Przedwczoraj Imagine Dragons wystąpili w łódzkiej Atlas Arenie. To, co się działo jest nie do opisania. A jednak spróbowaliśmy. Oto relacje Łukasza (naczelny), Beaty i Kacpra. Sprawdźcie, jak się bawiliśmy. Ah, i żałujcie, że nie byliście.
Beata Prętnicka
Gdy ogłaszają, że przyjeżdża do Polski zespół, który tak bardzo pragniesz zobaczyć na żywo masz ochotę w ciemno całować po rączkach organizatora. Odliczałam po cichu do tego wydarzenia (co z tego, że prawie przez rok?) mając świadomość, że sesja i te sprawy. Powiedziałam sobie jednak, że muszę tak być i postawiłam się przed faktem dokonanym: kupiłam bilet kilka dni po ogłoszeniu.
Zanim jednak rozpoczął się ten właściwy koncert, swoją cząstkę twórczości zaprezentował LemON. Obawiałam się, że zaprezentuje swoje zimowe piosenki z Etiudy… lecz na szczęście się nie rozczarowałam. Było dość OK. Zagrali dobrze znane nam piosenki takie jak Spójrz, Będę z Tobą kończąc swój występ na Scarlett. Z naszym łemkowskim bandem chętnie bawiło się całe Golden Circle (sami fani LemONa? nie sądzę.). A reszta? Nie bardzo. Czuć było, że to jednak nie na ten występ cała Atlas Arena czekała najbardziej, chociaż Igor Herbut wielokrotnie do obrzydzenia powtarzał, jaki to wielki zaszczyt prezentować swoją twórczość przed Imagine Dragons…
[pro_ad_display_adzone id=”112511″]Jednak gdy nadszedł ten historyczny moment i Amerykańskie Smoki weszły na scenę, zapanowała chorobliwa euforia. To nie był krzyk rozhisteryzowanych nastolatek – raczej radość z realizacji snu, o którym marzyliśmy od czasów popularyzacji Radioactive. Dan Reynolds i spółka nie zawiedli, prezentując to, co najlepsze z obydwu płyt, które posiadają w swojej dyskografii. Przykładowo, medley (za każdym razem inny), który wykonuje grupa na koncertach z trasy był wyjątkowo polski. Była akcja na Twitterze #PolandIsBleedingOut? Była. Jeden z trasowych muzyków zaanonsował na Snapchacie, że ten utwór ID wykona w Łodzi. Prośba spełniona. Chcieliśmy palić latarkami na rzadko granym przez Smoki numerze Dream? Proszę bardzo, mieliśmy okazję. Marzyliśmy, by usłyszeć takie piosenki jak Demons, I Bet My Life czy On Top Of The World? Tak, to też było rzeczywistością. A my, fani odwdzięczyliśmy się z nawiązką. Nie do końca wierzyłam w powodzenie akcji koncertowych, lecz po supporcie zobaczyłam kilka razy przewijającą się przez Atlas Arenę meksykańską falę. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jesteśmy bardzo zdyscyplinowani, zwariowani i zwarci do działania.
A koncert? To był istny nieogar życia. Sam Reynolds sprawiał wrażenie niejednokrotnie zaskoczonego i zdziwionego tym, jak Polska potrafi się bawić. Już na koncercie zapowiedział nam, że na pewno wrócą. Z pewnością zarówno ja, jak i (nie)obecni w Atlas Arenie mają nadzieję na szybkie wypełnienie słów Amerykanina.
Najlepsze wydarzenie roku.
[pro_ad_display_adzone id=”112511″]PS: macie swoje filmy i zdjęcia? Prześlijcie je na [email protected] – zmontujemy coś fajnego!


Kacper Rogalewski
Nie mogę uwierzyć w to, że koncert jest już za mną. Choć nie jestem największym fanem Imagine Dragons, to na ich wizytę w Polsce czekałem bardzo długo. Ale zacznijmy od początku. Łódź jak zawsze nie zachwyciła chyba nikogo. Szarość, pustka i krople deszczu przepełniały ulice miasta. Jednak fanom amerykańskiego zespołu kompletnie to nie przeszkadzało. Przed Atlas Areną tłumy zbierały się już od godzin popołudniowych. Około 3 godzin później sam dołączyłem do czekających fanów. Organizacja poszła bardzo sprawnie i bez większych komplikacji. Udało się! Dotarliśmy na swoje miejsca, kiedy to emocję sięgały już zenitu. Przyszedł w końcu czas na support w postaci zespołu LemON. Nie będę udawał, że lubię muzykę tego zespołu. Choć nie odbieram im talentu, to naprawdę nie przepadam za ich muzyką. Pomijając moją niechęć, zespół poradził sobie z kilkutysięczną publicznością. Było bardzo dobrze. Jednak podtrzymuję zdanie, iż muzyka kapeli kompletnie nie pasowała do klimatu całej imprezy. Cóż mogę więcej powiedzieć.
Kiedy to dzieliło nas już tylko kilka minut do koncertu, hala rozgrzała się do czerwoności. Publiczność coraz głośniej czekała na występ Imagine Dragons. W powietrzu unosiła się świetna atmosfera. Efektem jej była choćby meksykańska fala, która wyszła kompletnie spontanicznie. Zgasły światła i zabrzmiała piosenka Shots. Później było już tylko lepiej. Amerykańscy muzycy rozszaleli się na scenie. Nie brakowało niczego. Wokalista zespołu utrzymywał świetny kontakt z publicznością. Z każdą piosenką wzrastała ekscytacja tłumu. A panowie grali z nieposkromionym szaleństwem. Co tu dużo mówić. Koncert wypadł naprawdę wspaniale. Imagine Dragons udowodnili wszystkim, że nie są tylko tym gigantycznie popularnym zespołem z popularnych radiostacji. Bezsprzecznie mają oni w swojej dyskografii lepsze i gorsze kompozycje, ale to wciąż początkujący zespół. Były największe przeboje zespołu, eksperymentalne wstawki, długie melancholijne przemowy i porażająca publiczność. Dokładnie! Publiczność była fenomenalna. Jak nigdy nie mówię o tym jaka była reakcja ze strony fanów, tak przy tej okazji nie mogę o tym zapomnieć. Polacy pokazali jak wszyscy powinni się bawić na koncertach. Krzyki, spontaniczne akcje koncertowe i wspólnie śpiewanie spowodowały, że ten koncert był jeszcze lepszy. Kilkutysięczny tłum na parę godzin stworzył przepiękną społeczność. A imprezowa ekscytacja utrzymywała się nawet po koncercie, choćby w budynku dworca. Nic więcej nie wspomnę. Kto widział ten wie, a kto nie niech żyje z nadzieją, że Imagine Dragons kiedyś wrócą do Polski.
Łukasz Mantiuk
Ciężko opisać, to co się działo. Dawno nie byłem na tak znakomitym koncercie.
Wszystko, było tak jak należy. Zaczynając od najmniejszych szczegółów:
- nagłośnienie, gra świateł – 10/10
- klimat koncertu 100/10
- publiczność 100/10 i na koniec
- Imagine Dragons 100000000000/10
Tu naprawdę nie ma co się rozwodzić.
Po prostu nam zazdrośćcie.
SETLISTA:
- Shots
- Trouble
- It’s Time
- Forever Young
- Roots
- Hopeless Opus
- Polaroid
- I’m So Sorry
- Gold
- Bleeding Out
- Dream / Smoke and Mirrors
- Demons
- On Top of the World
- I Bet My Life
- Radioactive
BIS
- The Fall


