Rock for People 2016 – dzień pierwszy. Relacja Michała Szuma

0
117

Już po raz dwudziesty drugi fani najlepszych rockowych brzmień z całego świata spotykają się w Czechach, aby wspólnie przeżywać wiele wspaniałych emocji związanych z Rock For People – festiwalem od kilku lat związanym z miejscowością Hradec Králové.

Pierwszy dzień, oprócz oczekiwanego pozamiatania wielkich headlinerów, zaskoczył festiwalowiczów kilkoma ciekawymi, aczkolwiek mniej znanymi propozycjami. Jedną z takowych był zespół Vypsaná Fixa. W prawdzie wśród czeskiej części publiki dało się odczuć dość dobre zaznajomienie z repertuarem, to mimo to nie tylko oni świetnie bawili się na tym koncercie. Połączenie rytmicznych gitar i chwytliwego wokalu, okraszonej domieszką punka i muzyki folk było strzałem w dziesiątkę – zwłaszcza dla ludzi stykających się po raz pierwszy z muzyką Fixy.

Takie przykłady można by mnożyć w nieskończoność, gdyż przy tej ilości scen i przy takim natłoku zespołów, każdy fan muzyki oscylującej wokół rocka znalazłby coś dla siebie. Gdyby jednak gitary i perkusja okazały się niewystarczające, kołem ratunkowym mogły się dziś okazać takie zespoły jak Vec Makropulos czy pan Richard Mueller. Ci pierwsi, łącząc rap z graniem gitarowym, wznieśli doznania muzyczne na wyższy poziom, pomimo małej frekwencji i ograniczonej możliwości sceny. Natomiast ten drugi, udowodnił że muzyka się nie starzeje i w każdym wieku można tworzyć rzeczy wspaniałe lub wręcz nowatorskie. Jego dzisiejsza setlista, składająca się gównie z piosenek znanych Czechom, była mieszanką swingu charakterystycznego dla muzyki jazzowej z luzem płynącym za indie rockiem.

Co się tyczy headlinerów: zrobili niesamowite show. Zarówno koncert Royal Republic, jak i Skillet czy DJ Nero, były majstersztykami w niemal każdym calu, a w przypadku tych pierwszych nawet deszcz nie pokrzyżował planów szaleńczego tłumu o wspaniałej zabawie. Mocniej brzmiące Skillet dawało z siebie wszystko, a najlepiej było to widać po twarzy wokalisty – była cała zalana potem. Na szczęście dla kapeli, był to ich ostatni gig podczas trasy, więc to właśnie w Hradec godnie pożegnali się z Europą.

Pierwszy dzień to dopiero preludium do dalszej części festiwalu, więc takie początki zawsze należy uznać za udane. Jedyny mankament wyłapany do tej pory przez naszą ekipę, to niedociągnięcia związane z brzmieniem na scenie Hard Rock Cafe. Suma zlewała się w jednostajnie brzmiącą papkę, z której ciężko było wyróżnić wokal czy poszczególne instrumenty. Miejmy nadzieję, że ów detal zostanie poprawiony już jutro (a właściwie dziś!) i całość będzie hulała niczym Passat w dieslu. Na koniec kilka fotek z dzisiejszych wojaży :)