Sonar – Torino (2018), recenzja Doroty Kutnik

Muzyka jest po to, by odkrywać nowe horyzonty i cały czas się rozwijać. Ten zespół przez półtora roku od wydania ostatniego albumu zdecydowanie odrobił lekcje. Formacja nową płytą udowadnia, że zasługuje na miejsce w czołówce artystów polskiej muzyki elektronicznej. Sonar właśnie wrócili z zupełnie nowym materiałem i zaprezentowali swoje inne oblicze. Ale uważajcie, od tego albumu można się szybko uzależnić!

Już kiedy debiutowali, wiadomo było, że namieszają w polskiej muzyce. Ich debiutancki album Pętle został świetnie przyjęty. Sonar przykuli uwagę wyjątkowym klimatem, który stworzyli w swoich utworach romansując z elektroniką, ale też z trip-hopem. Jednak przez ostatnie półtora roku zespół przeszedł małą muzyczną metamorfozę. Muzycy obrali trochę inny kierunek, co sprawiło, że ich muzyka już niedługo niewątpliwie wyląduje w klubach, a fani formacji będą mogli okupować parkiety i tańczyć do bardziej energicznej odsłony twórczości artystów, jaką mamy okazję usłyszeć na Torino.

Drugie wydawnictwo zespołu po prostu nie mogło być złe. Kiedy pracuje się w takiej ekipie, jest się wręcz skazanym na sukces. Jest i Łukasz Stachurko, niegdyś część duetu Rysy, i muzycy tacy jak Rafał Dutkiewicz oraz Artur Bogusławski oraz oczywiście wisienka na torcie jaką jest obdarzona cudownym głosem Lena Osińska. Do tego dochodzą świetne polskie teksty stworzone m.in. przez Holaka (który pracował również nad tekstami na Pętle) i Rasa. Wśród gości na płycie znaleźli się artyści zagraniczni, a Lena po raz pierwszy pisze teksty i śpiewa po angielsku, co dodatkowo podbija wartość nowego albumu Sonar jako towaru eksportowego.

Odbiegając na razie od tematu polskojęzycznych utworów, warto chwilę pozostać przy początkowych utworach z krążka i dokładnie się w nie wsłuchać. Otwierające płytę delikatne i rytmiczne Listen Up okazało się tylko preludium do jeszcze ciekawszych, przyjemnych dźwięków, które czekają nas w kompozycji Face The Sun. Duet Leny Osińskiej i amerykańskiego artysty Milesa Bonny’ego to coś pięknego, ich głosy pasują do siebie idealnie, a razem z elektronicznym tłem wypadają świetnie. O tym jak zaskakująca jest ta płyta, może świadczyć utwór o tytule Simple. Kiedy pierwszy raz go usłyszałam, zastanawiałam się czy ja na pewno słucham nowego albumu Sonar? Mocniejszego charakteru dodaje tutaj rap prosto z Chicago w wykonaniu Squaira Blaqa.

Piosenki z polskim tekstem nie odbiegają jakością od poprzednich, absolutnie. Tu bardziej wybrzmiewa tekst i hipnotyzujący wokal Leny Osińskiej. Jedną z piosenek, które najbardziej mnie urzekły jest Obok, w której gościnnie pojawia się Holak. Warto przesłuchać też niebanalnie zbudowany, klimatyczny utwór Odkrywam, do którego ostatnio pojawił się również teledysk.

Torino to zbiór jedenastu różnorodnych kompozycji, które wciągają słuchacza do innego wymiaru. To jest właśnie ten typ muzyki, przy którym można się całkowicie wyłączyć. Powoli zbliżają się cieplejsze dni i wieczory, a jeśli chcecie umilić sobie ten czas, po prostu włączcie sobie ten krążek. Gwarantuję, że będzie to dobry wybór. Artyści wydali album znacznie odbiegający od brzmienia Pętli. Wyszli ze swojej strefy komfortu i okazało się to bardzo dobrym zabiegiem. Słuchając drugiej płyty zespołu nie można się nudzić, słuchacz jest ciągle zaskakiwany przez nowe dźwięki. A z drugiej strony to wydawnictwo spójne i kompletne. Nie dodałabym nic, ale nie widzę tu też nic zbędnego.

Czytaj również