Kanye West promuje „początkującego artystę”, Paula McCartneya, czyli poziom głupoty i niewiedzy fanów współczesnej muzyki osiągnął level hard. Felieton Kuby Koziołkiewicza

Współczesna muzyka zmierza w bardzo złym kierunku, a co za tym idzie, również świadomość i podstawowa wiedza jej słuchaczy. Wiem, że część z Was się ze mną nie zgodzi, ale mam swoje zdanie, którym chciałbym się dzisiaj z Wami podzielić. W końcu to jest felieton – najbardziej subiektywny ze wszystkich gatunków dziennikarskich. Przywołuję tę definicję, bo czasem mam wrażenie, że wiele osób o tym zapomina. To tyle tytułem krótkiego wstępu. Teraz przejdę do rzeczy.

A rzecz jest dla mnie zatrważająca i przerażająca. Oczywiście, poziom aktualnej muzyki dał mi w ostatnich latach niejednokrotnie do zrozumienia, że dni, gdy szczyty list przebojów zdobywały utwory z sensem i przekazem, minęły bezpowrotnie. Myślałem sobie wtedy: ok, to jest znak naszych czasów. Lecz w świetle pewnego ostatniego wydarzenia, mam wrażenie, że obecne czasy to okres kompletnego regresu muzyki pod względem artystycznym, co wpływa na głupotę i bezmyślność ludzi jej słuchających. O jakim wydarzeniu piszę? O reakcji fanów na najnowszy singiel Kanye Westa.

Myślę, że większość z Was kojarzy temat, ale jeśli ktoś nie do końca wie, o co chodzi, to szybko wyjaśniam: 1 stycznia 2015 roku mąż Kim Kardashian opublikował swój nowy utwór, zatytułowany Only One, który nagrał wraz z jedną z największych postaci współczesnej muzyki rozrywkowej – Paulem McCartney’em. Myślę, a właściwie mam głęboką nadzieję, że wiecie, kim jest Paul McCartney, lecz jeśli tak nie jest – przypomnę: to basista The Beatles, chyba najważniejszego zespołu rockowego w dziejach ludzkości. Kwartetu, który według różnych informacji, sprzedał od 170 milionów do nawet miliarda sześciuset milionów płyt (!!!) na całym świeci. To wynik, z którym równać się może tylko Michael Jackson. Sprzedał on ponad 700 milionów egzemplarzy swoich albumów. Po co przytaczam te liczby? Po to, by ukazać głupotę współczesnych fanów muzyki, którzy po przesłuchaniu kompozycji Westa pytali na Twitterze kto to ten McCartney?, lub chwalili Kanye za to, że wspiera początkujących artystów. Naprawdę, nawet znany Internetowy gif z facepalmem nie jest w stanie oddać mojej reakcji na te komentarze. Ręce i nogi opadają.

Muszę teraz odpowiedzieć sobie na nurtujące mnie pytania. Dlaczego tak się dzieję? Jakim cudem ludzie nie kojarzą Paula McCartney’a? Osoby, która jest chyba tak samo znana jak Papież, Cristiano Ronaldo, czy Barack Obama? Moim zdaniem, jest kilka dróg interpretacji.

Pierwsza i najbardziej zabawna – po prostu, fani Kanye Westa to piętnastolatkowie, którzy jeszcze nie wyszli z gimnazjów, a ich ulubionymi artystami są Miley Cyrus, Taylor Swift i One Direction, czyli wykonawcy nachalnie promowani w radiu. Jeżeli byłoby tak w rzeczywistości, moje zmartwienia nie miałyby podstaw. Wiek 14, 15 lat to okres, w którym młodzi ludzie dopiero zaczynają poznawać swoją muzyczną wrażliwość. Są bardzo podatni na wpływy komercyjnych rozgłośni radiowych, ładujących w nich kupę przysłowiowego gówna. Ja sam będąc w 2 klasie gimnazjum z zamiłowaniem słuchałem Feela. Myślę, że moi rówieśnicy tak samo. Jednak po roku wspominałem ten okres z lekkim zażenowaniem i pojawiającym się w głowie pytaniem : jak mi się to mogło podobać? Co do nastoletnich fanów Kanye, głęboko wierzę, że ich nieświadomość muzyczna jest właśnie spowodowana krótkim doświadczeniem w poznawaniu muzyki, a za parę miesięcy bez problemu będą potrafili w kilku zdaniach stwierdzić, kto to jest ten Paul McCartney.

Lecz 15-letni fani Kanye nie są żadnym problem. To tylko malutkie jezioro przy wielkim oceanie. Podstawowym mankamentem jest fakt, że współczesna muzyka jest w 100% nastawiona na komercjalizację. Wprawdzie w latach 80. i 90. pojawiali się artyści ukierunkowani tylko i wyłącznie na sprzedaż, ale stali oni w niewielkiej opozycji do muzyków przez duże „m”, dla których wartością nie były tylko zera na koncie (choć nie ma co się oszukiwać – pieniądze są w zawsze ważne), ale też twórczy przekaz. Dziś, w XXI wieku, jeżeli twoja piosenka nie trwa maksymalnie 3 minuty i 30 sekund, nie posiada pustego, lekkiego tekstu, to nie ma prawa przebić się w komercyjnym radiu. Nie mówiąc już o warstwie muzycznej, której po prostu nie da się słuchać. Pojawiają się wyjątki, ale to tylko kropelka w morzu potrzeb wielu fanów muzyki. Oczywiście od czasu do czasu w RMFie, czy innej ZETce zagrają takie zespoły jak Metallica, Red Hot Chili Peppers, czy Led Zeppelin, ale dzieje się to niemal zawsze w pasmach po godzinie 22, kiedy to radia słuchają w większości stróże na nocnych zmianach lub kierowcy tirów, nie zwracający zupełnie uwagi na to, czy właśnie leci Stairway To Heaven, czy Anaconda.

Głównym winowajcą obecnego stanu rzeczy są oczywiście najpopularniejsze rozgłośnie radiowe, które poprzez swój komercyjny charakter, są najlepiej słuchane. Kiedyś jeden z moich kolegów z radia powiedział mi bardzo ważne zdanie: Nie radia tworzą hity. Radia grają utwory, które słuchacz chce usłyszeć. To jest chyba sedno sprawy, a zarazem domknięcie błędnego koła. Odbiorcy poprzez fakt, że w radiu leci tandetny pop, słuchają tandetnego popu i staja się jego fanami. Zatem skoro są oni fanami popu, to najpopularniejsze radia, nastawione na masowego słuchacza, puszczają taką, a nie inną muzykę. Proste jak budowa cepa. Tylko walorów poza ekonomicznych zdecydowanie brak.

W tym momencie muszę usprawiedliwić radiowych prezenterów, którzy mogą wydawać się sprawcami muzycznego ogłupiania ludzi. To nie jest tak, że jak Darek Maciborek na antenie zachwala najnowszą płytę, nie wiem, Katy Perry, to rzeczywiście ją lubi. On tylko wykonuje swoją pracę. Radio promuje takiego, a nie innego artystę, więc on musi wypowiadać się o nim w samych superlatywach. Nawet, jeśli uważa jego twórczość za totalny shit. Prawda jest taka, że większość radiowych prezenterów nie słucha popu. Wolą rock, jazz, a niekiedy muzykę klasyczną. Lecz w komercyjnych rozgłośniach dla takich gatunków przecież nie ma miejsca.

Jestem fanem rocka. Szczerze mówiąc, gdyby nie moje własne poszukiwania muzycznym doznań, prawdopodobnie nigdy nie słuchałbym takiej muzyki jak teraz. 3/4 artystów, których płyty posiadam, o pojawieniu się w najpopularniejszych pasmach radiowych, czyli porankach oraz okresie wieczornym, może jedynie pomarzyć. Czy to mi przeszkadza? Zupełnie nie. Od wielu lat nie słucham radia. Wolę odpalić którąś ze swoich płyt, niż katować słuch kolejną dawką nowych muzycznych trendów. Lecz nie wszyscy są tacy jak ja. Nie każdemu chce się grzebać w sieci i odnajdywać ciekawszą oraz zdecydowanie bardziej wartościową muzykę (to oczywiście moje subiektywne zdanie), niż tą prezentowaną w radiu. Stąd muzyczne gusta wielu osób kreują się poprzez słuchanie Nicki Minaj, czy Rafała Brzozowskiego. Fakt ten najlepiej oddają słowa Thoma Yorke’a – lidera zespołu Radiohead – który stwierdził kiedyś: sądzę, że częstym powodem, dla którego ludzie stają się piratami muzycznymi, jest chęć dostępu do dobrej muzyki. A nie mają go, bo współczesne radia to jedno wielkie gówno. I jak tu się z nim nie zgodzić?

Żebyście mnie dobrze zrozumieli – nie mam nic do fanów popu, techno i innych, nazwijmy to – poza rockowych – gatunków. To ich własny wybór. Skoro ja mam prawo do kochania ostrzejszej muzyki, fani miękkiego popu również je posiadają. Ale trzeba teraz ukazać sprawę z drugiej strony – ja, nie będąc miłośnikiem komercyjnej muzyki wiem, kto to Justin Bieber, One Direction, Katy Perry, czy Taylor Swift. A fani popu, o takich ludziach jak Paul McCartney, Robert Plant, John Lennon, czyli postaciach, które odcisnęły niewyobrażalne piętno na muzyce rozrywkowej, często nie mają zielonego pojęcia. I to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające.

Przykład Kanye’go Westa i Paula McCartney’a jest jednym z wielu, ukazujących kompletny brak podstawowej muzycznej wiedzy jej współczesnych fanów. Gdy Miley Cyrus zagrała cover Smells Like Teen Spirit Nirvany, jej miłośnicy zaczynali pytać w komentarzach: jakim prawem Kurt Cobain i jego koledzy z zespołu wykonują jej piosenkę?! Nie wiem, co było w tym przypadku gorsze: fakt, że ludzie nie wiedzieli, kto jest autorem tej kultowej kompozycji, czy to, że fani Cyrus nie mieli pojęcia o tym, ze Cobain popełnił samobójstwo w 1994 roku… A to tylko wierzchołek góry lodowej.

Czytaj również