Śmiem wątpić żeby wśród ludzi interesujących się muzyką był ktokolwiek kto nie kojarzy jego hitu You’re beautiful. To był dopiero początek jego kariery, a uplasował go na szczytach list przebojów w wielu krajach. Teraz, po 16 latach od wydania światowego hitu, po 17 latach od rozpoczęcia muzycznej kariery, przyszedł czas na podsumowanie. Tak oto powstał album The Stars Beneath My Feet.
Wydaje mi się, że Jamesa Blunta nie trzeba nikomu przestawiać, ale dla pewności, krótka biografia. Brytyjski muzyk, multiinstrumentalista. Co ciekawe, swoją muzyczną karierę rozpoczął dopiero w wieku 29 lat, bo wcześniej był dość zajęty byciem… żołnierzem. Przez ładnych kilka lat był oficerem armii brytyjskiej i m.in. z ramienia NATO stacjonował w Kosowie. Podczas tej misji woził ze sobą gitarę przypiętą na zewnątrz czołgu i czasami występował dla miejscowych i żołnierzy.
19 listopada, nakładem wytwórni Atlantic ukazał się krążek The Stars Beneath My Feet (2004-2021), czyli zbiór największych hitów muzyka, łącznie 30 kawałków i prawie dwie godziny naprawdę przyjemnego słuchania.

Nie mogę powiedzieć, że James często pojawia się na moich playlistach. Nie ukrywam, chyba nigdy nie zdarzyło mi się przesłuchać w całości któregoś z jego albumów. I tutaj biję się w pierś, bo czuję, że dużo straciłam. Zabrałam się za przesłuchanie The Stars Beneath My Feet trochę pod wpływem impulsu, bo YT podpowiedział mi występ Jamesa w The Voice of Germany, dzięki któremu przypomniałam sobie, że darzę tego faceta dużą sympatią, ze względu na jego cudowny brytyjski akcent i równie bardzo za jego poczucie humoru. Oczywiście, znam sporo jego kawałków, głównie tych doskonale wszystkim znanych, ale znów, to chyba trochę za mało.
Uznałam jednak, że kompilacja najlepszych utworów może być świetną okazją do poznania czegoś więcej niż to co zaserwują nam stacje radiowe czy telewizja. Zawsze zrobię głośniej gdy usłyszę pierwsze dźwięki You’re beautiful, więc to chyba dobry początek?
Z ciekawostek, w plebiscycie magazynu Rolling Stones na najbardziej irytujące utwory, piosenka ta znalazła się w pierwszej dziesiątce. I nie, wcale nie opowiada o typowej nieszczęśliwej miłości jak mogłoby się wydawać. Bo to kawałek śpiewany z perspektywy totalnie naćpanego kolesia, który w metrze stalkuje dziewczynę innego gościa i właściwie powinien zostać za to zamknięty. Bawi mnie taka zabawa słowem i stylem, bo osób znających prawdziwe znaczenie jest pewnie garstka.
Dobra, wracając do albumu. Zbiór najlepszych utworów zaczynamy nowością. To jest dopiero zaskoczenie, ale ten LP zawiera 4 nowe utwory, plus kilka wersji koncertowych. Blunt chciał, żeby na krążku oprócz „najlepszych” znalazły się też te utwory, które jego zdaniem są najbardziej warte przesłuchania. Love under pressure naprawdę wpadł mi w ucho za sprawą prostego, ale chwytliwego refrenu. Zdecydowanie zachęcił mnie do dalszego odsłuchu. I ten teledysk, no spróbujcie się nie uśmiechnąć ;)
Następny na liście 1973 to jeden z hitów z początków kariery muzyka. Taki klasyczek wzbudzający sentyment. Lubię bardzo, bez większych rozkmin, po prostu miłe, trochę gimnazjalne wspomnienia.
Wisemen to piosenka z pierwszego albumu Blunta, Back to Bedlam. Zgadłam to w sumie bez sprawdzania, bo słychać tutaj vibe tamtych lat, kojarząc się z twórczością m.in. Jamesa Morrisona.
Na uwagę, niezaprzeczalnie zasługuje utwór Monsters napisany dla ciężko chorego taty Jamesa. To moim zdaniem jedna z najbardziej wzruszających piosenek ostatnich lat, naprawdę. Posłuchajcie sobie tego tekstu. Ja wzruszam się za każdym razem.
Chociaż oczy mi się szklą jak oglądam ten teledysk, to na koniec i tak się uśmiecham, bo ostatnio zobaczyłam gdzieś wypowiedź Jamesa, który mówił, że po obejrzeniu tego klipu zadzwonił do niego jego dentysta i stwierdził tylko „Musimy coś zrobić z tymi zębami”.
Na 9 miejscu pojawia się pierwszy utwór w wersji live. I Really Want You nagrany w Nowym Jorku sprawia, że chciałabym (i pewnie nie tylko ja) poczuć tę magię i spokój na żywo. Najbliższa okazja ku temu, to koncert w łódzkiej Atlas Arenie 29 maja przyszłego roku. Chyba najwyższy czas rozważyć zakup biletów.
Jednym z moich faworytów z tego albumu jest kolejny utwór w wersji live. No Bravery uderza inaczej. No nie ballada o miłości, szczęśliwej lub nie. Nie sposób nie poczuć w sercu chociaż delikatnego ukłucia na myśl o tym co mógł widzieć w swoim życiu służąc w wojsku.
Zatrzymałam się na dłuższą chwilę przy Goodbye my lover, bo to właśnie ten utwór został wykonany we wspomnianym The Voice of Germany. To jeden z tych kawałków, którego nie sposób nie znać, ale to też dowód na to, że ten gość posiada ogromny talent pisania ballad o nieszczęśliwej miłości. Aż się łza w oku kręci.
Album zamyka ostatnia nowość, mianowicie I Came For Love, które jest dobrym zwieńczeniem The Stars Beneath My Feet, bo pomimo bycia kolejną (nic zaskakującego) balladą, jest w niej jakaś inna energia, dająca poczucie ogólnej nadziei.
Czy można brać na poważnie faceta, który mówi, że jego największym życiowym osiągnięciem było zagranie w Ulicy Sezamkowej? No cóż, nie trzeba w życiu brać wszystkiego na poważnie. Trzeba cieszyć się dobrą muzyką, którą serwują nam tacy ludzie jak James. Gwarantuję wam, że na tym krążku znajdziecie wiele kawałków, które złapią was za serce. Nawet ci, którzy uważają muzykę Blunta za wtórną, mdłą i nijaką powinni sięgnąć po ten krążek, jestem pewna, że chociaż w drobnym procencie zmienicie zdanie. Miłego słuchania!
- Data premiery: 19 11 2021
- Single:
Monsters
Wisemen
OK
