Regina Spektor – Remember Us to Life (2016), recenzja Kamila Pawłowskiego

0
180

Regina Spektor już wiele lat temu dała się poznać jako wszechstronna artystka obdarzona muzyczną wyobraźnią, która pozwala odnaleźć się jej w niemal każdej sytuacji muzycznej. W pozostaniu w zgodzie ze sobą nie przeszkodziły jej nawet drobne romanse z mainstreamem – nagranie czołówki do popularnego serialu oraz opylenie swoich kilku kawałków do reklam telewizyjnych.

Amerykańska wokalistka przyzwyczaiła nas do tego, że z każdym nowym albumem ukazuje nam ciekawsze oblicza swojej muzycznej rzeczywistości. Nie dostajemy jednak nic na tacy. Regina jak matrioszka ukrywa pod kolejnymi warstwami swojej twórczości coraz to bardziej interesujące elementy. Nie inaczej jest na siódmej studyjnej płycie Remember Us To Life, którą artystka nagrała po czteroletniej przerwie spowodowanej m.in. narodzinami dziecka.

O ile większość songwriterów stara się na swoich albumach utrzymywać równowagę kompozycyjną, o tyle Regina Spektor z zabawy gatunkami muzycznymi zrobiła swój znak rozpoznawczy. Na najnowszym krążku artystki przeważają co prawda kameralne ballady, ale dość swobodnie przeplatają się one z surowym rockiem, ambitnym popem, bezpretensjonalną elektroniką, a nawet elementami hip-hopu. Regina jak na wykształconą pianistkę przystało, śmiało sięga także po muzykę klasyczną, chociażby ulubionego Fryderyka Chopina, czemu wyraz dała na płycie Begin To Hope z 2006 roku.

Remember Us To Life to zbiór jedenastu piosenek, których tłem jest nieodłączny atrybut rudowłosej artystki – fortepian. Krążek otwiera Bleeding Heart, jeden z najmocniejszych punktów tego wydawnictwa. Spokojna melodia na początku utworu przeplata się z nienachalnymi elektronicznymi dźwiękami, w finale ustępuje zaś miejsca rockowej nawałnicy. Z kolei Small Bill$ to porywający numer, do którego Spektor rapuje w zwrotkach, a całości dopełnia piskliwy refren, przypominający psychodeliczny fragment utworu Ghost Town zespołu The Specials. I to w zasadzie koniec hipstersko-luzackiej Reginy. A szkoda, bo na agresywniejszych bitach potrafi popłynąć ona lepiej niż niejeden raper zza oceanu. Pozostałą część albumu wypełniają piosenki w starym stylu – takie, dzięki którym lata temu rozkochała w sobie publiczność z całego świata. Ballady rozpisane na fortepian takie jak Black & White, Obsolete czy The Visit z pewnością zaspokoją oczekiwania oddanych fanów nostalgicznej strony artystki.

Regina Spektor snuje swoje opowieści z wyczuwalną nutką ironii i puszcza do nas oko przy każdej możliwej okazji. Mimo że w dorobku wokalistki znajdują się głównie spokojne kompozycje, to nie uświadczymy tu nudnych balladek czy banalnych melodyjek, które posłużyłyby gimnazjalistkom jako dzwonki do komórek. Spektor jest świadomą artystką, która przez ostatnie piętnaście lat wyrobiła swój rozpoznawalny styl. A nowa płyta potwierdza, że sprawdzonej, ale wciąż nienudzącej się estetyki zmieniać nie zamierza. Album Remember Us To Life na pewno nie zrewolucjonizuje światowej sceny muzycznej, ale pokazuje, że choć wszystko już słyszeliśmy, to ciągle jest przestrzeń na zjawiska wywołujące szczery uśmiech na twarzy. Oryginalny sposób, w jaki urocza piosenkarka zestawia ze sobą elementy muzycznej tradycji z nowoczesnością, i nienachalny charakter interpretacji powodują, że całość brzmi piekielnie interesująco.