„Prawdziwy artysta ciągle chce tworzyć więcej i poszukiwać”. Wywiad z Wojtkiem Mazolewskim i Johnem Porterem

Dwoje niesamowitych muzyków z olbrzymim bagażem doświadczeń, których można obserwować na scenie od wielu lat. Pierwszy raz ich złączone siły można było usłyszeć na „Chaosie pełnym idei”,a teraz przyszedł czas na Philosophie.

Połączenie dwóch różnych historii. Wojtek Mazolewski, polski skarb na scenie światowej. Grający na całym świecie ze składami Pink Freud oraz Wojtek Mazolewski Quintet. 2016 rok przyniósł nam jego projekt zatytułowany „Chaos pełen idei”, na którym współpracował z wieloma cudownymi muzykami, w tym Johnem. Nie skłamię nazywając go ikoną, legendą Porter wyznaczył nową jakość muzyki na polskim rynku muzycznym. Nie można nazwać tego człowieka przewidywalnym: członek pierwszego składu Maanam, grał z Maciejem Zembatym, grał w duecie z Anitą Lipnicką, wydał solowe płyty, a także stworzył legendarny Porter Band.

Zapytaliśmy ich w rozmowie telefonicznej o proces powstawania płyty, początki, inspirację i wiele więcej.

Nikola Nina Skopowska: Dwie ikony muzyki, a prywatnie dwoje przyjaciół. Jak to się przekłada na waszą współpracę?

John Porter: Przede wszystkim nagrywamy razem płyty!

Wojtek Mazolewski: Otwartość pomaga w każdym aspekcie życia, także w robieniu muzyki. Chodzi o dzielenie się swoją energią, swoim doświadczeniem, całym sobą.

NNS: Można was obserwować od wielu lat na scenie muzycznej. Czy jest coś, czego brakuje wam z tamtych lat?

John Porter: Myślę, że nie. Uważam, że rynek muzyczny cały czas się rozwija. Każdy robi swoje. Może gdybym trochę młodszy mógł być…

Wojtek Mazolewski: Muzyka i świat idą do przodu. Chodz jestem cały czas zafascynowany latami 60’/70′ to muzykę robie tu i teraz. Chodzi mi o nastrój społeczny, jaki wtedy był. Szczególnie jak muzyka i ludzie oddziaływali na siebie wzajemnie.Muzyka wtedy pomagała ludziom zmieniaiać świat. Wydarzenia w tamtym czasie miały ogromny wpływ na kulturę. Rewolucja społeczna, lato miłości, rewolucja seksualna, emancypacja kobiet, walka z rasizmiem, to wszystko odbijało się na rozwoju muzyki w tamtych czasach.

NNS: Jak wspominacie swoje początki? Jest coś, co chcielibyście przekazać osobom, które dopiero rozpoczynają swoją drogę?

John Porter: W tej sprawie przemawia przeze mnie stara szkoła, czyli: pracuj, pracuj, pracuj!

Wojtek Mazolewski: Ja uważam, że przede wszystkim powinno się robić to, co się kocha. Wtedy świat nam pomaga. Trzeba być wytrwałym, bo to nie przychodzi od razu.

NNS: Jaki był proces powstawania tej płyty?

John Porter: Umówiliśmy się, poszliśmy do studia i nagraliśmy. Był to proces dość spontaniczny, jednak nie chaotyczny. Mamy w tym wolność w duchu w tym, co robimy. Nie czujemy żadnych ograniczeń.

Wojtek Mazolewski: Tryska z tego procesu kreatywność. Jest dużo przestrzeni, do robienia tego, co się chce. Koledzy z zespołu, Rubens i Hary, od razu podłapali temat. Każdy z nas dołożył do tego coś od siebie. To był bardzo przyjemny proces, ponieważ czułem cały czas partnerską aktywność .

NNS: Jaka jest filozofia życia Portera i Mazolewskiego?

John Porter: Trzeba szukać siebie, tego co się kocha.

Wojtek Mazolewski: Uważam, że moją filozofią jest właśnie robienie tego co się kocha. Spełnianie marzeń, podążanie za intuicją, i dzielenie się tym z innymi.

NNS: Mieliście okazję odsłonić album na Spring Breaku w Poznaniu. Jaki był odzew publiczności?

John Porter: Odzew był bardzo pozytywny. Dziękujemy bardzo tamtej publiczności za tak ciepłe przyjęcie.

Wojtek Mazolewski:  Byłem bardzo zdziwiony, że płyta puszczona z odtwarzacza może wywołać tyle pozytywnych wrażeń. Nawet przy takim odsłuchaniu, niesie tak dużo energii ze sobą.

NNS: Na tle całości mocno wybija się utwór 1 – 2 – 3 and … . Skąd pomysł na niego?

John Porter: Chcieliśmy wprowadzić inny kolor instrumentalnie. Dlatego wpadliśmy na pomysł, by użyć harmonijkę ustną. Chcieliśmy złapać luz amerykański, a jednocześnie mając tekst, który jest przeciwieństwem.

NNS: Don’t ask me questiones to piosenka, jak to opisał John, o szukaniu nieosiągalnej '”idealnej miłości”, ale czym jest dla was ta idealna miłość?

John Porter: W moim wieku już wiem, że coś takiego jak idealna miłość nie istnieje, ale istnieje za to dobra miłość. Chodzi o wyidealizowane wzorce, do których się dąży, a które nie istnieją.

Wojtek Mazolewski: Moim zdaniem często narzucamy sobie idealizm i sami siebie tym krzywdzimy. Prawdziwa miłość to też przyjaźń, a czasami mylimy to z pożądaniem, namiętnością, posiadaniem. Do miłości trzeba dojrzeć. Żeby czerpać dobro z miłości trzeba zrozumieć, że nie można tego przeidealizować. Wtedy za każdym razem to co masz, nawet najlepszego na świecie, może być niedocenione. Dlatego mówimy „nie zadawaj mi pytań”, by wywołać refleksję u każdego z nas nad błędami, które popełniliśmy.

NNS: Po tylu latach grania wciąż czerpiecie z tego taką samą radość?

John Porter: Ja mogę powiedzieć, że nawet większą! Jestem teraz bardziej świadomy, coraz lepszy w tym co robię. Scena to mój dom. Prawdziwy artysta ciągle chce tworzyć więcej i poszukiwać.

Wojtek Mazolewski: Zdecydowanie tak! Granie to mój największy narkotyk. Im więcej mogę to robić, tym lepiej. Muzyka to niekończący się proces i rozwoju. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę ile jeszcze jest czasu przed tobą. Im więcej posiada się doświadczenia, tym z większą łatwością się operuje muzyką. Muzyka nie ma granic!

NNS: Czego może się spodziewać słuchacz po koncertach, na których będziecie wykonywać ten materiał?

Wojtek Mazolewski: Ognia! Oprócz faktu, że będziemy grać naszą płytę, to kochamy scenę . Po to nagraliśmy tę płytę, by móc spotykać się z wami na scenie. Chcemy was zaprosić na koncert, by czerpać radość razem z nami. Będziemy dawać z siebie wszystko, by ze sceny biła niesamowita energia i leciały pioruny.

John Porter: Będzie bardzo spontanicznie.

Czytaj również