O samej wokalistce wiemy niewiele, oprócz tego, że tworzy w Londynie oraz to, że przy swoim debiucie współpracowała z Davem Okumu i z innymi osobami, blisko związanymi z Paulem Epworthem, który z kolei ma pokaźne sukcesy wraz z Adele czy Florence + The Machine. Jej muzyka, tak samo jak i okładka wydawnictwa, właściwie mówią wszystko: Control jest minimalistyczne, aczkolwiek wyrafinowane. To wystarcza, ba nawet jest łatwiej oceniać tego typu album. Bo tu liczy się MUZYKA, nie efekciarstwo, którego mamy dzisiaj na pęczki. Zanim zaczniecie czytać dalej (a mam nadzieję, że tak będzie) uprzedzam: to nie jest płyta dla zwykłego śmiertelnika.
Jeszcze kilka lat temu, nomen omen w konkursie na tym portalu napisałam, że z początkiem drugiej dekady tego wieku zacznie się nowa epoka w świecie muzyki. Nie ukrywam, cieszy mnie spełnienie przepowiedni. Mamy między innymi Adele, Dawida Podsiadło, Florence + The Machine, The Weeknda, Miguela. Wreszcie przedstawiciele niszowych gatunków muzycznych są dopuszczani do głosu, a rządy światem rozpoczyna szeroko pojęta alternatywa.
Właśnie w tych kategoriach należałoby rozpatrywać debiut pochodzącej z Londynu Rosie Lowe. Artystka już trzy lata temu zachwyciła krytyków EPką Right Thing, a na niektórych stronach pisano, że jej debiut będzie najbardziej oczekiwanym w 2015 roku. Czemu Control nie poznaliśmy wcześniej? Nie wiadomo i nawet nie wiem, czy chciałabym znać odpowiedź na to pytanie.
Na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce – tak było, jest i raczej będzie. Ze swoim debiutanckim longplayem Lowe wstrzeliła się wprost idealnie. Nie można wprost określić tego, co ta dziewczyna właściwie prezentuje. Nie jest to ani rock, ani typowa elektronika, ani sensualne R&B czy nawet pop – chociaż ze wszystkich gatunków muzycznych czerpie pełnymi garściami. Już przy pierwszych dźwiękach Run Run Run można być zaskoczonym. Z początku może to być anemiczna siostra Dressin’ Up od Katy Perry, lecz później artystka konsekwentnie realizuje swoją wizję. Oczyma wyobraźni widzę tylko mgłę, która z każdą sekundą znika. Paradoksalnie te chwile trwają dłużej, a my mamy okazję rozkoszować się każdym doskonałym dźwiękiem. Choć każdy z Was może mi w tej chwili wypomnieć monotonność całego albumu. No tak, temu komuś wtedy przyznałabym rację – można całe wydawnictwo podsumować właściwie jedną melodią. Jednak ja osobiście wolę tego nie zauważać, chociażby dlatego, że widzę kilka wyjątków, które powinny zwrócić Waszą uwagę.
Pierwszym z nich jest Worry Bout Us, który poznaliśmy jeszcze przed premierą. Zachwyca spokojem dźwięków gitary lub harfy (ciężko wyczuć), która w połączeniu z fortepianem, elektronicznym beatem, a przede wszystkim z wokalizą Rosie Lowe tworzy niepowtarzalny klimat. Oczywiście, punktem kulminacyjnym jest refren, mówiący wręcz „zatrzymaj się przy mnie i zapamiętaj jak brzmię”. W utworze wcześniej, Who’s That Girl?, zastanawiałam się, czy nie lepiej brzmiałoby to w ustach pań Destiny’s Child. Girlsband już nie istnieje, lecz nadal je ze względu na dorobek artystyczny podziwiam. A że Beyonce jest dzisiaj sławna i mam wrażenie, że z dziewczynami doskonale by się odnalazła w tym numerze, przy okazji kolejny raz zaskakując innych. Trzecim utworem, wobec którego przy każdym odsłuchu tej płyty nie mogę przejść obojętnie jest Nicole. Ta niepozorna ballada, przy której śmiało można byłoby się kołysać, bardzo chwyciła mnie za serce. Może dlatego, że po prostu lubię słuchać o historii, która w jakiś sposób mnie dotknęła? Sama nie wiem, aczkolwiek cały album to zbiorowisko historii opowiedzianych przez wokalistkę, mam jednak wrażenie, że to właśnie w tym numerze wyszła o wiele bardziej przekonująco.
Control to niewątpliwie warty uwagi krążek. Zawartości wydawnictwa raczej nie polubi fan mainstreamu, czy też ktoś kto lubi dzisiejszą, mniej wyrafinowaną muzykę. Bardziej zadowoleni będą raczej osoby uwielbiające repertuar Jessie Ware, naszego rodzimego Mikromusic, a także Ci, którzy nadal poszukują swojej muzyki do odtwarzacza, załamani rzeczywistością i chcący oczywiście czegoś więcej. Na razie pozostaje nam możliwość cyfrowego odsłuchu, z której gorąco polecam skorzystać, by wyrobić swoje zdanie. Co prawda, na dzień dzisiejszy nie ma tego wydawnictwa w Polsce, ale wierzę, że wkrótce na pewno będziemy mogli ją nabyć w wersji fizycznej.


