Tune – Identity (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

Druga płyta to ogromne wyzwanie dla każdego wykonawcy. Jest swoistym być albo nie być dla każdego artysty. Po dobrym debiucie musi pokazać, że jest w stanie zrobić coś lepszego i wielu z wykonawców po prostu nie wytrzymuje presji jaka na nich ciąży. Tune to polski zespół, który zadebiutował w 2011 roku krążkiem o tytule Lucid Moments. Jest to dla mnie jedna z lepszych płyt tamtego okresu i nie mogłem się doczekać aż zapoznam się z następcą. Czy warto było na niego czekać?

Widzowie talent show Must Be The Music z pewnością pamiętają Kubę Krupskiego, który w tym programie pojawiał się dwukrotnie. Pierwszy raz na casting przyszedł z innym zespołem i już wtedy zwróciłem uwagę na jego wokalne zdolności, które są po prostu imponujące. Jednakże zespół to nie tylko wokal i wtedy byłem na nie. Jednakże drugie podejście z Tune sprawiło, że obdarzyłem ten zespół swoją muzyczną miłością.

Wracając jednak do recenzowanego wydawnictwa. Dostaliśmy materiał na światowym poziomie, którego nie musimy się wstydzić tak jak pseudo-gwiazdek, które do polskiego rynku muzycznego nie wnoszą nic. Dostaliśmy do odsłuchu materiał, z którego jestem po prostu dumny. Materiał, który jako całość brzmi po prostu perfekcyjnie a rozbierając go na czynniki pierwsze nie traci swojego uroku. Wszystko zostało perfekcyjnie wyważone.

Na pierwszy plan wysuwają się teksty napisane przez Leszka Swobodę, który jest również basistą w grupie. Każdy z nich został napisany po prostu idealnie. Z każdego wylewa się po prostu geniusz w najczystszej postaci. Są one po prostu szczere do bólu, poruszają kwestie poważne. Nie są błahe niczym kilka słów na krzyż, które pojawiają się w największych przebojach nie wnoszące nic nowego i nie przekazują niczego wartościowego. Ten przypadek jest inny. Zespół wie jaką droga chce iść i konsekwentnie do tego dąży. Odnoszę wrażenie, że każdy z tekstów mógłby zostać wydany jako piękny rozbudowany wiersz. Wzbudzają tyle niezwykłych emocji a wokalna oraz muzyczna interpretacja tylko wzmacniają ten efekt.

Kuba Krupski to człowiek obdarzony niezwykłym głosem. We wszystkich kompozycjach, gdzie musi go użyć, robi to po prostu perfekcyjnie. Nic nie jest wymuszone, każdy dźwięk wydawany przez front znajduje się na odpowiednim miejscu i czasie, doskonale współgrając z muzyką. Zdecydowanie Kuba jest jednym z lepszych polskich wokalistów, który może mierzyć się z największymi. Jestem tego pewien.

Indetity jako bardzo spójną i zamkniętą całością. Pojawia się klamra kompozycyjna, która scala ze sobą wszystkie numery. Album otwiera On – Intro, natomiast zamyka Off – Outro. Są to przepiękne instrumentalne kompozycje, które idealnie wprowadzają w całość a pod koniec zapoznawania się z krążkiem idealnie kończy naszą muzyczną przygodę z nowym dziełem Tune. Oba kawałki to istny majstersztyk, które docenia się dopiero po zapoznaniu się z wnętrzem, które aż kipi od emocji.

Już singlowe Change oraz Crackpot pokazują, że mamy do czynienia z wydawnictwem wielkim. Może nie jest duże pod względem ilości utworów, ale jest olbrzymie pod względem treści jakie nam te piosenki próbują przekazać. Każdy numer jest wyjątkowy, inny, niepowtarzalny. Wszystkie łączy je to, że każdy zachwyca tak samo mocno. Zaczynając od Live to Work to Live, w którym wokalista stwierdza, że jego życie zostało stworzone do pracy, natomiast praca do życia. Sheeple pozytywnie zaskakuje chóralnym refrenem, który według mnie idealnie sprawdzi się na koncertach. Prawdziwą emocjonalną bombą jest Disposable, w którym wszystko jest absolutnie doskonałe. Muzyka, wokal tekst – całość po prostu bardzo dobrze zagrała. Dostaliśmy emocjonalną opowieść o miłości, która została przyrównana do wszechobecnego i ciągle poszerzającego się konsumpcjonizmu. Numer potrafi wywołać we mnie olbrzymie emocje, w szczególności fragment:

You’ve got a lot to do
Can’t fit me in your busy day
You’ve got no time, well that’s ok
I will love you anyway
I am disposable
So don’t delay, consume today
Just use me up and throw away

Identity to jeden z lepszych albumów 2014 roku. Według mnie każdy powinien się z nim zapoznać. Materiał pełen emocji i dobrych dźwięków. Oczekiwania zostały spełnione. Dostaliśmy wydawnictwo lepsze od debiutanckiego Lucid Momemts. Aż strach się bać co możemy dostać, jeżeli trzeci krążek będzie lepszy od recenzowanego.

Tune - Identity

Czytaj również