Sevdaliza – Shabrang (2020), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Przyszło nam czekać blisko trzy lata, aby Sevdaliza podzieliła się ze światem pełnoprawnym następcą swojego debiutanckiego albumu. Przed Shabrang, bo tak się nazywa najnowsze dzieło tej wyjątkowej Iranki, stoją wysokie artystyczne oczekiwania, a ekscytacja wręcz przelewa mi się między rękoma. Oto Shabrang, gdzie wręcz kosmiczna melodia przygrywa brutalnej rzeczywistości.

Sevdaliza wraca z albumem "Shabrang", prezentuje klip do „Habibi” i wystąpi  w Warszawie!

Sevda Alizadeh, bo tak naprawdę nazywa się bohaterka dzisiejszej recenzji, była pierwszą artystką, którą poznałem na łamach tego portalu, recenzując jej album Ison, jednocześnie zostając ogromnym fanem jej twórczości. Dziś mamy końcówkę kalendarzowego lata roku 2020, gdzie ja rozwinąłem się jako publicysta, a Sevdaliza rozwinęła się jako jedna z najbardziej intrygujących i niebanalnych wokalistek świata. Choć Shabrang teoretyczniekorzysta z tych samych muzycznych patentów w wykonaniu producenta Reynarda Bargmanna występującego pod pseudonimem Mucky, tak tworzy zupełne przeciwieństwo swojego pamiętnego poprzednika.

Shabrang zabiera nas w poetycką eskapadę, gdzie nie brakuje nieoczywistych metafor i trudno przy pierwszym podejściu jednoznacznie stwierdzić, co autorka miała na myśli. Sevdaliza poprzez charakterystyczną dla swoich kompozycji liryczność, kryje głębokie przemyślenia, które można interpretować na wiele różnych sposobów. I tak jak do tej pory były one związane z miłością jako wyjątkową emocją, tak Shabrang przywołuje jej bardziej przyziemny wymiar, gdy w relacji przychodzi czas na ciężką pracę. Tutaj wspomnę o tak naprawdę jedynym, bardzo subiektywnym problemie albumu, czyli kolejności piosenek, która z mojej perspektywy zdaje się nie być tak jasna i naturalna jak na Ison, czy nawet The Calling. Jednak to nie moja opowieść, więc mogę jedynie wytrwale poszukiwać wyjaśnienia jego konstrukcji, a co za tym idzie płynącego z niego przekazu.

Czysto muzycznie, Shabrang porzuca sensualne melodie na rzecz bardziej złożonych, choć nadal surowych brzmień, które eksperymentują ze sobą nawzajem, tworząc nietypowe fuzje gatunkowe. Pop łączy się tu z świetnie z mrocznym, akustycznym rockiem, albo romantyczną orkiestrą symfoniczną, albo ze wszystkim naraz, kreując prawdziwe kosmiczną atmosferę. Z jednej strony możemy usłyszeć klasyczne dla Sevdalizy dźwięki, jak w tytułowym ShabrangLamp Lady, czy Dormant. Z drugiej strony poznajemy jej inne, nieznane do tej oblicze, jak w RhodeWallflower, czy All Rivers at Once. Poszukiwacze nietypowych muzycznych mieszkanek, powinni być w pełni usatysfakcjonowani tym, co zaoferował im Shabrang.

Jeśli chodzi o konkretne kompozycje, w rzeczywistości brak tu utworów słabych, co najwyżej pojawiają się tu takie, które niedostatecznie mnie zadowoliły w porównaniu do pozostałych, bardziej intrygujących propozycji. Mam tutaj na myśli tytułowy Shabrang oraz utwór pochodzący z wydanego dwa lata temu The Calling, czyli Human Nature, które w żadnym aspekcie nie są złe, lecz nie zapadły mi w pamięć tak jak inne utwory. Co do moich ulubieńców, tych mogę wyróżnić kilku, a wśród nich wszystkie single promujące Shabrang, z osobistym wskazaniem na Lamp Lady, Oh My God oraz Joanna. Największymi zaskoczeniami były dla mnie utwory Eden, niezwykle piękny w treści i równie piękny w melodii, oraz Rhode, silnie inspirowana industrialnym rockiem kompozycja, której nie powstydziłyby się żadna współczesna gwiazda sceny alternatywnej. Jednak mimo moich osobistych wyróżnień, myślę, że każdy może tu znaleźć coś dla siebie, choć wartym jest chwalić Shabrang jako całość, niż jako zwykłą kolekcję piosenek.

Sevdaliza już nie jest tą sensualną kobietą latającą na komecie co zowie się Ison. Dziś jest pełnoprawną gwiazdą muzyki, która nie boi się eksperymentować ze swoim wizerunkiem, podążając nieutartymi do tej pory ścieżkami. Shabrang to prawdziwa muzyczna feeria dźwięków, gdzie muzyka pop staje się czymś więcej, niż tylko przyjemną chwilą oderwania od otaczającej rzeczywistości. To jest najlepszy prezent urodzinowy, jaki sobie mogłaś podarować droga Sevdalizo!

Sevdaliza - Shabrang
  • Data premiery: 28 08 2020
  • Single: Darkest Hour, Oh My God, Lamp Lady, Joanna, Habibi
Najlepsze utwory: Lamp Lady, Oh My God, Joanna, Wallflower, Eden, Rhode, No Way, Darkest Hour
Najsłabsze utwory: brak


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Przyszło nam czekać blisko trzy lata, aby Sevdaliza podzieliła się ze światem pełnoprawnym następcą swojego debiutanckiego albumu. Przed Shabrang, bo tak się nazywa najnowsze dzieło tej wyjątkowej Iranki, stoją wysokie artystyczne oczekiwania, a ekscytacja wręcz przelewa mi się między rękoma. Oto Shabrang, gdzie wręcz...Sevdaliza – Shabrang (2020), recenzja Christiana Cieślaka