Spoon – Hot Thoughts (2017), recenzja Katarzyny Turowicz

0
164

Zachowawczo, „odtąd, dotąd”, w sztywnych granicach. Czy epitet „bezpieczny” stał się nową definicją sprostania oczekiwaniom? Czy rzeczywiście najbardziej podobają się płyty bez – czasem dość radykalnych – eksperymentów, które powstają zgodnie ze sprawdzonymi już schematami, zarazem dogadzając podświadomym oczekiwaniom? Z taką listą wytycznych przyszło się zmierzyć wielu fonograficznym premierom ostatnich miesięcy, również najnowszej płycie grupy Spoon.


Jak na recenzję – dłuższą formę dziennikarską przystało, powinno się w niej znaleźć całkiem sporo słów, choć w tym przypadku wystarczyłoby właściwie jedno – „odważny”. Taki właśnie jest najnowszy album amerykańskiej grupy Spoon zatytułowany Hot Thoughts. Bez wygładzonych dźwięków, modnego dziś politykowania czy zachowawczych rozwiązań. Za to ze sporą dawką eksperymentów, dotykania nowego i związanych z tym licznych poszukiwań. To wszystko razem wzięte może mimowolnie wywołać wrażenie sklejonych wątpliwej jakości taśmą składników w nadziei, że coś jednak z tego będzie. Jest, i to całkiem nieźle.

Najnowsza płyta grupy Spoon stoi w sporym rozkroku między wyrazistym, choć w obecnych czasach raczej przygasającym gitarowym graniem a generowanymi syntezatorami dźwiękami. Hot Thoughts rozpoczyna utwór tytułowy – pulsujący bit, „szarpana” gitara, dobitna perkusja to oś, wokół której roztacza się cały materiał. Formacja znalazła sposób na wykorzystanie gitar, momentami chowając je za mglistą kurtynę elektronicznych dźwięków. Nie należy zapominać również o uwypuklonej i pieczołowicie dopracowanej sekcji rytmicznej, która dodaje swoistego uroku, intensywności całości materiału. Muzycy sięgnęli jednak dalej niż tylko po instrumenty powszechnie znane. Swoje zastosowanie w utworze Pink Up znalazła darbuka, co także potwierdza dużą pracę wykonaną nad rytmiczną stroną płyty. Nawet free-jazzowe klimaty w zamykającym płytę Us nie wywołują wrażenia przeładowania, choć właśnie ten utwór uznałabym za słabszy moment i tak wystarczająco mocnego albumu. I w końcu Britt Daniel, który odnajduje w tym wszystkim miejsce dla siebie, a jego głos brzmi fenomenalnie. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o utworze Can I Sit Next To You, w którym wokalne wariacje Daniela znajdują sobie sporo wolnej przestrzeni.

Hot Thoughts
owszem, sprawdza się jako całość, tandem wzajemnie oddziałujących składników tworzących jedność, ale to również broniące się, dopracowane pojedyncze kompozycje. Choćby dwa utwory otwierające płytę – tak różne od siebie, czy balladowy Tear It Down. Formacja pozostawiła za sobą także ślady inspiracji – nie sposób nie usłyszeć w First Caress nawiązania do „berlińskiej ery” twórczości Davida Bowiego.

Najnowsze dzieło zespołu Spoon nie uległo czołowemu zderzeniu ze ścianą krytyki jak miało to miejsce w przypadku ostatniej płyty Arcade Fire. Podobnie jak ci drudzy, Spoon nie uciej kli przed eksperymentowaniem, obie grupy klasyfikowane są jako przedstawiciele Indie rocka, w obu przypadkach nie obeszło się bez duetu krytyki i pochwały. Jednak w czasach, gdy coraz trudniej zrobić coś odkrywczego z gitarą, Spoon przyjęli to raczej jako wyzwanie, któremu należy stawić czoła niż przekleństwo, którego w dzisiejszych czasach należy się jak najszybciej pozbyć. To także stanowi o sile tego materiału.


Hot Thoughts
nie jest wywrotką na prostej, niewygodnym potknięciem w dorobku dziewięciu albumów studyjnych i liczącej niemal ćwierć wieku karierze. To raczej przemyślany, choć może jeszcze nie do końca pewny, krok ku przyszłości wywołany świadomością, że pewne wzory i schematy dziś nie pasują już do niczego i konieczne jest skierowanie swoich muzycznych zmysłów na nowe tory. Nowe, nie oznacza złe.