Mamy przyjemność w tym roku być patronem medialnym festiwalu Spring Break. Z tej okazji chcielibyśmy, abyście poznali tegorocznych artystów i wybrali na co chcielibyście pójść. Dziś czas na Dawida Grzelaka.
Spring Break to festiwal showcase’owy, który ma na celu promowanie nowych talentów i otwieranie ich na nową publiczność. Idea tego cyklu jest więc jedna. Zadaliśmy 10 identycznych pytań kilkudziesięsiu artystom tej edycji, abyście ich lepiej poznali. Pytania są proste, ale odpowiedzi nieoczywiste. Każdy ma równe szanse, aby Was przekonać. Cykl poprowadzi Łukasz Jaćkiewicz.
Łukasz Jaćkiewicz: Spring Break to festiwal showcase’owy, w którym artyści dają się poznać szerszej publiczności. Co dla Ciebie oznacza występ na takim festiwalu?
Dawid Grzelak: To przede wszystkim duże wyróżnienie, które daje mi energię do dalszego działania. To będzie pierwszy koncert z tym materiałem dla publiczności, która przyszła posłuchać tylko mnie. Jest to dla mnie kolejny bardzo ekscytujący moment przy pracy nad tym projektem.
Łukasz Jaćkiewicz: Na festiwalu wystąpi kilkudziesięciu artystów. Czym się wyróżniasz między nimi i jak zachęcisz słuchaczy to przyjścia na swój koncert?
Dawid Grzelak: Czekają na nich różne atrakcje. Jedną z nich są moje klapki, które świecą przy lampie błyskowej.
Łukasz Jaćkiewicz: Na występ których innych artystów z line-upu festiwalu chętnie byś się wybrał?
Dawid Grzelak: Wybiorę się najpewniej na koncert Ralpha Kaminskiego. Jestem przekonany, że będzie chciał, żebym zrobił mu zdjęcia. Chciałbym zobaczyć Matę i jestem też ciekaw Kozy oraz Cudownych Lat.
Łukasz Jaćkiewicz: Jaką muzykę grasz? Opowiedz nam o sobie, swoich tekstach i muzyce.
Dawid Grzelak: Moje teksty są sumą ostatnich doświadczeń. Kiedy mówię o czymś głośno, jest mi łatwiej przez to przebrnąć i zaakceptować. Staram się być szczery ze słuchaczami i niczego nie udaję. Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną, to jestem pewien, że nigdy nie usłyszycie mnie w głośnikach windy.
Łukasz Jaćkiewicz: A co robisz na co dzień? Utrzymujesz się już z muzyki czy to nadal jeszcze marzenie?
Dawid Grzelak: Zawodowo jestem grafikiem i fotografem. Do tego studiuję na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od jakiegoś czasu maluję też obrazy. Nie narzekam więc na brak zajęć. Nie spotkacie mnie raczej w klubach na Mazowieckiej, ale często tam bywam w sklepie plastycznym.
Łukasz Jaćkiewicz: Co uznajesz za swój największy dotychczasowy sukces w ścieżce artystycznej?
Dawid Grzelak: To, że odważyłem się na nią wkroczyć.
Łukasz Jaćkiewicz: Z kim chciałbyś współpracować w przyszłości? Jakie jest Twoje muzyczne marzenie?
Dawid Grzelak: Myślę, że marzeń jest wiele. Tylko pytanie kto chciałby współpracować ze mną?
Łukasz Jaćkiewicz: Jakich wykonawców słuchasz na co dzień? Kto Cię inspiruje?
Dawid Grzelak: Słucham praktycznie wszystkiego, o czym można przekonać się zaglądając do moich playlist na Spotify. Zawsze trudno mi ograniczyć się do kilku wykonawców. Gdyby jednak ktoś zapytał mnie przez sen, powiedziałbym pewnie Metronomy (chociaż nadal nie przekonałem się do ich najnowszego wydania), Massive Attack, Jesse Rutherford w wersji z The Neighbourhood lub bez, King Krule. Kiedy mam kiepski nastrój słucham “New Decadence” Michelle Gurevich i “Spirits” French for Rabbits. Z tego miejsca przepraszam, bo na pewno o kimś zapomniałem.
Łukasz Jaćkiewicz: Polski rynek muzyczny jest duży. Którzy artyści są według Ciebie warci uwagi? Na kogo zwracasz uwagę?
Dawid Grzelak: Mam szacunek do Schaftera, który robi świetne rzeczy, będąc jednocześnie tak młodym człowiekiem. Bracia Kacperczyk to również dwóch młodych i zdolnych gości, którzy zasługują na naszą uwagę. To z nimi miałem przyjemność skomponować moje pierwsze utwory i dzięki nim to wszystko się zaczęło.
Łukasz Jaćkiewicz: Jakie utwory ostatnio goszczą na Twojej dziennej playliście? (Wymień 3-5 z nich i powiedz za co je pokochałeś)
Dawid Grzelak: Moje Spotify mówi, że:
Paranoid London – Eating Glue. To prawda, bardzo często zapętlam ich numery kiedy maluję.
Declan McKeena – Beautiful Faces. Declan to moje zeszłoroczne odkrycie i nie mogę się doczekać jego drugiej płyty.
Baxter Dury – Slumlord, który przypomniał mi o Let’s Dance Bowiego.
Pink Noise – Pink Noise for Sleeping. Ten numer uwielbiam za to, że bardzo często koi mnie do snu.
