Woodstock nie sposób tu wszystko zobaczyć, nie sposób nie chcieć zobaczyć wszystkiego. 19. Przystanek Woodstock, czyli miłość, przyjaźń, muzyka w pigułce.
Każdy, kto myśli, iż Woodstock zaczyna się 1 sierpnia, nieco się myli. Zabawa zaczyna się w momencie wyruszenia. Woodstockowy pociąg, naładowany po brzegi pozytywnie nastawionymi ludźmi. Po 9 godzinach podróży z Gdańska, w końcu Kostrzyn. Tłum się wylewa, po niemałym spacerku, jesteśmy na polu. Poszukiwanie miejsca – człowiek nawet nie wie, kiedy się zdążył rozbić, a tu już zaraz oficjalne otwarcie Wooda.
Chyba nie widziałam na otwarciu jeszcze takiego tłumu. Tradycyjne – odjazd, samoloty malujące Polską flagę na niebie. Pierwszą gwiazdą dużej sceny był Kamil Bednarek – jak dla mnie zaskoczenie – nie sądziłam, że tak dobrze będę się bawić na jego koncercie, nawet podłapałam kilka tekstów refrenu.
Mała przerwa na ochłonięcie w tym upale. O ile jeszcze to zalicza się do upału, a nie czegoś więcej. Po 3 dniach na polu w Kostrzynie doszłam do refleksji, iż gdyby ktoś zostawił mnie na pustyni, przeszłabym całą.
Ale koniec z upałami kolejny koncert – Atari Teenage Riot. Słyszałam kilka ich kawałków, więc byłam ciekawa, jak oni grają na żywo. Genialny koncert, tańcząc wypociłam chyba połowę swojego tłuszczu. Warto było. Nie wiem, czemu ten zespół jest tak mało znany, grając taką muzykę.
Kolejnie Big Cyc – przez wielu znajomych uważani, jako największa atrakcja wieczoru. I tak też było, wszyscy śpiewali, każdy tańczył – na swój sposób. Big szaleństwo.
Gooral & Mazowsze – jak dla mnie wielka pomyłka, to, że udała im się jedna piosenka, nie oznacza, że reszta też będzie dobra.
Happysad – niby każdy zna, niby każdy lubi. Nie wiem czy to zmęczenie, ale odczułam niedosyt z tego koncertu. Dobrze grali, ale czy to oni powinni być zdobywcami Złotego Bączka Dużej Sceny? Jak dla mnie nie, ale w końcu to ich wybrali.
To tyle z dużej sceny, ale jeszcze zajrzałam do Pokojowej Wioski Kryszny. Enej – niby mam po dziurki w nosie utworu – tu twoje radio, ale jednak wybawiłam się. Genialna atmosfera.
I tak minął dzień pierwszy, i uznałam go za dobry.
Rano trzeba wstać. O godzinie dziesiątej na ASP – Kuba Wojewódzki. Przychodzę nie świadoma niczego, a tam tłuuuumy ludzi. Nie dziwi mnie to jednak, aż tak bardzo. Ciekawy, inteligentny człowiek, to i przyszli posłuchać. Trochę o dziennikarstwie, o specyfice talk show i o tym, że nie zawsze można odpowiedzieć tak lub nie.
Duża scena. Death by Chocolate i Mech, ciekawie i fajnie. Farben Lehre – myślałam, że będzie tak sobie, a tu pozytywne zaskoczenie i dobra zabawa. W końcu przychodzi chwila na gwiazdę wieczoru – Anthrax. Wielkie oczekiwania i wielkie rozczarowanie. Odniosłam wrażenie, że większość ludzi przyszła pod dużą scenę tylko po to, iż wypada, bo są znani. Ale czy jest sens gapić się i nie bawić? Kiedy wyszedł Jurek i zagrzewał nas do bisu, odnosiło się wrażenie, że bardziej poruszył tłum niż zespół. Na koniec koncertu dało się słyszeć kilkoro ludzi krzyczących – Srantax. Sami oceńcie czy to nieznajomość nazwy zespołu czy ocena koncertu…
I tak minął dzień drugi, i mimo wszystko uznałam go za dobry.
Clock Machine – dobra energia, mogłam poszaleć. Kabanos – można odczuć, iż czasami pogo po prostu boli. Hunter 'Metal Project’ – by być z wami w pełni szczerą – byłam zasmucona tym, że będą grać tylko covery. Jednak słysząc np. We’re living in America! Sama wrzeszczałam, zdzierając i tak zdarte już przez 2 dni struny głosowe. Koniec końców mogę zaliczyć ten koncert do udanych. Potem Leningrad i Soja. Zabawa trwa, zbiera się wiatr i z daleka widać błyskawicę – i pytanie w głowie czy dziś w nocy namioty będą pływać? Całe szczęście nie.
I tak minął dzień trzeci, i co mi tam – uznałam go za dobry.
Z rana deszcz na pobudzenie, zwijanie namiotów, pakowanie, droga powrotna. Jakim cudem minęły już 3 dni? Pociągi powrotne, nie są już tak pełne przyjaźni, ale nadal zabawa trwa, tylko w jeszcze większym ścisku.
I tak minął cały 19. Przystanek Woodstock – miejsce, w którym możesz poczuć się sobą, wybawić, stracić pieniądze – nie wiedzieć, czemu wszystko staje się coraz droższe, możesz ponarzekać na koncerty albo szaleć z radości. Mimo wszystko i tak na koniec każdy mówi – i trzeba teraz czekać rok. Także i ja mówię – do zobaczenia za rok, na okrągłej rocznicy Woodstocku.
