Lata 80. wróciły!, można powiedzieć o najnowszym albumie St.Lucia. Choć to dopiero drugi krążek w dyskografii amerykańskiego muzyka, jego brzmienie wydaje się być wyraźnie nakreślone: z „eighties” czerpać wszystko to, co najlepsze i podawać to w nowej, bardziej współczesnej formie. Mocno osadzona w tych klimatach płyta Matter to żywy rytm, chwytliwe refreny i całe mnóstwo pozytywnej energii – nie można się przy niej nie bujać!
Mimo, że krążek jest radosny, nie nazwałabym go banalnym czy przewidywalnym. Choć ubrany w lekkie brzmienie, album Matter to materiał dopracowany – owszem, łatwo wpada w ucho, ale daleki jest od kiczu, muzycznej pstrokacizny i obciachu. St.Lucia jeszcze bardziej zagłębił się w brzmienie lat 80. i znalazł złoty środek pomiędzy synthpopowymi klimatami, a współczesnym rytmem. Nowa płyta to melodyjność, radość, energia; bardzo zgrabna kontynuacja debiutu z 2013 roku, albumu When The Night. Jakiś minus Matter? Może to, że jest taki krótki: znajduje się na nim tylko 11 utworów, ale za to bardzo dobrych.
Płyta rozpoczyna się utworem Do You Remember, który od razu wprowadza w klimaty lat 80. – są chórki, chwytliwy refren i po prostu dobry rytm. W Home jest jeszcze żywiej: przewijający się przez całą piosenkę klawiszowy motyw jest wyraźnie zaznaczony, ale mimo wszystko nie męczy słuchacza. Trochę jakbym słyszała w nim Prince’a z najbardziej „fioletowych” czasów, ale ta inspiracja jest zdecydowanie udana. Bardzo radiowy Dancing On Glass korzysta z podobnej kompozycji i idealnie nadaje się do tańca; z kolei Rescue Me zaciekawił mnie ze względu na bardzo charakterystyczną, eighties’ową kompozycję utworu. Ma długie intro, które stopniowo się rozwija w wiele ciekawych melodii – to bardzo dopracowany kawałek, który zaskakuje. Jeśli podczas słuchania ktoś poczuje potrzebę zwolnienia tempa, na Matter znajdzie również dwie spokojniejsze propozycje, Game 4 U i Love Somebody. Są nieco wolniejsze, ale wciąż pełne dobrego, wyrazistego rytmu.
Cała płyta jest bardzo spójna, ciekawa i nie można się przy niej nudzić. Spośród jedenastu utworów tylko jeden średnio mi się spodobał – Stay wydaje mi się trochę bezbarwny, nijaki. Za to na miano najlepszych utworów zasługują trzy kawałki. Brąz dla kolejnego, bardzo radiowego Help Me Run Away: pop-rockowy, radosny i żywy, w sam raz do tańca! Srebro dla Physical za świetny początek, zabawa z samplami i słowami; jedynie refren wydaje się być trochę przeładowany. Wokalnie jest w porządku, ale dołożenie dość agresywnego beatu upodabnia go do EDM-owego brzmienia i to trochę psuje ten utwór. Na złoto zasłużył The Winds of Change: nieco spokojniejszy, o ciekawie rozmytym wokalu. Bardzo dobra energia i refren, niekwestionowany numer jeden!
Jeśli ktoś z wytęsknieniem oczekuje wiosny, może ją znaleźć na tym albumie. Najnowsza płyta St.Lucia jest pełna energii, dobrego brzmienia i optymizmu – Matter słucha się przyjemnie, szkoda tylko, że tak króciutko. Być może w związku z tym wkrótce pojawi się trzeci krążek, i to nawet szybciej, niż by się wydawało?


