Szwajcaria sama w sobie jest dla wielu osób zagadką. Poza tym, że kraj ten jest światową stolicą czekolady Milka, powinien być również okrzyknięta państwem solidnego grania. Zespół Gotthard choć z blisko 30-letnim dorobkiem, dla Polski jest wciąż nieodkrytym szczytem w historii muzyki rockowej. Poznajcie ich losy od wielkiej sławy, przez wielką tragedię na drodze, aż po ponowne odrodzenie.

Gotthard to szwajcarski zespół hardrockowy, który razem z anglojęzycznym repertuarem jest jednym z najbardziej cenionych muzycznych kapel, jaka kiedykolwiek zaistniała w Szwajcarii. Zespół sprzedał ponad dwa miliony albumów na całym świecie, z czego milion sprzedano w samej Szwajcarii, zaznaczając, że kraj liczy mniej niż osiem milionów mieszkańców. Grupa cieszyła się także ogromną popularnością w Niemczech, krajach wschodnich i azjatyckich.
Początki jej powstania sięgają 1992 roku, w Lugano, włoskojęzycznym kantonie Ticino na dalekim południu Szwajcarii. Zespół początkowo nazywał się Krak, a jego skład wchodzili: wokalista Steve Lee, gitarzysta Leo Leoni, basista Marc Lynn i perkusista Hena Habegger. Pod kierownictwem kompozytora, założyciela Krokusa – Chrisa von Rohra, zespół zmienił nazwę na Gotthard. Nazwa pochodzi od świętego Gottharda, rzymskokatolickiego świętego, po którym nazwano znaną przełęcz św. Gottharda w Szwajcarii.
Z von Rohrem na czele jako producentem i współtwórcą piosenek oraz wytwórnią BMG, zespół zaczął nagrywać swój imienny debiut, Gotthard (1992). Oprócz von Rohra, Lee i Leoni byli głównymi autorami tekstów. Debiut muzyków został doskonale przyjęty, w tym nagrodzony platyną za sprzedaż płyty, a teledyski do takich numerów jak Hush i All I Care For zaczęły regularnie pojawiać się na antenie MTV.
Po kilku międzynarodowych trasach Gotthard powrócił do studia, czego rezultatem był Dial Hard (1994), drugi album zespołu. Odniósł on jeszcze większy sukces niż Gotthard, spędzając kilka tygodni na pierwszym miejscu w Szwajcarii. Notowano go również w Niemczech i Japonii, a ostatecznie zdobył platynę, częściowo ponownie dzięki rotacji klipów Mountain Mama i I’m on My Way w ramówce największego kanału muzycznego wszech czasów.
W 1995 roku zespół i von Rohr udali się do Los Angeles, aby nagrać kolejny album, G. (1996), którego wydanie poprzedził singiel Father Is That Enough?. Grupa bez zmian liderowała na listach rockowych przebojów w rodzimym kraju oraz w Niemczech i Japonii, gdzie również odbyła się kolejna wyprzedana trasa koncertowa. Mandy Meyer, niegdyś gitarzysta Asia, zasilił szeregi zespołu. Później odszedł w 2004 roku i został zastąpiony przez Freddy’ego Scherera, który jest w zespole aż do dziś.
Kolejny, tym razem pierwszy koncertowy album – D-Frosted (1997) wytyczył poniekąd nową ścieżkę. Zespół dał się poznać z nieco łagodniejszej strony oraz jednocześnie pokazał tym, którzy nigdy wcześniej nie mieli okazji być na ich koncercie, jak bardzo są potężni na żywo. Open (1999) zasilił studyjny dorobek kapeli, spędzając pięć tygodni na szczycie szwajcarskiej listy albumów. W tym momencie Gotthard koncertował już całej Europie, a w 2000 roku zagrali pierwszy singiel z kolejnej płyty i dotąd jeden z największych przebojów – Heaven. Pochodzi on z płyty Homerun (2001).
Następnie wydano kolekcję ballad na krążku One Life One Soul (2002), a udali się w muzyczną podróż z Human Zoo (2003). Znaczni obszerniejszą składanką było One Team One Spirit (2004), które poprzedziło wydanie kolejnego studyjnego albumu – Lipservice (2005) z kilkoma hitami jak Anytime Anywhere. 2006 rok przyniósł kolejną, genialną koncertówkę Made in Switzerland, a 2007 płytę studyjną Domino Effect. Dwa lata później w 2009 roku zespół dostarczył Need to Believe – dziewiątą płytę wraz z trasą koncertową, którą na późnym etapie niestety przerwano. To była ostatnia płyta i trasa w dobrze nam znanym składzie…
5 października 2010 roku zmarł Steve Lee. Charyzmatyczny, obdarzony wyjątkowym i niepowtarzalnym głosem, pierwszy i jedyny wówczas lider grupy Gotthard. W weekend, w przerwie od koncertów, Steve wraz z innymi miłośnikami motocykli przylecieli do USA, aby spełnić swoje marzenie – podróż przez stany na Harleyach przez dwa tygodnie, które przez wiele lat nigdy nie było możliwe do zrealizowania ze względu na dalekosiężne plany tras koncertowych. 22 Szwajcarów rozpoczęło podróż w sumie 12 motocyklami. W tym punkcie z pewnością wielu osobom kreuje się stereotypowy scenariusz o nierozważnym kierowcy i nadmiernej prędkości. Nic bardziej mylnego.
Z powodu problemów technicznych i nadejściu deszczu, grupa musiała zatrzymać się na poboczu, około 50 kilometrów do Las Vegas, aby zająć się naprawą i wyposażyć w odpowiednią odzież na dalszą podróż. Nadjeżdżająca ciężarówka z niewytłumaczalnych powodów skręcała w stronę motocyklistów. Kierowca usiłował ich ominąć, niestety zahaczył przyczepą o pięć motocykli zaparkowanych na poboczu drogi, z których jeden uderzył i zabił Steve’a Lee. Próby resuscytacji zostały przerwane po 20 minutach. Artysta zginął na miejscu. Nikt poza nim nie ucierpiał.
Po roku rozpaczy i odzyskiwania sił, pozostali członkowie zespołu zadecydowali o kontynuacji działalności. W listopadzie 2011 roku ogłosili informację o wyborze nowego wokalisty – Nica Maeder’a, wydając nowy utwór Remember It’s Me. W następnym roku wydali swój dziesiąty album studyjny Firebirth, choć ogólnie uważany był za pierwszą płytę w drugim rozdziale Gottharda. Warto zaznaczyć, że w 2012 roku zespół z piosenką Starlight brał udział w 47. edycji festiwalu muzycznego Top of the Top Sopot Festival 2012 w Operze Leśnej. Nie był to jednak najlepszy moment, aby zasłynąć na polskiej scenie (spóźnili się co najmniej o dwa lata), biorąc pod uwagę zastałe okoliczności i odnowionym składem legendarnej grupy. Zespół powrócił w 2014 roku z triumfalnie zatytułowanym Bang!, ich pierwszą płytą z francuskim tekstem. Trzy lata później, w 2017 roku, Gotthard świętowali 25. rocznicę swojego debiutu, wydając 12. album studyjny zatytułowany Silver.
Najnowsze dzieło Szwajcarów ukazało się w tym roku. Album o nazwie #13 wydał już na świat single takie jak Mysteria i Bad News. W ramach promocji krążka, muzycy zorganizowali koncert online podczas którego zaprezentowali najnowszy materiał.
Przez wszystkie lata działalności muzycy niemal w niezmiennym składzie, stanowili idealny przykład przyjaźni i zgrania. Od momentu tragicznego wypadku ich lidera, losy grupy były zagrożone. Cieszę się, że pomimo braku najsilniejszego wokalnego ogniwa, pozostali członkowie potrafili stanąć ponownie na nogi i kontynuować historię tak genialnej i niedocenianej grupy. Niedocenianej wśród Polskich słuchaczy, nad czym wciąż ogromnie ubolewam, a zwłaszcza nad faktem, iż bezpowrotnie straciliśmy możliwość gościć u siebie tak genialnego artystę jakim był Steve Lee.
