Shine bright like a diamond… wybrzmiewa jeden z nowych hitów Rihanny, Diamonds. Niestety, artystka, która pojawiła się nie co po 23:00 w niedzielę na lotnisku w Gdyni nie lśniła. Baa, nawet nie była only girl in the world, ani nie znaleźliśmy z nią miłości. Najzwyczajniej w świecie – odstawiła kaszanę.
Ten rok w Polsce to odwiedziny wielu międzynarodowych gwiazd – była Beyonce, była Alicia, będzie Florence, będzie Nelly Furtado. Była i Rihanna. Pewnie było, że nie będzie to najlepsze wydarzenie roku, ale niektórzy liczyli, że może do TOP 3 najważniejszych – i najlepszych – wydarzeń roku ktoś gdzieś wpisze Barbadoskę? Ale nie, po tym co przedstawiła jedynie jej najzagorzalsi fani będą piali zachwytu. Wszyscy z choć odrobiną obiektywizmu wiedzą, że nie był to dobry koncert.
Miała zagrać o 22:00, na scenę wyszła po 23:00. Standardowo zdarzały się jej nawet większe spóźnienia. Gdzieś tam ludzie czekali na nią dwie godziny… Ochroniarze mówili, że „gwiazda się kąpie”. No w sumie może to i dobrze, bo jakby taka odświeżona lekko nie wyszła na scenę, to kto wie, czy w ogóle by wyszła. Śpiewała od niechcenia, chociaż zachwalała, że kocha to miasto, kocha nas i chce się bawić do białego rana, to jednak na taką nie wyglądała. Była zmęczona, nijaka, część piosenek śpiewała, część leciało z półplaybacku. Pozwalała śpiewać refreny publiczności, bo jej się nie chciało. Jakieś zaangażowanie czy coś widać dopiero było na bisach – przy Diamonds i Stay, które rzeczywiście wymagają od niej najwięcej zaangażowania. Umbrella była strasznie nijaka, przy We Found Love latała po scenie jak wariatka…
http://www.youtube.com/watch?v=e70IPTwN710
Szczerze, to ciekawiło mnie ile ona miała promili w sobie. Nie mówię, że była totalnie pijana czy coś, ale no trzeźwa na 0,00 promili w krwi na pewno nie było. Ale ja się nie dziwię, naprawdę. Ona jest 25-latką, która po prostu ma ochotę się bawić. Ma na to kasę, ma możliwości, nikt jej tego nie zabroni… więc Why Not?! Oczywiście, niszczy wszyscy, na co wcześniej pracowała, na co pracował jej team PR-owy, na co pracował Jay-Z i tak dalej. Ale to już jej sprawa, jej kariera.
Mnie osobiście koncert ten się nie podobał. Mimo, że za nią nie przepadam, ale część jej utworów naprawdę lubię. Jednak koncert był dla mnie dowodem, że Rihanna to produkt, ładne opakowanie, które niszczy się samo od wewnątrz. Dziwi mnie, że żaden Jay-Z, czy ktoś taki w końcu nie weźmie jej i nie ogarnie. Przecież ona stanowi wzór dla milionów nastolatek… niezbyt ciekawy wzór.
I wracając jeszcze do koncertu Kings of Leon, na którym to Rihanna miała okazję być:
SHE WALKS LIKE [RIHA/PIJ]NNA, parafrazując The Wanted.

