Kolejna muzyczna ikona niedawno zaskoczyła swoich fanów. Sting spontanicznie postanowił nagrać nowy, pop-rockowy krążek, który będzie już dwunastym długogrającym albumem studyjnym w jego karierze. Przyjrzyjmy się więc bliżej wydawnictwu zawdzięczającemu swój tytuł dwóm ulicom na Manhattanie.
Sting jest już legendą w muzycznym świecie i nie potrzebuje promocji. Kiedy świat obiegła informacja o tym, że artysta wydaje nowy album, ludzie byli ciekawi jakiego rodzaju materiał się na nim znajdzie. Ten rok obfituje w muzyczne comebacki różnego typu. Z nowymi nagraniami powracają chociażby Depeche Mode, The Rolling Stones czy Eric Clapton. Do tych wydawnictw podchodzę z sentymentem, ale także z ciekawością. Zawsze zastanawiam się, czy z takimi możliwościami obróbki dźwięku, rozwiniętą techniką, da się znaleźć w tym ducha dawnego grania moich muzycznych ulubieńców. Czy nowe wydawnictwo Stinga rozwiało moje wątpliwości?
Po pierwszym przesłuchaniu singli promocyjnych nie byłam pewna, czy to jest dobre. Ale wkręciłam się i po jakimś czasie potrafiłam tych piosenek słuchać codziennie. Mimo, że 50,000 oraz I Can’t Stop Thinking About You to kompozycje bardzo różne, to obie szczerze polubiłam. Pierwszy utwór ma duży potencjał koncertowy, a w refrenie tkwi moc. Został napisany w hołdzie muzykom, którzy odeszli w tym roku. Nikogo więc nie powinna zdziwić fraza:
rock stars don’t ever die, they only fade away
Z kolei w drugiej piosence jest energicznie. Utwór łatwo wpada w ucho i zachęca do zapoznania się z krążkiem.
Dalej wszystko jest wyważone – nie ma niespodzianek. Cały czas jest to typowe dla Stinga brzmienie. Jednak kiedy tę nową twórczość porównuję do klasyków, jakoś trudno mi się do tego albumu przekonać. Nie wiem czy ta spontaniczna akcja z nagraniem albumu wyjdzie wokaliście na dobre. Jedno jest pewne – powróci on na języki ludzi z branży i wyruszy w nową trasę.
Down Down Down to pierwszy zupełnie nowy utwór, z którym spotykamy się na 57th & 9th. Niestety nie zaskakuje mnie pozytywnie, ot typowy pop-rockowy numer. W One Fine Day melodia jest trochę inna, jest trochę więcej życia w tym utworze, choć trochę zawiodła mnie produkcja – dziwnie słucha się momentami nałożonych dźwięków, ale to szczegół. Z kolei w Pretty Young Soldier Sting skupia się na tekście, opowiadaniu go, a muzyka jest tłem.
Rock jakiego oczekiwałam mamy jednak w Petrol Head. Tu spełnia się to, co powiedział Sting, że stworzył coś głośnego. W połowie albumu wokalista w końcu się rozkręca i to mi się podoba. Żywe gitarowe granie i mocny, nienaznaczony czasem, głos Stinga to dobre połączenie. Jednak potem nastrój się zmienia i nastaje czas kontemplacji. Heading South On The Great North Road to ballada, w której pojawia się wątek autobiograficzny. Linia melodyczna utworu jest bardzo prosta, minimalistyczna. Jest jeszcze If You Can’t Love Me, czyli piosenka, w której według mnie melodia i wokal niezbyt do siebie pasują, ale może ten chaos był celowy.
Na koniec mamy jeszcze dwa i według mnie najlepsze utwory. Inshallah, czyli kompozycja już samym tytułem odnosząca się do Bliskiego Wschodu porusza kontrowersyjny problem uchodźców i jest pewnego rodzaju modlitwą. A jak jest muzycznie? Na pewno intrygująco. Jednocześnie spokojnie i niepokojąco. Tej kompozycji warto przyjrzeć się bliżej. Krążek zamyka piękna ballada z gatunku tych „stingowych”. Empty Chair jest światełkiem w tunelu po Inshallah i dobrym zakończeniem albumu.
57th & 9th to krążek będący uzupełnieniem bogatej dyskografii Stinga, na którym znajdziemy zarówno lepsze, jak i gorsze utwory. Nasze zdanie zależy w dużej mierze od tego, czego oczekiwaliśmy po tej premierze. Ja chciałam trochę rocka i trochę tego wyjątkowego spokoju Stinga w połączeniu z klimatem, który tylko on umie wytworzyć. Po części doszukałam się tego w kilku piosenkach. Nowoczesna technologia na szczęście nie zabiła tej muzyki.

