Snow Patrol – Wildness (2018), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

Irlandczycy ze Snow Patrol nie są jakoś szczególnie rozpoznawalni w naszym kraju. Jednak utwór Chasing Cars, pochodzący sprzed ponad 10 lat zna chyba każdy. Potem grupa oczywiście wydawała kolejne krążki, jednak bez większego echa. Po 7 latach od ostatniego długogrającego albumu przyszła w końcu pora na kolejny. Jednak czy krążek Wildness okazał się tytułowym dzikim albumem? 

Jedno co trzeba przyznać, to że zespół poczynił dość spory progres. Przynajmniej takie ogólne wrażenie można odnieść po przesłuchaniu nawet kilku pierwszych piosenek. Wcześniejsze albumy zespołu były zbyt oczywiste, a jednocześnie nie do końca wpadające w ucho. Przy Wildness okazuje się, że można zrobić coś względnie prostego, jednak takiego, co zostanie z nami na dłużej.

Szczególne zalążki potencjału płyty znajdziemy już w pierwszych kawałkach, czyli singlowe Life on Earth oraz  Don’t Give In. Pierwszy utwór obfituje w delikatniejsze brzmienie gitary akustycznej. Właśnie, na sam początek zdecydować się na coś tak spokojnego… Nie każdy zespół by się na to odważył. Co ważne – utwór jest trafiony w 10. Można by powiedzieć, że jest to kwintesencja przyjemnego, przede wszystkim melodyjnego indie rocka. Potem przyspieszamy tempo wkraczając do Don’t Give In. Prawda jest taka, że utwór może bardzo wybitny nie jest, ale ten zachrypnięty wokal Gary’ego Lightbody’ego w refrenach potrafi przynieść ciarki na skórze. Heal Me oraz Empress jest natomiast trochę mniej trafionym strzałem. Radośnie brzmiąca gitara, nie klei się z umiejętnościami i barwą głosu Gary’ego. W połowie trafiamy na A Dark Switch. Kompozycja muzycznie śmiało mogłaby się znaleźć bardziej na krążkach typowo popowych, niż prezentujących szeroko pojętego indie rocka. Aczkolwiek brzmienie linii melodycznej jest na prawdę intrygujące.

Drugą połowę Wildness rozpoczynamy znów w zwolnionym tempie What If This All The Love You Ever Get? . Tym razem na pierwszy plan wysuwają się klawisze. I jest to kolejna trafiona w 10 ballada na tej płycie. A Youth Written in Fire. Gdyby przypomnieć sobie silniejsze brzmienia, jakie Snow Patrol pokazywało na poprzednich krążkach, wychodzi na to, że zespół postanowił trochę zwolnić i przestał używać tak wyrazistych brzmień. Zdecydowanie bliżej im w takich kompozycjach do melodycznego popu niż indie rocka. Jednak później pojawia się Soon oraz Wild Horses, gdzie na prawdę możemy się przenieść do wyspiarskiej muzyki i być z niej dumnym. Na sam koniec wysłuchamy jeszcze kompozycji o jakże wdzięcznym tytule Life And Death. Grupa pod przewodnictwem Gary’ego Lightbody’ego zamyka swój ostatni krążek w subtelny i trochę elektroniczny sposób. Na czelę staje linia melodyczna wokalu, który z tego mocno chropowatego zamienia się w delikatny i kojący wszelkie nieprzyjemne myśli.

Gdyby spojrzeć na krążek Snow Patrol z pryzmatu tego, że nigdy szczególną grupą nie byli, okazuje się, że Wildness może być trafione w samo sedno. Krążek jest trochę nierówny, ale zdecydowanie kieruje muzykę zespołu w dobrą stronę. Myślę, że nie jeden fan indie rocka postanowi zapętlić dzikość Snow Patrol. Chociaż jeśli, jest to dzikość, to wyrażona w dość, delikatnie mówiąc, niecodzienny sposób.

Czytaj również