Sulin – Taksydermia (2015), recenzja Michała Szuma

Nie jest tajemnicą fakt, że młode pokolenie coraz śmielej dochodzi do głosu jeżeli chodzi o polski rap. Pan, którego płytę zrecenzuję, także do tego pokolenia się zalicza, bowiem rocznikowo ma zaledwie 22 lata. Dość odważna teza postawiona na początku jedynie potwierdza ten stan rzeczy, gdyż jej treść brzmi: ’Nie chcę być młodym wilkiem ani młodym kotem, jestem młodym typem, co ma flow z polotem’. Ale czy w przypadku Sulina słowa równają się czynom? Sprawdźmy to!

Sulin, a właściwie Oskar Szymborski, to młody adept sztuki rapowej z dość niezłym CV jak na swój wiek. Może się pochwalić m.in. zwrotką nagraną do kawałka Piha w ramach akcji Pompuj Rap, beefem z Bonsonem czy płytą wydaną w Step Records. Świadczy to zatem o tym, że chłopak ma talent i potencjał, bo samo podpisanie kontraktu z wytwórnią robi wrażenie. Jest jedno 'ale’: nie rozumiem czy słusznie. Czemu? Już śpieszę z odpowiedzią.

Płyta Taksydermia, jak to zwykle bywa w moim przypadku z rapowymi płytami, nie porwała mnie od pierwszego przesłuchania. Stwierdziłem wtedy 'Ok, dam jej szansę i przesłucham jej jeszcze raz za jakiś czas’. Minął tydzień, zatem nabrałem nieco dystansu i ponownie postanowiłem ją przesłuchać. Już w trakcie odsłuchu zacząłem wątpić w to, że krążek w końcu mi 'siądzie’, a im bliżej byłem końca tym bardziej utwierdzałem się w tym przekonaniu. Kolejne dwa dni dystansu podsunęły mi myśl, że spróbuję wynotować sobie to, co zauważę w poszczególnych piosenkach.

Z notatek wysnułem jeden, najważniejszy wniosek: płyta jest bardzo płaska. Nie zauważyłem na niej ani szczególnych pików, ani zbyt głębokich dolin, a jedynie tereny równinne. Nie oznacza to jednak, że żaden kawałek nie wpadł mi w ucho, bo takie stwierdzenie minęłoby się z prawdą jak nasz rząd mija się z nią codziennie. Abstrahując jednak od wątków politycznych, warto wspomnieć na początek o tym co najbardziej boli mnie w Taksydermii. Tutaj moim numerem jeden jest niezliczona masa przekleństw. Ja rozumiem, że rap bez wulgaryzmów jest jak Queen bez Freddy’ego – czuć lekki niedosyt, jednak chamskie wplatanie przekleństw na siłę mija się z celem. Bardzo lubię usłyszeć jakąś k%$#@ albo nazwę czynności związaną z płodzeniem potomstwa w tekstach, jednak ważne jest dla mnie, aby miały one swój cel. U Sulina wyrazy te są po prostu aktem frustracji i chęcią wyładowania negatywnych emocji.

A skoro już mowa o tych ostatnich, to warto wspomnieć co nieco o szacie lirycznej wydawnictwa. Teksty zawarte na płycie są delikatnie mówiąc smutne i dołujące, co średnio wpada w mój aktualny gust. Być może stąd też wziął się mój negatywny stosunek do tej płyty, jednak póki co smutne treści do mnie nie przemawiają. W prawdzie bardzo cenię sobie twórczość HuczuHucza, jednak ten styl smutku, który prezentuje Oskar nie jest tak uniwersalny, jak jest to w przypadku reprezentanta Trójmiasta.

Następna trapiąca mnie kwestia, to teledyski. Tu także jest płasko jak u typowej klasowej deski, z tą różnicą, że światełkiem w tunelu może być wideoklip do utworu Między Mną a Tobą. Jest to chyba najbardziej pasujący do klimatu utworu obraz, jaki został zrealizowany w związku z tą płytą. Dodatkowo biało-czarne efekty bardzo fajnie podkreślają całość, jednak na ich przykładzie można także zauważyć mroczny klimat krążka. Duża popularność tej piosenki działa na jej plus, bądź co bądź ma ona już ponad 3 miliony wyświetleń na YouTube, jednak są na płycie utwory, które w mojej opinii robią robotę lepiej.

Tak więc po narzekaniu czas na pochwały. Bardzo duży plus należy się Sulionwi za różnorodność producencką. Wszak w wersji podstawowej krążka przy pracy nad piosenkami zabrało się 12 producentów, co jest niezłym wynikiem jak na debiut. Jak zwykle na pochwałę zasługuje bit od B.Melo, który już wielokrotnie dał swój pierwiastek znakomitości do paru płyt, a w tym przypadku zrobił to w utworze Nie dbam o to. Dobrym kawałkiem jest także Lepszy Dzień, gdzie w prawdzie słychać melodię znaną z płyty Kartkiego, jednak mi osobiście w zupełności nie przeszkadzało to w dobrym odbiorze (może dla tego, że Kartky do dla mnie czołówka w naszym rodzimym rapie).

Jest jeszcze jedna piosenka, nad którą chciałbym się skupić. Chodzi mianowicie o Bilet na Życie, która kreuje się w moich oczach na najbardziej pozytywny kawałek tej płyty. Bardzo żywy bit, bardzo życiowy tekst, który pozbawiony jest typowego plecenia od rzeczy, do tego fantastycznie wkomponowane skrzypce – coś pięknego. Brawo zatem zarówno dla Sakiera, zajmującego się stroną producencką, jak i dla Sulina, za tekst, jednak z małym 'ale’ (których swoją drogą jest dużo na tej płycie): przekleństwa, przekleństwa i jeszcze raz przekleństwa. Gdyby nie one, to naprawdę byłby to solidny kandydat do świetnej rapowej piosenki, która zapewne znalazłaby się na mojej top playliście. Szkoda, bo utwór jest naprawdę wysokich lotów, a poprzez tę mnogość wulgaryzmów Oskar niejako sam sobie podciął skrzydła i sprowadził go do poziomu maksymalnie skoku na bungee (co w porównaniu z lotem Airbusem jest raczej słabą nagrodą).

Podsumowując warto pochwalić w prawdzie Sulina za starania, bowiem odwalił on kawał roboty w trakcie przygotowywania tego wydawnictwa, jednak widać, że jest on jeszcze nieopierzonym raperem, bowiem wiele niuansów umknęło jego uwadze i są one nadal do poprawienia. Jest on w o tyle dobrej sytuacji, że jest młodym artystą i ma jeszcze czas na wydanie płyty życia, jednak chciałbym, aby jak najszybciej zapomniał jednak o swoim legalnym debiucie i skupił się na tym, co przed nim. Potencjał jest, skille niewątpliwie także, zatem przede wszystkim dużo pracy, dużo serca i dużo poprawek, a z Oskara może być naprawdę kawał tygrysa bengalskiego. Jednak póki co, ani z niego młody wilk, ani młody kot, ani tym bardziej młody typ z flow z polotem, a co najwyżej króliczek (trzymając się konsekwentnie terminologii zoologicznej).

Czytaj również