Mniej indie, więcej EDM. Tame Impala zmienia kierunek z nowym utworem End Of Summer.
Choć lato wciąż trwa, Tame Impala, a właściwie Kevin Parker, postanowił wyprzedzić kalendarz. Nie czekał na faktyczny koniec wakacji, bo po co, skoro już wie, co chce powiedzieć i dokąd zmierza? Czekanie tylko pogłębi ból nieuniknionego pożegnania.
Pożegnania z kim? Z kimś, kogo kiedyś kochaliśmy, ale z kim nie ma już przyszłości? A może z własnym wizerunkiem, do którego wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić, łącznie z nami samymi? Nadszedł czas, by iść dalej. Tym razem już samotnie.
Tame Impala może zmieniać gatunki, ile tylko chce, ale nie ucieknie od refleksyjnych tekstów, przesyconych melancholią i tajemniczością. Przy tym kawałku naprawdę łatwo się zatracić, zarówno dosłownie jak i emocjonalnie.
Sam utwór trwa aż 7 minut. Choć tekst schodzi na drugi plan, ustępując miejsca rytmowi i produkcji, wciąż tam jest dla tych, którzy chcą wiedzieć, do czego tańczą.
Ale to nie jest zwykła klubowa piosenka. Teledysk wnosi zupełnie nową głębię. Reżyserowany przez Juliana Klincewicza klip ukazuje rzeczywistość na podzielonym ekranie.
Nie znajdziemy tu klasycznej narracji. To raczej seria intymnych momentów i wspomnień związanych z przemijaniem, ale także z pracą w studiu i tworzeniem nowej muzyki. Lato symbolizuje czas zmian, refleksji i pożegnań. Obrazy są miękkie, ciepłe, przesiąknięte światłem zachodzącego słońca i spokojem.
Wideo zostało nakręcone w miejscu jeszcze bardziej zakurzonym niż moja perkusja. Mam nadzieję, że się spodoba. Ruszamy!
pisze Tame Impala
Technika dzielenia ekranu działa jak metafora pamięci i emocji, które współistnieją równolegle. To niemal dziennik emocjonalnej podróży. Widzimy jak to co czuje, zamienia się w dźwięk.
Można zanurzyć się w świat emocji Kevina Parkera, odkrywać kolejne warstwy znaczeń i symboli. Ale można też po prostu puścić tę piosenkę w klubie, pobawić się i wrócić do domu z dobrym nastrojem. I w tym też nie ma nic złego.
Ale może ktoś wśród tłumu usłyszy w tym utworze coś więcej.
Więc nie zdziw się, jeśli w klubie albo na rave’ie usłyszysz End of Summer. To nie remix. To nowa era Tame Impala.


