Kojący głos z Ameryki. Poznajcie Sleeping at Last

Gdy po raz pierwszy przypadkowo usłyszałam piosenkę Saturn, stwierdziłam, że dawno nie słuchałam niczego bardziej chwytającego za serce. Utwór jest pełen smutku, ale i nadziei. Mimo że traktuje o czymś tak mrocznym jak śmierć – pozostawia światełko w tunelu. Wyciska łzy. A to wszystko za sprawą muzycznego geniusza – Ryana O’Neala i jego muzycznego projektu, kryjącego się pod nazwą Sleeping At Last.

Ryan O’Neal jest amerykańskim multiinstrumentalistą, samodzielnie komponuje i pisze piosenki. Początkowo muzyk zaprosił do współpracy swojego brata Chada O’Neal’a w roli perkusisty, zaś za bas chwycił Dan Perdue. Twórcy wspólnie stworzyli cztery albumy – debiutancki Capture, Ghosts, Keep No Score oraz Storyboards. W tworzeniu drugiego z nich grupę wspomógł Billy Corgan – frontman The Smashing Pumpkins. Melodyczny, porównywany z twórczością Radiohead czy U2, album zyskał dobre noty od krytyków. Każdy z nich jest pełen czystego piękna – poetyckich, pełnych refleksji tekstów oraz delikatnych melodii. Dzieła zamykają równie piękne, inspirujące okładki, od których ciężko oderwać wzrok. Wydany w 2012 roku singiel Turning Page znalazł się nawet na ścieżce dźwiękowej filmu Zmierzch: Przed Świtem.

Z biegiem lat, po wydaniu czterech wspólnie stworzonych albumów, muzycy opuścili projekt by skupić się na własnej twórczości – na pokładzie pozostał jedynie Ryan. Pomysłodawca nie porzucił jednak swojego projektu i do teraz tworzy solowo, wciąż przedstawiając się jako Sleeping At Last. Dnia 12 grudnia 2012 roku, muzyk ogłosił za pośrednictwem Twittera początek całkowicie nowego projektu – serii EP-ek. Do dziś powstało aż jedenaście części muzycznej podróży, skrytej pod tytułem Atlas. To prawdziwe dzieła sztuki, tytuły to nazwy ciał niebieskich, stron świata, oceanów… Dopracowane, świetnie skomponowane delikatne melodie w połączeniu z poetyckimi, trafiającymi w samo sedno tekstami sprawiają, że obok tej muzyki nie można przejść obojętnie. Utwory napełniają nadzieją i radością, niosąc w sobie też odrobinę smutku. Bo jakże pięknym jest to, że w ogóle istniejemy? Trafią do ludzi lubiących nostalgiczne refleksje, rozgwieżdżone noce i długie spacery. Zainspirują tych, wędrujących po krainach wyobraźni. Tym, którzy szukają mentalnego odpoczynku, pozwolą odpocząć i zatopić się w dźwiękach. Udowodnią, że by przekazać emocje nie zawsze konieczne są słowa. Warto sięgnąć zarówno po studyjne albumy, jak i wszystkie Atlas’owe EP-ki. Gwarantuję – będziecie do nich wracać.

Posłuchajcie również coverów.

Czytaj również