All About Music na Sziget Festival 2015. Relacja Kacpra Rogalewskiego – dzień 5., 6. i 7.

Ostatnia relacja z Szigetu przed Wami. A tu na scenie zobaczyć mogliśmy m.in. Avicii’ego, Kasabian, Major Lazer, Kings of Leon, Palomę Faith czy Rudimental. Sprawdźcie również, ile kosztowała cała impreza.

DZIEŃ V

MARINA & THE DIAMONDS

Ten zespół nigdy nie należał do moich ulubionych. Ich dokonania raczej były mi kompletnie obojętne. Po prostu nie czułem w tej muzyce nic specjalnego. Tak też zostało. Pomimo tego na koncercie Mariny i jej zespołu bawiłem się świetnie. Może dlatego, że była to bardzo dobra odskocznia od niezwykle poruszających koncertów. Marina & The Diamonds węgierskiej publiczności pokazała się z niezwykle radosnej strony przez co ich występ był ekstremalnie zabawny. Niewątpliwie często wokalistka tej kapeli nie dawała sobie rady z własnymi kompozycjami. Chociaż ostatecznie spod głownej sceny festiwalowej wyszedłem zadowolony. Bowiem najzwyczajnie w świecie nie oczekiwałem niczego, a otrzymałem półtorej godziny beztroskiej imprezy.

KASABIAN

Nie jestem nawet w stanie opisać jak bardzo zachwycony jestem poziomem koncertów tego zespołu. Uznawanie ich na prekursorów współczesnego rock and rolla wcale nie jest nadwyrazem. To po prostu królowie rockowego grania. Wszystko podczas tego występu było na właściwym miejscu. Do tego po trzech próbach w końcu udało mi się usłyszeć mój ukochany kawałek zespołu czyli Goodbye Kiss. Wspaniały akompaniament zespołu i śpiew kilkasettysięcznego tłumu zapamiętam dokońca życia. Dla takich chwil warto być na tym festiwalu.

AVICII

Starałem się być dobrze nastawiony na koncert tego znanego DJa. Wiedziałem, że to nie moje klimaty, ale jakoś kompletnie mi to nie przeszkadzało. Pod scenę podszedłem z myślą o dobrej potańcówce. Niestety to wcale tak nie wyglądało. Avicii dał koncert poniżej moich oczekiwań, które i tak były absurdalnie niskie. Brakowałem jakiegokolwiek punktu złapania kontaktu pomiędzy artystą, a publicznością. Co według mnie jest kluczowe podczas koncertów takich kreatorów. Jakby tego było mało ten szwedzki muzyk nawet nie próbował obalić stereotypu, iż wszyscy w tej branży puszczają muzykę z pen drive’ów. Podczas tego koncert każda piosenka właśnie tak brzmiała. Nie zauważyłem, żeby którykolwiek utwór w jego wykonaniu został zaprezentowany w odmienionej koncertowej formie. Wszystko brzmiało identycznie jak w stacji radiowej. Okropna klapa i fiasco nie tylko dla samego artysty, ale i dla festiwalu. A każdego kto jeszcze nie był na jego koncercie przestrzegam i polecam omijać tego pana szerokim łukiem. Lepiej zaoszczędzić fundusze i pójść na kogoś kto ma lepsze podejście do tego typu występów. Choćby na artystów o których wspominam poniżej.

DZIEŃ VI

MAJOR LAZER

To co jest najbardziej zaskakujące w całym projekcie to fakt, że panowie nie wstydzą się dobrej zabawy. Wszyscy są świadomi jak wygląda set didżejski i z czym to się je. Na szczęście ani Diplo ani The Jillionaire tego nie ukrywają. Wręcz przeciwnie starają się to oni podkreślić, a nawet urozmaicić. I w tym tkwi cała uroda Majora Lazera. Każdy koncert tego zespołu ma spełnić tylko jedną zasadę czyli rozkręcić publiczność. Impreza na prawdę godna każdego festiwalu. Bardzo profesjonalne podejście do własnego widza. Brawo Major, możecie dać korepetycje headlinerowi z piątego dnia festiwalu.

KINGS OF LEON

Historia tego zespołu jest na prawdę skomplikowana. Bowiem trafili oni na piedestał trochę wbrew swojej woli. Cały świat pokochał ich szaleńczy utwór Sex On Fire. Miliony ludzi słuchają tej kompozycji do dnia dzisiejszego. Niestety nie znając prawdziwego oblicza Kingsów. Widać było to właśnie na Sziget Festiwalu. Odczułem wrażenie, że ludzie byli zawiedzieni. Wszyscy pytali się czy to na prawdę są ci zwariowani rockmani od tego wielkiego hitu? Otóż nie. Oni nimi nigdy nie byli. Followillowie od zawsze podążali własną ścieżką. Cały czas robili swoje, jednak padli ofiarom błędnego oszufladkowania. Teraz stopniowo każdy musi się przekonać kim tak na prawdę oni są i jaką mają misje. Bowiem są oni muzykami, którzy uwielbiają melancholię i smutne dźwięki Nashville. Bezwątpienia zakochałem się w nich na nowo. Pokazali ogromną klasę i szyk.

PALOMA FAITH

Przez większość festiwalu nie mogłem narzekać na warunki techniczne festiwalu. Aż do tego koncertu. Nie byłem w stanie wsłuchać się w głos artystki bowiem jej zespoł nieustannie ją zagłuszał. W momencie kiedy zmieniłem miejsce bywało trochę lepiej. Jednak cały efekt jej obecności został trochę rozmyty. Wielka szkoda bo do muzyki Palomy Faith mam bardzo duży szacunek. Wspaniały głos i niezwykle rozczulająca osobowość.

DZIEŃ VII

Nie było osoby, której by nie było smutno na samą myśl o zakończeniu festiwalu. Wbrew temu, że zmęczenie przekraczało już swój najwyższy stan nikt chyba nie miał dość tej wspaniałej atmosfery. Niestety na mojej drodze stanęły problemy zdrowotne, które lekko pokrzyżowały mi plany. Niemniej jednak to był wspaniały dzień. Wyspa Wolności pożegnała wszystkich w iście królewskim stylu.

RUDIMENTAL 

Bez bicia przyznaje się, że bardzo lubię ten zespół. Jestem świadomy, że ich muzyka nie jest ani ambitna, a tym bardziej wymagająca. Wbrew temu uwielbiam bawić się do piosenek Rudimental. Tym bardziej jestem fanem ich najnowszych dokonań. Rumour Mill to jedna z moich ulubionych kompozycji tego lata. Bardzo ciekawy i iście festiwalowy koncert. Idealny do wakacyjnego szaleństwa i spontanicznych ruchów pod festiwalową sceną. Za każdy razem gdy ich słyszę mój ogromny szacunek wzbudzają ich żywe instrumenty, które im nieustannie towarzyszą podczas trasy koncertowej.

KWABS

Prawdziwa sensacja muzyka komercyjnej bieżącego roku. Kwabs z prędkością światła wkradł się do mainstreamowego świata. Dając mu duży kredyt zaufania szybko przybiegłem pod scenę A38. Trzeba przyznać, że Kwabs ma bardzo profesjonalny głos. Radził on sobie z nawet najtrudniejszym dźwiękami bez najmniejszego problemu. Koncert oceniam jako świetne preludium do nadchodzącej płyty. Od czasu jego wizyty na Sziget Festiwalu na pewno będę się z ciekawości przyglądać jego dokonaniom.

END SHOW WITH MARTIN GARRIX

Tuż przed tym koncertem miałem podobne nastawienie jak przed Aviciim. Miałem do tego stosunek bardzo obojętny. Bardziej doceniłem już to co udało mi się zobaczyć, a koncert Martina Garrixa oceniałem jako wyjątkową gratkę dla tej części festiwalu, która uwielbia taką muzykę. Moja ciekawość jednak nie pozwoliła mi odpuścić spektaklu kończącego Sziget Festiwal. Czym prędzej wybrałem się dość blisko Main Stage. O dziwo bawiłem się świetnie. W końcu otrzymałem bardzo imprezowy koncert. Pierwsze pół godziny End Show sprawiło mi niesamowitą radość. Potem bywało momentami nudno, jednak ja spokojnie odsunąłem się na bok dając pole do zabawy fanom artysty. Na wysoki poziom koncertu wpłynęły także atrakcje przygotowane przez organizatorów. 30 tysięcy glowsticków, ogromne serpentyny, wybuchające confetti i pokaz fajerwerków w świetle okrzyków całego festiwalu to najpiękniejszy widok jaki spotkał mnie na tym festiwalu.

ATRAKCJE DODATKOWE

Sziget należy do tych festiwali, które rozszerzają swoje horyzonty. Bowiem na tej imprezie nie chodzi tylko o muzykę. Sziget to święto najwyższej kultury. Dlatego też w mojej relacji nie mogło zabraknąć kilku słów o wszystkich poza muzycznych atrakcjach imprezy.

BUDAPESZT

Być może to banalne, ale ten festiwal nie istniałby bez stolicy Węgier czyli Budapesztu. To niesamowite miasto to prawdziwy skarb w rękach organizatorów. Na szczęście twórcy Szigetu są świadomi jego wyjątkowości przez co w dobrej intencji wykorzystują potencjał miasta. Jeżeli ktokolwiek z was miał wcześniej okazje zwiedzić Budapeszt chyba wie o czym mówię. Jest to przepiękna metropolia nie tylko ze względu na historię czy architekturę, ale głównie ze względu na atmosfere jaką tworzy. Węgrzy bardzo ciepło przyjmują każdego festiwalowicza. Bezwątpienia widać, że nawet jeżeli nie mogą oni uczestniczyć w imprezie pragną bawić się jak najlepiej. Od każdego mieszkańca tego wspaniałego miasta bije zwyczajna ludzka radość. A także szczęście i duma, że mogą oni gościć ogromny szereg tak kolorowych ludzi. Cała stolica żyje z i dla tego festiwalu.

MIASTECZKO FESTIWALOWE

Terenem festiwalu jest ogromna wyspa na środku wspaniałego miasta. Nikt chyba nie jest w stanie w tak krótkim czasie zwiedzić całego miasteczka Szigetu. Bowiem na Wyspie czeka na was dosłownie wszystko. Zaczynając od różnorodnych foodtrucków, kończąć na cyrku czy ogromnym luminarium. Organizatorzy przy wsparciu wielu artystów przygotowali także ogromną ilość instalcji artystycznych, które są po prostu przyjemne dla oka. Każda ścieżka na tym festiwalu jest ozdobiona w jakiś ciekawy i kreatywny sposób. Samo przejście się po terenie festiwalu zapiera dech w piersiach. Do tego wszystko jest bardzo profesjonalnie skomunikowane. Organizacja całej imprezy jest na najwyższym możliwym poziomie. Nie brakuje niczego, a każdy z festiwalowiczów w razie potrzeby pomoc otrzyma z prędkością światła.

SZIGET FESTIVAL NA PARAGONIE 

Zdaję sobie sprawę z tego, że głównym problemem przed odwiedzeniem Wyspy Wolności mogą być ograniczenia finansowe. Co mnie oczywiście kompletnie nie dziwi bowiem sam karnet na 7 dniowy festiwal zaczyna się od kwoty około 1000 zł. Owszem jest to duża suma pieniędzy jednak wszystko zależy od tego jak na to spojrzymy. Line up każdej kolejnej edycji festiwalu jest niesamowicie imponujący. W końcu nigdzie indziej na świecie nie zobaczysz tak wybitnych artystów za stosunkowo niskie ceny. Dojazd do samej stolicy Węgier jest bardzo dogodny dla wszystkich mieszkańców Krakowa, Katowic i Warszawy. Bowiem za przejazd w dwie strony zapłacimy niecałe 250 zł. Podczas festiwalu warto zaopatrzyć się także w opaskę CityPass, która gwarantuje nam darmową komunikację miejską oraz możliwość zwiedzenia całego Budapesztu praktycznie za darmo. Tego typu karnet kosztuje dokładnie 33 euro. Wówczas organizatorzy festiwalu wręczają każdemu darmowe wejście do wybranego z wielu punktów słynnych term w Budapeszcie. Uspokajając wszystkich muszę przyznać, że życie w stolicy Węgier nie jest zbyt kosztowne, nawet dla nas Polaków. Ceny w najpopularniejszych marketach czy nawet restauracjach są znacząco tańsze od tych naszych co pozwoli nam na zaoszczędzenie paru groszy.

Ostatecznie pewnie zapytacie mnie czy warto wydać tyle pięniedzy dla tego festiwalu. Chyba nikogo nie zdziwi jeżeli powiem, że tak. Sam wiem, że to było jedno z najważniejszych przeżyć w moim życiu. Ten tydzień był prawdziwą magią dla każdego z festiwalowiczów. Sziget Festiwal to niesamowite wrażenia, których nigdy nie będę wstanie przelać na papier. Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć na własnej skórze. Miejmy nadzieję, że już za rok wspólnie przekrocznymy bramy słynnego mostu na Wyspę Wolności.

Czytaj również