We wrześniowym wydaniu magazynu Vogue w Wielkiej Brytanii na okładce pojawi się Rihanna. Sprawdźcie, co powiedziała w wywiadzie, którego udzieliła Edwardowi Enninfulowi.

Cały tekst jest tłumaczeniem wywiadu, którego Rihanna udzieliła Edwardowi Enninfulowi dla Vogue UK, wydanie wrzesień 2018.
Tłumaczenie Marta Umiejewska
Dopiero co zachodzi słońce pewnego letniego wieczoru, kiedy Rihanna, ubrana w skórę w kolorze khaki, z włosami zebranymi z tyłu i cerą błyszczącą od kosmetyków Fenty wkracza do Vogue House. Siedziba Condé Nast często gości gwiazdy, ale mało która błyszczy tak mocno, jak Rihanna: 54 miliony sprzedanych albumów i 210 milionów kawałków, niezliczone streamy, 9 singli na numerze jeden brytyjskiej listy przebojów, 9 nagród Grammy, nieoceniony wpływ na modę i kulturę, a także rozwijające się w szybkim tempie imperium piękna, którego można doświadczyć w 1600 sklepach na całym świecie (do większości z nich należy dodać wijącą się przed drzwiami kolejkę ludzi w dniu premiery nowych produktów).
„Edwaaaard!” – krzyczy do redaktora naczelnego Vogue’a, z którym łączy ją długa przyjaźń. –„Wreszcie zobaczę Twoje biuro!”.
Zjawienie się Rihanny to całkiem ciekawy widok – wchodzi otoczona ponad dziesięcioma osobami, które wlewają się pokoju przepełnionego wieszakami z ciuchami, błyszczącymi szpilkami w każdym kolorze tęczy, i moodboardami upchanymi na biurku. „Powinnam okazać ci więcej miłości, ale to wszystko za bardzo mnie rozprasza” – tłumaczy się trzydziestoletnia Barbadoska.

Przyszła, żeby omówić wrześniową okładkę Vogue’a, nad którą pracowali z Edwardem miesiące, wymieniając smsy i maile, wysyłając do siebie inspiracje i stylizacje z wybiegów. Teraz nadszedł ten moment, kiedy po raz pierwszy od czasu niekończących się rozmów telefonicznych i transatlantyckich połączeń, spotykają się w jednym pokoju.
Ich relacja polega na wzajemnej adoracji: „Jesteś legendą!” – wykrzykuje Rihanna, kiedy przeglądają razem ubrania i dochodzą do ostatecznych wniosków co do tego, jak mają wyglądać jutrzejsze ujęcia. „Jakim cudem jesteś tak niezwykła?” – pyta ze śmiechem Edward, kiedy w końcu udaje im się znaleźć cichy kąt, żeby pogadać.
Edward: Po raz pierwszy pracowaliśmy razem w 2014 roku i wiesz, co zapamiętałem? Twoje ręce. MIałaś nad wszystkim kontrolę, po same czubki palców. Kiedy współpracujemy, zawsze wpadamy w wir pomysłów, nie boimy się przekraczać granic. Co jeszcze mamy ze sobą wspólnego?
Rihanna: Jesteśmy czarni.
E: Jesteśmy czarni (śmiech).
R: Młodo zaczynaliśmy.
E: Chyba każdy myśli, że jak zaczynasz młodo, to wszystko jest łatwe i piękne. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę jesteś jeszcze dzieckiem.
R: Jest o wiele trudniej. Może się wydawać, że kiedy jesteś starszy, to jest już za późno, ale wejście w ten świat w młodym wieku to nie jest coś, czego by się chciało dla swojego dziecka. To był dla mnie szok kulturowy. Kiedy pojechałam w pierwszą trasę promocyjną, miałam zaledwie 17 lat. Wozili mnie z jednego końca Zachodniego Wybrzeża aż do Reno i zatrzymywaliśmy się w każdej stacji radiowej, a w międzyczasie dawałam wywiady przez telefon. W skrócie dawałam wywiady w drodze na wywiady.
E: Moim zdaniem, kiedy dorastasz, to tak naprawdę nic się nie zmienia, tylko uczysz się utrzymywać….
R: Balans. Utrzymywanie balansu staje się priorytetem, nawet jeśli nie zawsze udaje się go osiągnąć. Nie chodzi o zaniedbywanie pracy, tego nigdy nie robię, ale o to by znaleźć sposób, żeby czuć się spełnioną.
E: Trzymasz się z tymi samymi ludźmi od samego początku. Walczysz za swoich bliskich i to w tobie kocham.
R: Jestem bardzo wybredna, jeśli chodzi o przyjaciół. Nie otwieram się przed każdym, więc jak już znajdę lojalną osobę, to się jej trzymam. Byłam sama w tym świecie odkąd byłam nastolatką, więc ci ludzie są jak moja rodzina.
E: Niezależnie co robisz, nie lubisz się powtarzać jako artystka. Dlaczego?
R: Taka po prostu jestem. Nudzę się i myślę sobie – czemu by nie spróbować czegoś nowego? Współcześnie wszystko determinuje aspekt wizualny. Trzeba przekraczać granice i nie być przewidywalnym. Tak naprawdę jedyne, czego się potrafię trzymać, to para jeansów.
E: Nie boisz się próbować nowych gatunków. Myślisz, że dorastanie na Barbadosie ma z tym jakiś związek?
R: Tak. Szczególnie jeśli chodzi o muzykę. Nie słuchaliśmy jej za dużo w moim domu na Barbadosie. Po prostu nie. Nagrywałam piosenki z radia na kasety i spisywałam teksty, pauzowałam, przewijałam i uzupełniałam luki. Na Karaibach popularne jest reggae, soca i wolne piosenki – uwielbiają tam ballady. Ale potem pojawił się 50 Cent i Ja Rule, i zaczął rozwijać się hip-hop. Kiedy przyjechałam do Ameryki, to odkryłam mnóstwo różnych artystów i gatunków. Wreszcie dowiedziałam się, jak wygląda Madonna. Traktowałam muzykę jakby to były cukierki. Mogłam zebrać kilka różnych i się nimi bawić.
E: Jakie są najlepsze momenty Twojej kariery?
R: Zdecydowanie moje pierwsze Grammy. Ale z czasem, jak zaczynasz rozumieć ten przemysł, nagrody przestają mieć tak wielkie znaczenie. Ludzie, na których ci zależy, to twoi fani – o ile oni są szczęśliwi, ty też jesteś szczęśliwa. Dokładnie tak powinno to wyglądać. Ale ja tak bardzo boję się ich zawieść. Nie znoszę tego uczucia. Boję się być zbyt podekscytowana albo rozkoszować się momentem, bo nie wiem, co się potem wydarzy.
E: Jakie to jest uczucie występować przed stoma tysiącami ludzi?
R: Tak naprawdę łatwiej jest występować przed stoma tysiącami ludzi, niż przed dziesiątką przed kamerą. Wystarczy sobie uświadomić, że ci ludzie są tam dla ciebie. Są tam, żeby cię zobaczyć, bo kochają twoją muzykę i to was łączy. Spotykacie się tylko w tym jednym miejscu. To tyle. Po prostu wychodzisz i dajesz im to, czego chcą.
E: O jakie porady ludzie proszą cię najczęściej?
R: Często dostaję pytania o chłopaków. Ludzie umawiają się z wyidealizowanym obrazem człowieka, a on nigdy się nie zjawia, więc czują się rozgoryczeni. Ludzie mogą się zmieniać na lepsze i na gorsze, ale trzeba zaakceptować to, jakimi są, w momencie, kiedy ich spotykamy.
E: Jesteś kobietą, którą uwielbiają wszystkie kobiety, które znam. Serio! Czy wiesz, dlaczego?
R: Pytasz niewłaściwą osobę! Nie wiem, może dlatego, że teraz jestem „puszysta”. Nie wiem.
E: Czy mogę powiedzieć, że uwielbiam to, jak teraz wyglądasz?
R: Zamierzam wrócić na siłownię, ale nie chcę stracić bioder, pupy czy ud. Zrzucę parę kilogramów, ale bez przesady. I myślę sobie o moich cyckach „Stracę wszystko! Nic nie zostanie!”, ale taka jest cena. Nie ma dupeczki bez oponeczki.
E: Ale inspirujesz tyle kobiet.
R: Owszem, to jest super. Ale muszę być i pozostać zdrowa, bo mam już 30 lat, zabawa się skończyła. Zabawa z z mac’n’cheese w środku nocy.
E: Wielu muzyków zakłada własne firmy, ale Twoja marka Fenty Beauty ma zasięg światowy.
R: Dziękuję. Nie był to żaden nowatorski pomysł. Po prostu podeszłam do make-upu tak, jak do wszystkiego innego. Nie spodziewałam się, że ludzie będą mieli tak emocjonalne nastawienie do tej marki, bo po raz pierwszy odnaleźli kolor swojej skóry w buteleczce na półce. To właśnie to zbliża mnie do klientów, także teraz.
E: Co Twoim zdaniem sprawiło, że podeszłaś do tego inaczej niż reszta?
R: To oczywiste – chciałam, żeby kobiety wiedziały, że ktoś o nich myśli, i żeby nie czuły się wykluczone, nieważne z jakich powodów.
E: Amen.


