Świetliki – Sromota (2013), recenzja Joanny Niewiadomskiej

Chór zakonnic. Są tak poustawiane, że  z daleka ich skupisko przypomina maszynę do pisania. Odcień fotografii – sepia. Nad zdjęciem Świetliki, pod – Sromota. Wokół rysunki – przeróżne, narysowane prostą kreską. Wewnątrz – zdjęcia ludzi i zwierząt. Przedstawiony przeze mnie obraz to okładka najnowszej płyty zespołu ze współczesnym, polskim poetą – Marcinem Świetlickim na czele.

Przez osiem lat można było ich słyszeć jedynie na koncertach. Ale nic nowego się nie pojawiało. Tęsknota, suspens i podniecenie – odczucia towarzyszące, podczas występów zespołu, fanom wypatrującym świeżego, plastikowego krążka. No i nastał ten czas, dwunasty października, kiedy wykluła  się nowa płyta. Suto zastawiony jest stół, do którego zapraszają nas artyści. Krążek to aż trzydzieści sześć piosenek zawartych na trzech płytach. Jak podkreślają sami muzycy:

Sromota to nie projekt, produkt ani tym podobne. To DZIEŁO sześciu umysłów i dwunastu rąk.

Twórcami są Świetliki w poszerzonym składzie. Instrumentów przypływ: altówka- Zuzanna Iwańska, klawisze- Michał Wandzilak, harfa- Fryderyk Lutyński. Dodatkowo wyobraźni tekstowej i wokalu użycza Pablopavo. A także, choć fani nie mają dość charczenia i rzężenia Świetlickiego, podobnie nisko pochylą się pod wpływem zadowalających wibracji wypływających z ust Bogusława Lindy. Dzięki tym zmianą, aranżacje muzyczne stały się jakościowo, nie wiadomo czy lepsze, ale zdecydowanie dojrzalsze, pełniejsze. Zespół finiszując dzieło, przygotował nietypową notkę prasową. W trzynastu punktach zaznacza, że twór jest nagrany po ośmiu latach „mentalno-spirytualnych wakacji.” Poza tym wulgaryzmy można usłyszeć tylko raz. A najciekawsze jest to, że projekt został zrealizowany dzięki dochodom ze sprzedaży mini-płytki Gwiazdki. Skutkiem czego jest całkowicie niezależny od wsparcia medialnego, nie występuje pod żadnym patronatem. Kropką nad „i” jest ostatnie zdanie:

Czy się komu w stolicy albo gdzie indziej podoba czy nie, są podstawowe wartości: bonum, pulchrum, verum – a Polska jest tylko jedyna. I jest naszą Ojczyzną.

Teksty, w większości, pisał nie kto inny, jak sam Świetlicki.

Gdybyś serce moje rozkroił, nic w niem nie znajdziesz inszego, jako te niepokoje.

Tak wita nas pierwszy utwór Sromota, rozpoczynający album. Jest to zresztą singiel, a więc zapowiedź początku. I tak, jak nas uprzedzono, piosenki oscylują wokół tematów poważnych, egzystencjalnych i bliskich polskiej mentalności. Rozterki, z których rozlicza się autor przelewający je na papier, nierzadko ubrane są w typową dla poety dawkę specyficznego humoru. Zresztą, o kim ja piszę, Świetlicki profesjonalnie rzeźbi w słowie nie od dziś i jak słychać jeszcze się nie wypalił. No to wio z tą Sromotą:

I tak, przyznać należy, że faktycznie album to dzieło. A istnym szaleństwem, znakomitością i różnorodnością jest płyta bonusowa. Jest to uczta muzyczna. Przyczyną tego jest wielość instrumentów, co daje efekt fascynującej niejednorodności, która mimo to jest spójna. Na potwierdzenie, piosenka, która wwierca się w mózg, by zrobić sieczkę i z miną znawcy przyglądać się efektom swojego dzieła.Proszę bardzo jammujący Jamnik: 

Faworytem mym stał się utwór Gotham. Ale nie mogę zdecydować się, którą wersję wybrać- z głosem pana M. czy z głosem pana B. Rozterka jest straszna, ale gotowa jestem pomęczyć się słuchając ich naprzemiennie. Nucę sobie więc:

Ja opuszczam Gotham z Kobietą Kotem.

i wsłuchuję się w bębniska i gitarę, w zależności od wersji, dominujące w piosence instrumenty. Kolejny, mocny punkt to rytmiczna i energiczna Zimna Lala. Taki, czarny humor, tylko u Świetlickiego! No i jeszcze Warszawska Warsaw – coś zupełnie innego. Otóż psychodela, jak się słyszy. Sam wielki Hitchcock nie powstydziłby się napięcia generowanego przez ten utwór. Warto odnotować także Industrial Pana P. Pablopavo na pierwszy rzut ucha komentuje stan sceny muzycznej i nieodłączne z tym związane subkulturowo-społeczne przemiany. Jednocześnie kontrastuje to z religią, kościołem i polskim katolicyzmem. Oryginalne brzmienie i tekst dający do myślenia, nie pozostawiają wątpliwości, co do oceny utworu.

I na zakończenie, małe wynurzenie: w trakcie przeglądania teledysków na portalu Youtube, natknęłam się na wypowiedź na temat płyty (jeszcze z maja! Zdaje się na temat Bałwana. Autor: Horyzontalni):

Przemawia do mnie. Czuję, że nowa płyta, wbrew powszechnym tendencjom do robienia gównianych płyt, będzie rewelacyjna!

Dodam tylko, że w rzeczy samej „gówniana”  z pewnością nie jest i tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć dywagacje dotyczące Sromoty Marcina Świetlickiego, jako tekściarzo-wokalisty oraz zespołu Świetliki, jako sprawców muzyki. Właściwie jako całości, bo przecież Świetlicki to też Świetliki – zaznaczam, żeby nie wytknięto, że nie wiadomo o tym i owym mi. I na zakończenie zakończenia: to dzieło zostanie albo pokochane, albo znienawidzone. Ale to żadna nowość dla składu. Na przemian są wychwalani pod niebiosa i mieszani z błotem. Ot taki żywot człowieka, muzyka, artysty. Z pewnością jednak krążek, nad którym się rozwodzę, nie zostanie niezauważony czy zapomniany. Gdy się go już usłyszy, wrzyna się dogłębnie, nie zawsze delikatnie.

swietliki

Czytaj również