Odkąd zacząłem poznawać całe świąteczne albumy, zauważyłem pewną, hmm, „przypadłość”. O ile kolędy w języku angielskim są zwykle przebojowe i radosne, o tyle słuchając polskich wykonań… nic, tylko sobie w łeb strzelić. To w dużej mierze (zwłaszcza te kościelne wykonania) zbyt patetyczne depresyjne i ponure utwory. Chciałem więc zobaczyć jak święta przedstawiają się w innych krajach. Na pierwszy ogień idzie Finlandia.
Swojej miłości do Tarji dałem w tym roku upust już dwa razy: przy okazji recenzji nightwishowego Oceanborn oraz jej solowego Colours in the Dark. Artystka ma niesamowity, operowy wokal, który w metalowych, symfonicznych utworach sprawdza się znakomicie. Na świątecznym Henkäys Ikuisuudesta sięgnęła jednak po nieco inną muzykę. Turunen nagrała bowiem 14 piosenek z nurtu muzyki klasycznej! Nie ma tu miejsca dla gitar elektrycznych czy perkusji. Usłyszymy za to cudnie brzmiące smyczki oraz pianino.
Większość kawałków, które Tarja nagrała, to covery. Jedynie dwa utwory – Kuin Henkäys Ikuisuutta oraz En Etsi Valtaa, Loistoa (pierwszy raz zarejestrowane w 2004, na album artystka nagrała go ponownie) – zostały przygotowane specjalnie dla wokalistki. Nie różnią się jednak zbyt bardzo od innych. Przyznam szczerze, że mnie to ucieszyło. Cały album utrzymany jest w jednym, melancholijnym, ale bądź co bądź ciepłym i pogodnym klimacie. Czuć tu nie tylko święta, ale i Finlandię. Zamykam oczy i przenoszę się do tamtejszego lasu, mroźnego, lecz także niezwykle pięknego oraz majestatycznego.
Nie wszystkie piosenki z Henkäys Ikuisuudesta wykonywane są w języku fińskim. Pięć z nich Turunen zaśpiewała po angielsku. I to właśnie ta grupa pokazała, że radosne i pozytywne numery artystka woli wykonywać w innym niż ojczysty język. Pierwszym anglojęzycznym utworem jest ballada You Would Have Loved This. Prawdziwie świąteczna, klimatyczna. Jej refren (genialne wykorzystanie sekcji smyczkowej) dosłownie zwalił mnie z nóg. Przy tej kompozycji bladnie Happy New Year. Nie spodziewałem się, że usłyszę tu cover utworu… ABBY. Turunen połączyła popowe cechy oryginału z klasyczną aranżacją. Wyszedł radosny, ciekawy kawałek. Podobnie zresztą jak Happy Christmas (War Is Over). Ten utwór jest już zresztą na tyle cudowny, że chyba w każdej wersji będzie dobrze brzmieć. Chórek dzieci zaproszony przez Tarję wypadł niezwykle uroczo. Ładnie przedstawia się również urocza ballada The Eyes of a Child z napawającym nadzieją refrenem. Jednak wszystkie te utwory zmiata z powierzchni ziemi Walking in the Air. Artystka już kiedyś coverowała ten utwór. Nagrała go bowiem razem z Nightwishem na Oceanborn. Nieco obawiałem się, czy drugie wykonanie choćby zbliży się do tamtego. Na szczęście nowa wersja również jest wspaniała. Wolniejsza – ale nadal powalająca.
A jak przedstawiają się świąteczne utwory nagrane w ojczystym języku wokalistki? Już od pierwszej kompozycji – napisanego przez samą Turunen – Kuin Henkäys Ikuisuutta czujemy wspaniałą, grudniową aurę. Podobnie jak pozostałe utwory na krążku charakteryzuje się raczej oszczędną aranżacją. Wedle zasady piękno tkwi w prostocie. Podobnie mógłbym napisać o En Etsi Valtaa, Loistoa, Varpunen Jouluaamuna oraz Mokit Nukkuu Lumiset. No i oczywiście nie mogę przegapić ballad umieszczonych na samym końcu Henkäys Ikuisuudesta. Marian Poika to najbardziej pozytywny kawałek z wydawnictwa. Wyróżnia się wykorzystaniem saksofonu oraz (podobnie jak w przypadku Happy Christmas (War Is Over)) dziecięcego chórku. Niesamowicie radosny akcent w fenomenalny sposób łamiący refleksyjny klimat całości. W kolejnym – Magnificat: Quia Respexit – usłyszymy z kolei flet. Razem z pianinem robią rewelacyjne wrażenie. No i w końcu bodajże najlepszy moment całej płyty. Jouluyö, Juhlayö to fińska wersja kolędy znanej nam jako Cicha noc. To bodajże najpiękniejszy świąteczny utwór, jaki kiedykolwiek powstał. Trudno by więc było go zepsuć, mając taki wokal jak Tarja. Aranżacji nie ruszano – to nadal cudowny, stonowany numer. Na koniec polecam jeszcze Ave Maria. Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości dotyczące talentu wokalnego artystki – niech posłucha tego numeru. Tak operowo jeszcze nie śpiewała.
Tarja Turunen może zrobić wszystko. I to wszystko będzie cudowne. Nieważne, czy sięga po metal, muzykę akustyczną czy klasycznie operowe utwory. W świątecznych balladach wypada równie świetnie. Choć piosenki z Henkäys Ikuisuudesta są w dużej mierze delikatne, melancholijne, to sporo w nich ciepła i radości. Dlatego też zdecydowanie wolę fińskie ballady od polskich. A co do życzeń – druga część tego krążka. Niech swoim fantastycznym głosem zaśpiewa O Holy Night, Santa Claus Is Coming to Town oraz Auld Lang Syne. Nie obraziłbym się także za Have Yourself a Merry Little Christmas czy też frywolne Joy to the World. Prawdopodobnie – a właściwie na pewno – powstałby bardzo dobry materiał. Póki co po raz kolejny włączę jednak Henkäys Ikuisuudesta.


