T.Love – T.Love (2016), recenzja Karoliny Kozłowskiej

1
293

T. Love nie jest tylko zespołem muzycznym. Formacja pod wodzą Muńka Staszczyka urosła już w naszym kraju do miana instytucji. Chociaż kapela z Częstochowy działa na polskiej scenie od 34 lat, to wciąż jest w wysokiej formie. Panowie swoim najnowszym wydawnictwem zatytułowanym po prostu T. Love udowodnili, że nie schodzą poniżej pewnego poziomu. 

T. Love nigdy nie słynęło z wirtuozerii muzycznej czy nowatorskiego podejścia do gatunku. Ich siła tkwiła w czymś zupełnie innym, mianowicie w szczerości przekazu.  Gitarowe granie często tworzyło tylko tło dla trafnych i zaangażowanych społecznie i politycznie tekstów Muńka Staszczyka. Co więcej, kapeli zdarzały się pewne niedociągnięcia techniczne, ale nikt nigdy nie zwracał na nie większej uwagi. Nie boję się stwierdzenia, że razem z takimi bandami, jak chociażby Kult czy Pidżama Porno, T. Love kształtowało umysły i światopoglądy młodych ludzi – zagubionych i zbuntowanych, którym przyszło żyć w polskiej rzeczywistości w czasie transformacji ustrojowej.

Częstochowska kapela zachowała swojego niepowtarzalnego ducha do dzisiaj. Staszczyk wciąż nie boi się otwarcie mówić o tym, co dzieje się w naszym państwie. Komentuje rzeczywistość, zajmując swoje artystyczne stanowisko. Tym samym jawi się jako muzyk zaangażowany, który nie tylko tworzy sztukę dla sztuki, ale chce przez nią wyrazić swój sprzeciw i złość. Wytyka nasze narodowe błędy i przywary. Błyskotliwie, ale często też z nutą goryczy i rozczarowania ocenia polskie realia. Na płycie T. Love znajdziemy całe spektrum takich miniportretów Polaków czy scenek rodzajowych z życia wziętych. Jest o podzielonej Polsce, uchodźcach i ogólnym kryzysie w Europie. Najdobitniej pokazane jest to w kawałku Bum Kassandra, w którym przedstawiona została przerażająca wizja Starego Kontynentu ogarniętego wojną. Jest to efekt tego, jak ataki terrorystyczne zasiały ziarnko niepokoju w europejskich społeczeństwach. Wydźwięk ten został dodatkowo wzmocniony przez ostre riffy gitarowe,a podobny zabieg usłyszymy w Niewierny Patrzy Na Krzyż.

Dywagacje natury politycznej są kontynuowane w Pielgrzymie i Marszu, z kolei w utworze o jakże wymownym tytule Alkohol poruszona jest kwestia jednej z większych bolączek polskiego społeczeństwa, czyli oczywiście uzależnienia od wysokoprocentowych trunków. Mnóstwo jest też odniesień do popkultury i tego, co dzieje się na świecie, jak chociażby Lubitz-Breivik, który stanowi połączenie nazwisk Andreasa Lubitza, pilota odpowiedzialnego za katastrofę samolotu Germanwings dwa lata temu z Andersem Breivikiem, norweskim ekstremistą. Pojawiają się też tematy bardziej osobiste – Staszczyk zauważa, jak ważna w życiu każdego z nas jest rodzina. W utworach Marta Joanna Od Aniołów i Moi rodzice szalenie ciepło i z czułością wypowiada się o swoich bliskich, a w tym pierwszym numerze wrażenie to dodatkowo potęguje obecność soulowych chórków. Ciekawym zabiegiem było też celowe umiejscowienie życiowego monologu Muńka w klimacie disco i synth popu w piosence Ostatni Gasi Światło.

Tytuł albumu T. Love mógłby wskazywać na to, że nie jest przypadkowy i stanowi swego rodzaju podsumowanie dotychczasowej drogi zespołu i opis miejsca, w którym znajduje się teraz. Jak się jednak okazało, powód nadania go był dużo bardziej prozaiczny. Panowie zdecydowali się na T. Love, ponieważ żadna ich dotychczasowa płyta nie miała takiej nazwy. W tej sytuacji można się jednak dopatrywać pewnej prawidłowości. Mianowicie częstochowskiej kapeli nie jest śpieszno do finiszowania i robienia bilansu kariery. Muniek Staszczyk i spółka wciąż są pełni pomysłów i wciąż mają coś ważnego do powiedzenia.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.