Skylar Grey – Don’t Look Down (2013), recenzja Zuzanny Janickiej

Holly Brook Hafermann ukrywająca się pod pseudonimem Skylar Grey jest amerykańską producentką, songwriterką oraz piosenkarką. Swój debiutancki album Like Blood Like Honey wydała już w 2006 roku, jeszcze pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Później zajęła się pisaniem tekstów piosenek dla innych artystów (współtworzyła m.in. Love the Way You Lie Eminema & Rihanny) oraz gościnnymi występami w cudzych utworach. Przełomem był hit I Need a Doctor, w którym Skylar partneruje Dr. Dre oraz Eminemowi.

Słuchacze zaczęli na Grey zwracać uwagę, ona sama zmieniła wytwórnię i przystąpiła do pracy nad drugim albumem. Ukazać się miał już w 2011 roku, lecz premierę ciągle przekładano. W końcu Don’t Look Down ujrzał światło dzienne i możemy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy było warto tyle na niego czekać.

Nad nowym krążkiem Skylar pracował głównie Alex da Kid. To on odpowiedzialny jest za takie utwory jak Airplanes B.O.B. ft. Hayley Williams czy Radioactive Imagine Dragons. Oprócz Alexa natknąć się możemy również na J.R. Rotema, który  może pochwalić się współpracą m.in. z Rihanną (SOS), Ashley Tisdale (He Said She Said) czy Nicki Minaj (Marilyn Monroe) . Teraz do swojego CV może wpisać i Skylar Grey.

Długo zastanawiałam się, do jakiego muzycznego stylu można przypisać artystkę. W gruncie rzeczy nie jest to łatwe zadanie. Chociaż utwory zawarte na Don’t Look Down nie ostają zbytnio od siebie w takim sensie, że raz serwują hip hop a za chwilę elementy jazzu czy soulu, do jednej szufladki wrzucić ich jednak nie można. Ja najbardziej skłaniałabym się do stwierdzenia, że piosenki Skylar to mocny pop zmieszany z rockiem czy nieirytującą elektroniką. Może i mało to radiowe, ale do posłuchania np. podczas jazdy na rowerze sprawdzą się świetnie.

Z radością zauważyłam, że na Don’t Look Down nie znajdziemy dwóch takich samych utworów. Nie dostrzega się tego podczas pierwszego przesłuchania, ale jeśli damy tej płycie szansę, może nas pozytywnie zaskoczyć. Krążek otwiera nagranie zatytułowane Back From the Dead – zagrane na pianinie, ale momentami podszyte szybszym, elektronicznym bitem. Obok Skylar pojawiają się Big Sean oraz Travis Barker, co, niestety, nie wpływa dobrze na ten utwór. Ich part jest wciśnięty do piosenki jakby na siłę i zaburza jej płynność.  Bardziej podoba mi się Final Warming z ciekawym, nieco mrocznym refrenem i uroczym nuceniem przez wokalistkę nanana. Przyjemnym numerem jest łagodne, ale całkiem przebojowe Religion, które powinno spodobać się fanom Taylor Swift. Po grzecznym i spokojnym Religion Skylar serwuje nam zadziorne, chwytliwe (w sam raz na wakacje) C’mon Let Me Ride. Świetnym pomysłem było zaproszenie Eminema. Dzięki niemu ta piosenka nabiera wyrazu. Eminem nie jest jedynym raperem, który pojawia się w dalszej części płyty. W utworze Shit, Man! Skylar wspierana jest przez Angel Haze – amerykańską raperkę, której kariera nabiera rozpędu. Ostatnio udzieliła się w nowej wersji I Love You Woodkida. Miałam nadzieję, że w piosence Skylar Haze również wypadnie dobrze. I się nie zawiodłam. A sama piosenka? Zaskakująca. Spodziewałam się mocnej, dziewczyńskiej kompozycji w stylu Can’t Hold Us Down Christiny Aguilery & Lil’ Kim, w której Skylar i Angel rozprawiałyby się z facetami, a tymczasem Shit, Man! to spokojny, gitarowy numer.

https://www.youtube.com/watch?v=cXzdDCWUhRY

Co jeszcze Skylar przygotowała dla nas? Fanom dobrego popu mogę polecić Sunshine oraz Clear Blue Sky. Są to utwory, które nic nowego do płyty nie wnoszą, ale słucha się ich przyjemnie. Dużo ciekawsze od nich jest Pulse – nieco elektroniczne, taneczne ze świetnym refrenem.

Jednak ani Final Warning ani Religion nie należą do moich ulubionych piosenek z Don’t Look Down. Moje serce zdobyło pełne instrumentów (i barw) nagranie Wear Me Out. Jest to elegancka piosenka, którą w swoim repertuarze mogłaby mieć i Caro Emerald. Zupełne inne oblicze Grey poznajemy w gitarowym, zadziornym Weirdo. Dużym plusem utworu jest jego długość. Dobrze, że trwa jedynie nieco ponad 2 i pół minuty, bo (mimo mojej sympatii do tego kawałka) słychać, że Skylar nie miała wielu pomysłów na ten numer. Sami przyznacie, że powtarzanie przez jakieś cztery minuty tych samych dźwięków prędzej by znudziło niż zachwyciło. Trzecim utworem, który zachwycił mnie najbardziej, jest White Suburban – piękna ballada charakteryzująca się delikatnymi dźwiękami pianina i cudownym wykonaniem Skylar.

Czy są tu piosenki, które nie przypadły mi do gustu? Niestety. Jedną z nich jest zagrane m.in. na skrzypcach Glow in the Dark. Nie podoba mi się rozlazły refren bez jakiejkolwiek mocy i charyzmy. Nie jestem też fanką spokojnego, ale nudnego Tower (Don’t Look Down) oraz wykrzyczanego (refren!) Beautiful Nightmare. To miło, że Grey postanowiła pokazać nam skale swojego głosu, ale jednak wolę, gdy śpiewa, nazwijmy to, normalnie.

Cieszę się, że przed wydaniem Don’t Look Down nie oczekiwałam niczego od Skylar Grey. Nie mam teraz powodu do narzekania. Uważam, że – chociaż piosenki nie wpadają szybko w ucho i list przebojów raczej nie podbiją – jest to całkiem dobra płyta. Tyle i aż tyle.

  • Najlepsze: Wear Me Out, Weirdo, White Suburban
  • Najgorsze: Glow in the Dark, Tower (Don’t Look Down), Beautiful Nightmare

skylar-grey-dont-look-down

Czytaj również