych na wydawnictwie, nadal utrzymuje unikalny styl piosenkarki. Kolejna- Pink Moon stanowi pole popisu przede wszystkim dla głosu Tash, który brzmi niezwykle szczerze, zupełnie inaczej niż większość wokali kobiecych na rynku muzycznym. Dodatkowym smaczkiem jest świetna solówka gitary, zaskakująca nas pod koniec utworu. Majstersztyk!
„I seep sourly into the depths of my mind / And I find my sorriness so very hard to define”- tymi słowami rozpoczyna się Mellow Marmalade i to wyśpiewywany tekst odgrywa tu największe znaczenie. Towarzyszy mu akustyczna gitara, co jest w tym przypadku zdecydowanie wystarczające. Po kolejnym spokojnym kawałku, Harvest Love, nadchodzi ożywienie w postaci Mystik, gdzie pojawia się m.in. trąbka.
Free Mind, jak tytuł wskazuje, przy subtelnej linii melodycznej pochyla się nad tematem wolnego umysłu. „When will my mind be free? / From all the chains that hold me / Hold me, hold me, hold me, hold me down”. Z kolei w przedostatnim, najdłuższym kawałku na płycie- Blackbird– ponownie rządzą instrumenty. Nie przepadasz za gitarą? Posłuchaj jej brzmienia w tej kompozycji. Coś absolutnie niesamowitego! Tak oto (niestety!) dotarliśmy do końca albumu, którego zwieńczenie stanowi klimatyczne, instrumentalne Outro.
Flow State ma w sobie coś niezwykłego. Każda ze ścieżek wnika w głąb naszej duszy, wywołuje niesamowite emocje, czasem samymi instrumentami, innym razem wokalem, albo też ich połączeniem. Tash ma dopiero 23 lata, a już wydała album, którym prześcignęła większość wykonawców, nie tylko tych w swoim wieku. Jeśli miałabym wymienić najlepiej zapowiadających się młodych artystów, bez wątpienia pojawiłaby się wśród nich Australijka.
