Pewnie! Zróbcie rzeźnię w trakcie naszego koncertu, by sprzedaż naszych płyt się zwiększyła! Felieton Kuby Koziołkiewicza

http://media.makeameme.org/created/idiots-idiots-everywhere-jblmwt.jpg

Wydawało mi się, że w ostatnim felietonie wyczerpałem temat ataków terrorystycznych, które nastąpiły 13 listopada w Paryżu. Nie lubię pisać o tak przygnębiających sprawach, więc nie spodziewałem się, że będę musiał powrócić do tamtych wydarzeń także dziś. Lecz po raz kolejny przekonałem się, że ludzie dzielą się na dobrych i złych. Na takich, którzy posiadają choć odrobinę wrażliwości, by na chwilę zadumać się nad śmiercią niewinnych ludzi, jak i tych, którzy z tego wydarzenia potrafią jedynie wyciągnąć jakieś podstawy do swoich głupich, idiotycznych i żenujących opinii.

Większość z was dobrze wie, że najwięcej ofiar paryskich ataków zginęło w trakcie występu grupy Eagles Of Death Metal. 89 osób poszło w piątkowy wieczór dobrze bawić się na koncercie, tyle że tę przyjemność odebrała im grupka terrorystów, którzy w imię niepojętej dla mnie ideologii, zabili ich – niewinnych i niezwiązanych zupełnie z tematem. Świadkami tych zdarzeń byli członkowie zespołu EODM. Niespodziewanie ich żywiołowe, energicznie i pełne humoru show stało się areną krwawej strzelaniny oraz wydarzeniem, o którym wszyscy zebrani wtedy w sali Bataclan chcieliby raz na zawsze zapomnieć. Lecz takie rany szybko się nie goją.

Przedwczoraj w sieci pojawił się obszerny, prawie 30 – minutowy wywiad z częścią składu Eagles Of Death Metal oraz ich inżynierem dźwięku, który tego dnia nagłaśniał grupę na francuskiej ziemi. Klimat tej rozmowy, jak łatwo się domyślić, jest ponury, przygnębiający, wręcz żałobny. Jesse Hughes, lider kapeli, nie kryje swych łez, a reszta muzyków ze smutkiem w oczach relacjonuje to, o czym mówiły stacje informacyjne na całym świecie. Tyle, że w przeciwieństwie do reporterów i prezenterów, jako naoczni świadkowie. Cała rozmowa chwyta za serce i szczerze polecam jej obejrzenie. Tu krótki fragment wypowiedzi Jesse’go:

Kilka osób schroniło się w naszej garderobie, ale terroryści znaleźli ich i zabili każdego, oprócz dzieciaka, który ukrył się pod moją skórzaną kurtką. Ludzie udawali martwych i byli przerażeni. Powodem, dla którego zginęło tak wiele osób, był fakt, że ludzie nie chcieli opuszczać swoich przyjaciół.

Myślałem, że historia ta jest jasna i klarowna. Amerykanie graja swój koncert i nagle w trakcie jego odbywania banda napastników wpada z bronią palną i zabija ludzi niczym kaczki w grze na pegazusa. Poniżej znajduje się krótki filmik, który w niewielkim stopniu oddaje to, co czuła zebrana pod sceną publika oraz występujący na niej muzycy. Zwróćcie uwagę na grającego w tym momencie solówkę na gitarze Dave’a Cathinga. Facet był w takim szoku, że stał jak betonowy słup i nie potrafił poruszyć się choćby o centymetr.

https://www.youtube.com/watch?v=lEoXXt-MKNo

Wiem, że żyjemy w erze hejtów i publikowania durnych komentarzy. Że wśród użytkowników portali społecznościowych są tzw. trolle, których jedynym zajęciem jest obrażanie i szykanowanie innych. Rozumiem to. Albo inaczej – nie rozumiem, ale wiem, że nawet dla takich imbecylów musi być miejsce (niestety) we współczesnym i nowoczesnym społeczeństwie. Ale ostatnio coraz częściej zaczął mi się otwierać nóż w kieszeni, gdy czytałem wpisy związane z Eagles Of Death Metal. Poza dużą liczbą ciepłych i pokrzepiających duszę muzyków słów znajdowałem też takie, których autorów powinno się skazać na dożywotni zakaz dostępu do Internetu. Bez możliwości apelacji.

Zaczęło się tuż po zamachu. Przeglądając masę artykułów związanych z tematem znalazłem taki oto wpis: W sumie powinni (Eagles Of Death Metal – przy. red.) się cieszyć, bo maja teraz reklamę na cały świat. To jest mój „ulubiony” typ komentatora. Udaje, że jest specjalistą w dziedzinie marketingu, reklamy i PR- u (choć zapewne nie potrafiłby odszyfrować tego ostatniego terminu), dlatego wrzuca taką opinie, by wzbudzić dyskusję pod postem, w której i tak się później nie udziela. Teraz postaram się wam wytłumaczyć, dlaczego ten wpis jest zupełnie pozbawiony sensu. Fakt, w relacjach z ataków pojawiał się co chwila wątek sali Bataclan. Trudno by było inaczej, skoro to właśnie tam zginęło najwięcej osób. Tyle, że informacje te zawężały się jedynie do „koncertu”, lub „koncertu rockowego”. Nie podawano nazwy występującego artysty. Wiem, bo sam na bieżąco oglądałem w telewizji serwisy informacyjne. Dopiero następnego dnia, po weryfikacji danych, prezenterzy zaczęli podawać nazwę występującego artysty, czyli EODM. Poprzez natłok informacji docierających do nas ze wszystkich mediów bardzo selektywnie podchodzimy do ich przyswajania. To znaczy – bierzemy z nich to, co najbardziej nas interesuje. Wczoraj zginęło 50 osób w atakach bombowych w jakimś państwie w Afryce? Co mnie to interesuje?! Ważniejsze jest przecież, to, że Robert Lewanodwski nie zagłosował na Messiego w plebiscycie Złotej Piłki. Tak mógł zadziałać proces odbioru informacji przez jakiegoś szarego Kowalskiego. Jest fanem futbolu, więc news związany z jego dziedziną zainteresowań pozostał w jego pamięci, natomiast wzmianka o kolejnych ofiarach ataków w oddalonym o dziesiątki tysięcy kilometrów rejonie świata zupełnie go nie poruszyła. To nie są wymyślone przeze mnie na poczekaniu teorie, tylko potwierdzone badaniami fakty. Co za tym idzie, w mediach dużo mówiło się o wydarzeniach w Bataclan. Jednak rzadko pojawiała się w tym kontekście nazwa Eagles Of Death Metal, a jeżeli się już pojawiała, to w znacznej większości wyłapywali ją fani zespołu (czyli np. ja), a dla osób niezwiązanych z ich twórczością fraza ta wpadała lewym i wypadała prawym uchem.

Gdy serwis Vice opublikował wspomniany przeze mnie wywiad z muzykami zespołu, w komentarzach znalazłem taką oto perełkę: Rzygać już mi się chcę od tych wywiadów z EODM. Za dużo jest ich w mediach. Tu znów ktoś chciał „zabłysnąć” cynizmem i lekkodusznym podejściem do świata, ale, cholera!, nie udało się. Po pierwsze: wywiad ten był pierwszym udzielonym przez zespół po atakach z 13 listopada. Wcześniej z obozu muzyków dostaliśmy bodajże dwie informacje. Jedną z nich był wpis opublikowany kilkadziesiąt minut po strzelaninie, w którym to poinformowano, że poszczególni członkowie zespołu wzajemnie się szukają. Drugi pojawił się dzień później i podawał, że zespół jet już bezpieczny i oczekuje powrotu do rodzinnej Kalifornii. Dopiero 2 dni temu światło dzienne ujrzał wspomniany wywiad. Po drodze krótkiej wypowiedzi udzielił jeszcze jeden z członków zespołu. Daje to 4 informacje w ciągu ponad 2 tygodni. To dużo? Niech każdy odpowie sobie sam na to pytanie. Poza tym uważam, że o tych wydarzeniach powinno się mówić jak najwięcej. Nie chciałbym, żeby pamięć o zabitych przeminęła niczym szczupła sylwetka Leonardo di Caprio.

W sieci nic bardziej mnie nie wkurza, niż wpisy osób, którzy uważają się za specjalistów we wszystkim. Po przeczytaniu ich komentarzy okazuje się jednak, że w większości przypadków nie znają się na niczym. Napiszę jeszcze raz to, o czym wspomniałem w pierwszym akapicie tekstu – wśród ludzi martwi mnie coraz większy brak wrażliwości i empatii w stosunku do innych; wmawianie, że śmierć 89 osób w sali Bataclan oraz prawdopodobna trauma członków zespołu Eagles Of Deat Metal na całe życie to mały pikuś.

Podobno człowiek nie uniknie tylko dwóch rzeczy – śmierci i podatków. Według mnie istnieje jeszcze jedna rzecz. Wszechobecni idioci.

Czytaj również