Gdy będę myślami wracał do roku 2017, to z pewnością Sevdaliza będzie pierwszą artystką, o której wtedy wspomnę. Jej debiutancki krążek pod bardzo tajemniczym tytułem ISON, nie jest tylko świetnym początkiem bardzo obiecującej kariery, ale i niezwykłą, wręcz intergalaktyczną podróżą po muzycznym nieboskłonie.
By wprowadzić Was nieco w świat bohaterki dzisiejszej recenzji, warto by powiedzieć o niej kilka słów. W wieku pięć lat Sevda Alizadeh, jak naprawdę nazywa się Sevdaliza, wraz ze swoją rodziną opuściła stolicę Iranu – Teheran, przeprowadzając się do Rotterdamu w Holandii, gdzie mieszka do dziś. Ze względu na swój wysoki wzrost, mając szesnaście lat miała szansę grać w holenderskiej drużynie koszykarskiej, by po paru latach ją porzucić i rozpocząć studia z komunikacji. Na nasze i muzycznego świata szczęście, Sevdaliza postanowiła jednak zostać artystką, wydając w 2015 roku swoje dwie epki – debiutancki The Suspended Kid oraz jego następcę Children of Silk. Rok później przyszedł czas na krótkometrażowy film pod tytułem The Formula, który co ciekawe był współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej.
I wszystkie te wydarzenia, sprowadziły ją do meritum tej recenzji, czyli do krążka ISON. Kometa muskająca Słońce – to właśnie do tego zjawiska odnosi się tytuł debiutu Sevdalizy. Brzmi tajemniczo, prawda? Zdecydowanie, jednak takie samo wrażenie towarzyszyło mi podczas słuchania wszystkich siedemnastu utwór znajdujących się na tym krążku. Artystka z pewnością nie chciała zbytnio odkrywać duszy swojego artystycznego Ja, choć czuć, wbrew pozorom, że jest z nami, ze swoimi słuchaczami, bardzo szczera. Za pomocą naprawdę skromnych tekstów, tworzy bardzo intymną atmosferę, graniczącą z subtelnym uwodzicielstwem i prawdziwą lubieżnością. ISON jest muzyczną sypialną, gdzie zarówno może gościć słodka miłość, jak i ostry oraz wulgarny seks. Tak samo jak ludzkie uczucia są sekretem, taka też pozostaje Sevdaliza w swojej interpretacji tego zjawiska.
Z czysto muzycznej strony, płyta oferuje całkiem spory wachlarz dźwięków. Od R&B, oczywiście w alternatywnym sosie autorstwa wokalistki, aż po klasyczne instrumenty jak pianino, czy skrzypce, które jak się domyślam są hołdem wobec bliskowschodniego pochodzenia Sevdalizy. Łącząc coś, co myślę, że coraz rzadziej pojawia się w współczesnej muzyce pop, z już standardową w tych czasach elektroniką, jest naprawdę czymś niezwykłym. Z całą pewnością ISON mogę nazwać albumem ambitnym, wręcz awangardowym, jednak nadal pozostającym w szerokim ramach muzyki popularnej, i sądzę, że to jest jego największy atut. Wszystkie siedemnaście kompozycji ma rytm, czego czasem brakuje mi w niektórych kompozycjach takich fantastycznych wokalistek jak Björk czy FKA twigs. Sevdaliza jest właśnie tym złotym środkiem, pomiędzy awangardą, a popem, za co należą jej się z mojej strony najszczersze gratulacje.
Chcąc wyróżnić kilka najlepszych utworów, zacznę od tego najlepszego, czyli Bluecid. Nigdy nie słyszałem tak niewiarygodnego kawałka muzyki. Uwodzicielski. Niewiarygodnie seksualny i sensualny. Przyprawiający mnie o prawdziwe dreszcze przyjemności. I ten teledysk. Najlepszy teledysk jaki kiedykolwiek miałem przyjemność zobaczyć. Prosty, można by powiedzieć, że wręcz banalny. Jednak kiedy go oglądam, nie potrafię się od niego oderwać. Zresztą zobaczcie go sami.
Nie mogę też zapomnieć o Shahmaran, który równie intensywnie jak Bluecid buduję bardzo mroczną aurę, jakby żywcem wziętą z jakiejś książki z gatunku dark fantasy. Na szczególną pochwałę zasługują także utrzymujące się w nurcie alternatywnego R&B Libertine oraz Grace, spokojna elektroniczno-popowa Amandine Insensible oraz przypominająca mi trochę balladową twórczość Beyoncé, czyli Angel.
Szczerze mówiąc, to mógłbym nadal mnożyć pochwały na temat debiutu Sevdalizy. Myślę jednak, że w tym przypadku, to sama muzyka powinna w tym momencie zastąpić moje pełne peanów zdania wobec tego albumu. ISON to niezwykłe doznanie, którego możecie doświadczyć już dziś.


