Rihanna w listopadzie bieżącego roku wyda swój siódmy studyjny album. Siódmy. Siedem albumów w przeciągu siedmiu lat odkąd rozpoczęła karierę. Jedenaście numerów jeden na Billboard Hot 100, ani jednego albumu na szczycie Billboard 200. Czy tym razem się jej uda?
Britney Spears zadebiutowała w showbiznesie około 1998 roku, czyli 14 lat temu. Ma na swoim koncie siedem albumów. Christina Aguilera również zadebiutowała około 1998-1999, a swój siódmy album wyda dopiero w tym roku. Alicia Keys pojawiła się w 2002 roku, a teraz – po dziesięciu latach – wydaje piąty album. Mam wymieniać dalej? Madonna. Pierwszy album wydała w 1983 roku, czyli 29 lat temu. MDNA wydane w tym roku do jej DOPIERO dwunasty album. Jak tak dalej pójdzie – a Madonna nic nowego nie wyda w przeciągu następnych pięciu lat – to w w 2017 Rihanna i Madonna będą miały na swoim koncie tyle samo krążków. Paradoks? Parodia?
Nie. Masowa produkcja. Jak z taśmy – produkt. Rihanna jest produktem, Rihanna nie jest artystką. Kilka podstawowych argumentów potwierdzających tę tezę: nie pisze własnych utworów, nie tworzy ich – jedynie idzie do producentów i przebiera, jak w sklepie. Kupuje kolejne piosenki, ktoś nagrywa je jako demo – jak się jej spodoba, to nagrywa, jak nie, to odrzuca. Dobra, obalicie moje argumenty mówiąc, że np. Spears czy Aguilera też nie piszą swoich utworów. Otóż – Britney napisała w swoim życiu kilka piosenek i kilka z nich wydała. Aguilera natomiast od zawsze pisze swoje utwory, ale również współpracuje z innymi – którzy piszą lub współpiszą z nią utwory.
Rihanna – jak już powiedziałem – wybiera się jedynie na zakupy. Tak naprawdę – podejrzewam – że nie ma nawet wpływu na to, jakie ostatecznie utwory trafią na jej krążek, a które nie. Na pewno ma też problemy z wybieraniem, który akurat wyda teraz na singiel. Jest jak marionetka, sterowana m.in. przez Jay-Z czy L.A. Reida – oboje odpowiedzialnych za jej „karierę”.
Dlaczego tak twierdzę i dlaczego rzucam takie tezy, oskrażenia? Dwie pierwszy płyty Rihanny rzeczywiście może były „jej”. Ale dalej już nie, Good Girl Gone Bad odniosło sukces, panowie z wytwórni Island Def Jam poczuli łatwy zysk i się zaczęło. Jestem w stanie uwierzyć jedynie w jedno: jedyny, prawdziwy album Rihanny to Rated R. Album na którym słychać i czuć jej emocje, czuć to, co zrobił jej Chris Brown. Ale… nie na długo moja wiara w nią trwała. Zaledwie kilka tygodniu po wydawaniu emocjonalnych singli i ciekawych piosenek Rihanna się zmienia. Jest szczęśliwa i śpiewa, że jest only girl in the world… A potem, że znalazła love in the hopeless place… Teraz śpiewa o diamentach. Loud był sukcesem, wesołe puste piosenki dobrze się sprzedawały. Na Talk That Talk tylko We Found Love dobrze się przyjęło, później Where Have You Been. Znów, producenci i wytwórnia „zajarzyli”, że szczęśliwa Rihanna, słodka, dance’owa, radosna, sprzedaje się lepiej. I tak mam Diamonds. Kolejną piosenkę – która pewnie odniesie sukces – i która jest nijaka.
Jaka jest prawdziwa Rihanna? Kim jest Rihanna? Kto potrafi odpowiedzić na to pytanie po siedmiu latach ciągłego słuchania tej dziewczyny? Włosy miała już czarne, czerwone, blond, krótkie, kręcone, proste… Dobra, jest kobietą, niech się zmienia. Ale jaka jest prawdziwa Rihanna? Jeśli miałbym odpowiedzieć na to pytanie, to prawdziwa Rihanna była przez moment, na Rated R. Pozwoliła sobie na chwilę słabości (bądź odwrotnie – postawiła na swoim), po czym znów zaczęła słuchać „podpowiadaczy”.
Oczywiście ja jestem jednym z nielicznych „narzekaczy”, przecież mogę jej po prostu nie słuchać. W tym jednak problem, że jej „podpowiadacze” wybierają utwory, które są po prostu trafne. W ogóle cały album Loud podobał mi się bardzo – taki hamburger, a przecież wszyscy lubimy hamburgery. Jeśli już mam się wypowiadać, to niech jej siódmy krążek będzie bardziej jak Loud, a nie jak nietrafiony i bardzo nijaki Talk That Talk. Marzeniem jest Rated R Part 2, ale to na pewno nigdy nie nadejrze. Marzeniem jest również – droga Rihanno – abyś odeszła na urlop, dwu- trzyletni, po czym wróciła. Wtedy na pewno zdobędziesz upragniony numer jeden na Billboard 200. A tak, jedenaście singli na szczycie Billboard Hot 100… robi wrażenie. Ale – Beyonce ma na swoim koncie 4 albumy i wszystkie numer jeden na Billboard 200. Zazdrosna?
Rihanno, weź się w garść i zacznij decydować sama o sobie. W końcu masz już 24 lata.



