Niezapowiedziany, ale bardzo wyczekiwany powrót jednej z najsilniejszych kobiet w branży muzycznej i ty razem zabiera w interpretującą podróż, tylko czy jesteśmy na to gotowi?
Nie można opisując Solange nie wspomnieć o tym, jak niesamowitym talentem matka natura obdarzyła ją i jej straszą siostrę – Beyonce. Obie w pewien sposób stały się królowymi, ale każda w swoim gatunku. Choć w jej przypadku można mówić o wielu gatunkach. Wokalistkę nie można w jakikolwiek sposób zaszufladkować. Łączy ona w swojej muzyce róże dźwięki, style, brzmienia i dzięki temu tworzy doznania, które przyciągają wielu. W tym wypadku nie było inaczej.

Choć cała płyta to zlepek różnych doznań, to znajdziemy na niej też pewnego typu wprowadzenia, jak np S McGregor, Can I Hold the Mic, czy Nothing Without Intention. Podczas nich, wokalistka chce nam przekazać swoje przemyślenia, które łączą się w całość i opisują jej intencje względem tego krążka. Zabieg ten ciekawie przełamuje typowy schemat płyty, nadaje też artystycznego profilu, co wyróżnia też ją na tle wielu płyt na rynku muzyczny.
Co ciekawe, słuchając wszystkich utworów po kolei, można odczuć, że nie ma w tej płycie przerw, ponieważ łączą się one w idealną całość, co jest bardzo wciągające i intrygujące. Włączając jeden utwór, kończy się na przesłuchaniu całości, ponieważ zabieg ten nie pozwala nam się oderwać.
Na singiel została wybrana kompozycja Almeda, która jest bardzo mocną pozycją na krążku. Sam tekst może się wydawać prosty, wręcz banalny, powtarzany w kółko jednak nadaje specyficznego charakteru. Do tego jest on bardzo interesujący muzycznie, a głos Solange jest modulowany w różnych miejscach. Mówiąc o tej pozycji, nie sposób nie wspomnieć o niesamowicie pięknym teledysku. Mimo że jest dość prosty, ma w sobie niesamowity wyraz artystyczny, a w swojej prostocie, ma niesamowitą szlachetność. Minimalizm nagrania, podkreśla warstwę liryczną i muzyczną, upiększając ją, a nie przysłaniając. Co pokazuje też wielką dojrzałość, którą nabyła wokalistka podczas swojej drogi.
Szczególnie moją uwagę przykuła też kompozycja otwierająca album. Przez większość czasu składa się ona z jednego zdania powtarzanego w kółko. Jednak przełamanie tego późniejszą chwilą samego instrumentalu, urzekło mnie bardzo. Jest to moment, w którym można by założyć, że cały utwór będzie wyglądał w ten sposób, jednak nie u Solange. Things I Imagined mają w sobie też przekaz dotyczący całej płyty. Te „I Saw Things I Imagined” to wszystkie kompozycje, warstwa muzyczna, teksty, teledyski. Odbiegają one od normy, jednak są one realizacją wyobrażeń artystki, co dodaje też intymności temu co słyszymy i widzimy.
Mimo niespodziewanej publikacji albumu, zawładnął on serca wielu. Widać, że serce w niego włożyła też sama artystka. Jeśli odtworzymy utwory w aplikacji Spotify, dostajemy przepiękne animacje, które są podkreśleniem ogromu pracy włożonego, by ta premiera miała miejsce. Solange na swojej drodze wydała już kilka płyt, zebrała publiczność, która pewnie ucieszyła się z każdej rzeczy, którą by wypuściła, jednak ona wsadziła w to całe serce i pokazała, że może wynieść swoją twórczość wnieść na jeszcze wyższy poziom. Nie jest to prosta płyta, z której utwory łatwo wrzucić w pierwszą lepszą playliste i słuchać jadąc na rowerze, ale na pewno zachęca słuchacza do odtworzenia jej jeszcze raz po jakimś czasie i spojrzenia na nią w nowy, świeży sposób.
- Data premiery: 01 03 2019
- Single: Almeda
Almeda
Dreams
