Sarah Blasko – Eternal Return (2016), recenzja Joanny Gulewicz

Z wykształcenia znawca literatury angielskiej i filmu, z zamiłowania przede wszystkim gitarzystka i wokalistka. To właśnie ta miłość przyniosła jej takie sukcesy jak nagroda za Najlepsze Wydawnictwo Popowe, czy status Najlepszej Artystki na ARIA Music Awards. Jej płyty raz po raz pokrywały sie platyną a kompozycje z całą pewnością nie należą do tych, które znikają w wirze czasu. panie i panowie, przed wami złote dziewczę australijskiej sceny pop, Sarah Blasko, i jej najnowszy krążek – Eternal Return.

Album otwiera pełen splendoru utwór I Am Ready. Bazą kompozycji jest donośna sekcja syntezatorowa. Mimo, ze można by sądzić, iż syntezatory są nieco spóźnione lub wręcz nierytmiczne, jest to mylny osąd – właśnie one trzymają utwór w ryzach. Charakterystyczny nastrój ospałości i pewnego spowolnienia został zbudowany dzięki rozłamaniu pojedynczej całostki syntezatorowo-instrumentalnej wejściem wokalu, który pojawia sie w jej połowie. To właśnie dzięki temu zabiegowi mamy wrażenie że coś w tym utworze wchodzi nie w tym momencie, w którym powinno, w rzeczywistości jednak każdy element trzyma się ściśle wyznaczonego rytmu. Mimo, że kawałek posługuje się minimalną ilością środków głos artystki okazuje się być wystarczającym tworzywem dla muzycznej potęgi, która kipi z kompozycji. Mocne wejście! Z I Am Ready łączy się zamykający album utwór Without. O ile wokal i instrumentarium w I Am Ready z niecierpliwością pięły się w górę, oczekując prawdziwego otwarcie płyty, w Without wszystkie elementy kompozycji ulegają stopniowemu oddaleniu, by w końcu zniknąć w dali.

Klimat diametralnie zmienia się I Wanna Be Your Man. Utwór otwiera wysokorejestrowy, pełen światła głos, pociągając za sobą wszelkie inne dźwięki. Kto zna panią Blasko, ten wie, że nie ma u niej miejsca na chaotyczne, połamane skoki wysokości dźwięku, czy zmiany tempa – artystka słynie z muzycznej harmonii, co doskonale uwidacznia się również w I Wanna Be Your Man. Łagodna, rozkołysana melodyka, kojąca i pełna ciepła barwa głosu i otwarcie rozległej muzycznej przestrzeni to kluczowe elementy kompozycji.

Better With You z kolei bardzo przypomina mi dawne, magiczne i pełne czaru nagrania artystki (od pierwszych nut staje mi przed oczyma to samo dziewczę, odziane w karminową spódnicę, które przewijało się przez teledysk do All I Want). Kompozycję otwiera przewrotny i pełen swady dialog syntezatorów z wokalem. Dzięki temu, ze na każda z poszczególnych całostek artykulacyjnych  przypada wielodźwięk, złożony z kilka odległych od siebie na pięciolinii nut, całość odbieramy jako swego rodzaju muzyczne przekomarzanie się, flirt. Kompozycja jednak w pełni dostaje skrzydeł dopiero w refrenie, gdzie z ciemności wynurza się dźwięk zbliżony do organów i przejmuje dowodzenie nad dźwiękiem, pociągając za sobą wokal i podnosząc zarówno jego wysokość jak i natężenie. Czarujący!

Również I’d Be Lost oscyluje wokół wysokich pozycji na pięciolinii. Kompozycję otwiera utrzymywana w tonacji molowej ścieżka melodyczna, pełna syntezatorowych ech i pogłosów. Wtem pojawia się bogata w mnogość silnie zrytmizowanych, wręcz marszowych dźwięków zwrotka. Rytmizacji ulega również wokal, który podczas trwania zwrotki dotrzymuje kroku pozostałym elementom utworu. Wszystko ulega zmianie wraz z nastaniem refrenu – marszowe tempo ustępuje a głos pnie się coraz wyżej, obejmując każdą kolejną artykulacją coraz więcej dźwięków tła, dzięki czemu utwór wręcz rozpływa się w powietrzu. Coś nieprawdopodobnego!

Pierwsze takty Maybe This Time bardzo przypominają mi twórczość Róisín Murphy. Ta minimalistyczna linia melodyczna, skapywanie kolejnych dźwięków ciężkimi, pełnymi pogłosów kroplami, figlarny, przekomarzający się z tłem wokal i ta charakterystyczna, niesforna ostatnia nutka, odpryskująca gdzieś w dal. Refren przynosi  harmonijne pogodzenie wszystkich elementów utworu, które wybrzmią jednym, wysokim, durowym rozbłyskiem. Fantastyczny! W podobny sposób zostały pomyślane kompozycje: Beyond i Say What You Want.

Luxurious zostało podporządkowane swego rodzaju pościelowej, zmysłowej konwencji. Znaczny spadek tempa, dzwoneczkowe, kołysankowe wstawki i rozmarzony, senny, wokal. Dodajcie do tego gładkie przejście zwrotki w refren i niemal całkowite wyrównanie nie tylko pod względem rytmicznym ale i melodycznym zwrotki z refrenem – tak, to klasyczna ballada pościelowa i chyba najmniej ciekawy utwór na całym albumie.

Jeśli Luxurious miało za zadanie nas ukołysać, lub wprawić w pościelowy nastrój, Only One przynosi mocną pobudkę. Utwór bazuje na wysoko umiejscowionych syntezatorach, którym towarzyszy równie wysoka pozycja wokalu. Dzięki temu, że nie znajdziecie tutaj tonacji molowej ani też żadnych gwałtownych spadków wysokości dźwięku, utwór opalizuje dźwiękiem niczym majowy, słoneczny poranek i chyba właśnie takie było zamierzenie. Bardzo pozytywny kawałek!

Sarah Blasko to jedna z moich ulubionych artystek australijskiej sceny. Urzekająca, lecz nigdy kiczowata, słodka i kobieca ale zarazem skrywająca olbrzymią moc. Magiczna i wprawna w zaklinaniu rzeczywistości i czynienia z niej czegoś równie czarownego jak ona sama i jej muzyka. Eternal Return to kwintesencja wszystkiego tego, co w jej muzyce najbardziej hipnotyzujące i nietuzinkowe, choć moim osobistym faworytem w dyskografii Australijki wciąż pozostaje What the Sea Wants, the Sea Will Have. Dacie się zahipnotyzować?

Czytaj również