Trzeba przyznać, że Ray Wilson dba o swoich fanów, ponieważ wydaje płyty jedna za drugą. W 2016 roku na półkach znalazły się aż dwa albumy studyjne: Song For A Friend i Makes Me Think Of Home. Krótko po tym, muzyk rozpoczął trasę koncertową po Europie, podczas której zagrał ponad sto koncertów. I to doprowadziło do powstania Time And Distance. Na najnowsze wydawnictwo składają się utwory właśnie w wersji koncertowej.
Time And Distance stanowi syntezę trzech koncertów, które odbyły się w Hamburgu (Markthalle), Zoetermeer (Cultuurpodium Boerderij) i w Heerlen (Parkstad Limburg Theatre). Cały materiał został podzielony na dwie części.
Pierwsza płyta jest w całości poświęcona zespołowi Genesis, w którym w latach 1996 – 1998 Ray był wokalistą. Co ciekawe, we wrześniu tego roku minęło dokładnie dwadzieścia lat od ukazania się albumu Calling All Stations, nagranego w składzie Ray Wilson, Tony Banks i Mike Rutherford. Być może dlatego tytułowy kawałek właśnie z tego albumu znalazł się jako numer jeden na trackliście Time And Distance. Jest to mocny, gitarowy utwór. Przepełnia go dramaturgia i odrobina tajemniczości. Chyba nie można było wybrać lepszego numeru na początek.
Oprócz wspomnianego wcześniej Calling All Stations, Ray umieścił na tej płycie także inne kompozycje stworzone wspólnie z Genesis. The Dividing Line jest energetycznym numerem, a dynamizmu nadają w nim uderzenia perkusji. Z kolei Not About Us to nastrojowa ballada, w której przepięknym elementem stają się dźwięki wiolonczeli i fletu poprzecznego.
Kolejne propozycje na krążku stanowią ukłon artysty w stronę poprzednich wokalistów grupy Genesis – Phila Collinsa, Petera Gabriela i Mike’a Rutherforda. Muszę przyznać, że naprawdę nie jestem w stanie ocenić, które wersje są lepsze. Ale tu chyba nie o to chodzi. Carpet Crawlers w wykonaniu Petera Gabriela brzmi magicznie, kunsztownie, trochę aktorsko. Z kolei Ray absolutnie czaruje chrypką w głosie, a jego interpretacja ma pazur. Another Cup Of Coffee w oryginale ma energię, a warstwa wokalna jest postawiona na równi z instrumentalną. W wersji Wilsona słychać zaangażowanie. Wokal jest na tyle mocny i świetny, że Ray mógłby ją zaśpiewać jedynie przy akompaniamencie gitary.
Jednym z moich ulubionych propozycji Raya jest Another Day In Paradise. I choć uwielbiam ten utwór w wykonaniu Phila Collinsa, to nowa aranżacja i dźwięk smyczków nadaje mu świeżości.
Drugą część Time And Distance stanowi autorski materiał artysty. Całość otwiera Alone, który pierwotnie pochodzi z płyty The Next Best Thing. Jak mówi sam Ray, przypomina mu on o jego ojczyźnie – Szkocji. Jest to nostalgiczna ballada, która ma w sobie coś tajemniczego i zjawiskowego. W kilku momentach pojawia się charakterystyczny motyw gitarowy, który według mnie staje się pięknym ozdobnikiem.
Moim zdaniem Propaganda Man jest utworem bardzo wyjątkowym. Początkowo Ray czaruje jedynie swoim głosem i brzmieniem gitary akustycznej. Z każdą kolejną minutą wszystko zaczyna się powoli rozwijać. Można usłyszeć delikatne dźwięki klawiszy, smyczków i fletu. Potem następuje kulminacja w postaci solówki na gitarze elektrycznej w wykonaniu Aliego Fergusona. Całość kończy tylko gitara i głos wokalisty. Osobiście sądzę, że ten kawałek to majstersztyk.
Kolejną perełką jest Take It Slow. Ray to taki typ artysty, który mógłby wejść na scenę i zaczarować publiczność jedynie swoim śpiewem, bez żadnego akompaniamentu. Ale ta kompozycja dowodzi, że zaproszenie do współpracy właściwych muzyków owocuje powstaniem czegoś naprawdę wyjątkowego. W tym przypadku chodzi o saksofonową partię w wykonaniu Marcina Kajpera. Całość naprawdę zwala z nóg.
Song For A Friend zasługuje na szczególną uwagę zarówno ze względu na walory muzyczne jak i na historię powstania. Artysta napisał tę piosenkę dla swojego przyjaciela, który żyjąc w beznadziei jako osoba sparaliżowana postanowił popełnić samobójstwo.
Superlatyw pod adresem Raya można mnożyć bez końca. I choć osobiście nie lubię albumów z serii „odgrzewane hity” to w tym przypadku totalnie zmieniam zdanie. Time And Distance to prawdziwa gratka dla fanów, aranżacje są świetne, nie przekolorowane. Jest to dowód na to, że Ray Wilson to klasa sama w sobie.

