
Można nic nie zmieniać i śpiewać tak jak zawsze albo można inaczej. Jak sam tytuł mówi – oni śpiewają inaczej, co wcale nie znaczy lepiej lub gorzej. Doskonale wszystkim znane utwory po prostu dostały szansę na nowe życie w zupełnie innej przestrzeni muzycznej. Cały projekt powstaje pod okiem Mariusza Obijalskiego.
Albo Inaczej powraca po trzech latach, w nieco odmiennej formie. Pierwsza odsłona projektu ukazała się w 2015 roku. Wtedy połączono ze sobą dwa odległe od siebie pokolenia. Na jednym krążku spotkały się ze sobą gwiazdy estrady z klasykami polskiego hip-hopu. Po sukcesie projektu, zdecydowano się na kontynuację. Tym razem również połączono ze sobą na pierwszy rzut oka odmienne muzyczne światy, jednak trochę innym sposobem. W nowej odsłonie projektu postawiono na młodych, ale obiecujących reprezentantów polskiej sceny. Czuję się trochę tak, jakby ktoś czytał mi w myślach, bo skład jest właśnie taki, jaki sama bym z pewnością wybrała.
Na pierwszy ogień poszedł utwór z repertuaru Miuosha. Został wykonany przez Piotra Ziołę –twórcę jednego z najlepszych albumów ostatnich czasów, o czym też świadczy ubiegłoroczna statuetka Fryderyka. W ramach projektu na swój warsztat wziął utwór pt. Nie Mamy Skrzydeł. Przyznam szczerze, że jest to mój absolutny numer jeden tego wydawnictwa. Piosenka idealnie wpisuje się w stylistykę Piotra. Z hip – hopu został tylko tekst, a cała reszta upiększona została o nonszalancki szyk, prosto z lat 60 charakterystycznych dla niego. Może i nie mamy skrzydeł, ale takie dźwięki powodują, że człowiek chce się unosić nad ziemią.
Kolejną kompozycją, która absolutnie skradła moje serce jest Czerwona Sukienka w wykonaniu Justyny Święs. Pięknie zinterpretowany tekst, będący swego rodzaju odpowiedzią ze strony kobiety, o której w oryginalnej wersji śpiewa Fisz. Justyna dodała piosence nieco kobiecej delikatności, a męski kawałek o odrobinę brutalnym wydźwięku stał się całkiem romantyczną piosenką. Wszystko za sprawą delikatnego i subtelnego głosu Justyny, który tak jak zawsze przyciąga i nie pozwala przejść obojętnie.
Co to za klub, co to za miejsce, ja dobrze nie pamiętam.
Wiem tylko, nic nie działa jak czerwona sukienka.
Na wyróżnienie zasłużyła również Rosalie., której twórczość od ostatnich kilku miesięcy bardzo mnie intryguje. Ona w żaden sposób nie ukrywa, że całkiem bliskie są jej dźwięki hip-hopu. Jednak raczej inspiruje się tym płynącym zza oceanu z lat 80 i 90 w połączeniu z R&B. Tutaj odrobinę połączyła te dwa światy i z utworu Te – Trisa stworzyła kawałek, który brzmi niczym stworzony na potrzeby jej dyskografii. Ile Mogę świetnie odnalazłoby się pośród kompozycji z Flashbacku. Zgodnie z wyśpiewywanym tekstem mogę tylko mieć nadzieję, że nie zniknie w szybkim tempie, bo może jeszcze wiele zwojować na naszej scenie. Sporym zaskoczeniem okazał się Ralph Kamiński. Sięgnął po utwór Chodź Ze Mną z dyskografii Eldo. Tutaj także ani śladu po poprzedniej kompozycji. Zrobił utwór, który brzmi jakby przypłynął prosto z jego m o r z a.
Wokół mnie tylu ludzi – chcę widzieć lepszy świat
Ze spokojem w nim się budzić, mieć więcej zysków niż strat.
Prawdę mówiąc, już same single zapowiadające album zapewniały, że możemy liczyć na kawał dobrej muzyki. Jedną z pierwszych kompozycji, które wyszły na świat były doskonale wszystkim znane Sznurowadła, oryginalnie pochodzące z dyskografii Fisza Emade Tworzywo. Ponad rok temu ukazała się wersja w interpretacji Fismolla, która pokazała zupełnie nowe muzyczne oblicze poznańskiego muzyka. Jedną z najstarszych zapowiedzi były też Złe Nawyki, oryginalnie wykonywane przez zespół 2cztery7, tym razem zaśpiewane przez Monikę Borzym. Jedyne, co tutaj można tu powiedzieć, to – gdyby każdy miał takie złe nawyki jak Monika to świat byłby niewątpliwie piękniejszy. Monika ze swoim „pełnokrwistym głosem” wykonała świetną robotę.
Zaskoczyła mnie trochę interpretacja Natalii Nykiel, która poszła w zupełnie inną stronę niż ta, którą znamy z jej solowej twórczości. Spodziewałam się elektroniki, a tym razem zamiast tego słychać dość szerokie instrumentarium. Jak widać zgodnie z przesłaniem utworu – Natalia może wszystko, a nawet wie, że może mieć świat u stóp. Tym właśnie zabiegiem udowodniła, że nie straszne jej żadne style muzyczne, a w każdym znajdzie coś dla siebie.
W ostatnich godzinach przed premierą napięcie podbudował jeszcze Mrozu ze swoją interpretacją jednego z klasyków Pezeta – czyli hip-hopowy szlagier Gdyby miało nie być jutra. Tutaj powiało trochę tragizmem i tajemniczością w przyjemnej i świetnie wyważonej ilości. Powiem jedno, gdyby miało nie być jutra… posłuchałabym ten album setki razy jeszcze dziś.
Miewam wrażenie, ze w ostatnim czasie odnawianie starych piosenek jest dość modne, co osobiście jak najbardziej uważam za znakomity pomysł. Dzięki takiemu zabiegowi poszczególne piosenki mają szansę trafić do większego grona słuchaczy. Potrzebne są właśnie takie projekty – one dają nowe życie zapomnianym bądź osłuchanym już dźwiękom. Co więcej, dzięki temu zaciera się ślad po utartych stereotypach dotyczących wulgaryzmów i agresji wokół hip-hopu.
Przyznam szczerze, że niezbyt często zdarza mi się sięgać po hip-hop czy też rap, ale jak widać takie projekty przełamują lody i są pewnego rodzaju pomostem pomiędzy odległymi dźwiękami. Pękła pewna bariera oddzielająca tak różniące się gatunki. Na krążek czekałam z niecierpliwością przede wszystkim ze względu na zaproszonych wokalistów, którzy w moim odczuciu są dumą naszej polskiej sceny.


