Pokłon w stronę korzeni Americany. Bleachers – Take the Sadness Out of Saturday Night, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

Americana łączy w sobie wszystko, co najlepsze z folku, alternatywnego rocka, country i rock’n’rolla. Ojcami tego gatunku są takie legendy, jak nieśmiertelny Bob Dylan, czy legendarny Bruce Springsteen. To oni zdefiniowali klasyczne, amerykańskie brzmienia i na zawsze zrewolucjonizowali oblicze dzisiejszej muzyki. Dziś ich ścieżką podąża zespół Bleachers. Ich album Take the Sadness Out of Saturday Night jest hołdem w stronę muzyki, która już nie powróci.

O zespole Bleachers możemy mówić jedynie podczas koncertów, bo wtedy – fakt – na scenie znajduje się cały sztab muzyków. Jednak za procesem twórczym w studio stoi tylko jedna osoba. Jack Antonoff (to on ukrywa się za tą nazwą) może być znany szerszej publiczności jako wielokrotny laureat nagrody Grammy i producent albumów Lany Del Rey, Taylor Swift, czy Lorde. Już mniej osób wie, że nie tylko tworzy z artystami wspaniałe płyty, ale ma też na swoim koncie własne sukcesy. Wcześniej jako gitarzysta w zespole Fun (który przyniósł mu dwie nagrody Grammy), dziś w projekcie Bleachers. Take the Sadness Out of Saturday Night to już trzeci album pod tym szyldem, ale jakże innowacyjny i inny od reszty! O ile dawniej Jack niewinnie romansował z brzmieniami klasycznego folku i rocka, teraz kompletnie przepadł w świecie nostalgicznej Ameryki dawnych lat.

W tę przedziwną krainę wprowadza nas 91, tym samym przenosząc nas w czasy dzieciństwa i rozdarcia pomiędzy dwoma światami. To pierwszy sygnał, że będzie melancholijnie i emocjonalnie. Połączenie wiolonczeli, skrzypiec i syntezatorów wspaniale buduje klimat albumu tak przepełnionego tęsknotą. Nie mógłbym sobie wymarzyć lepszego otwarcia. I gdy myślałem, że nie da się zawrzeć więcej nostalgii w jednym utworze, rozbrzmiało Chinatown w duecie z samym Brucem Springsteenem. Ta piosenka – chciałoby się powiedzieć pieśń, by nie ujmować jej powagi i potęgi – jest wyjęta z innego uniwersum. I gdy opowiada o podróży z wielkiego, nowojorskiego świata do prowincjonalnego New Jersey, zabiera również słuchacza, ale czterdzieści lat wstecz. Brzdąkania gitary i głębia perkusji, wsparte żalem płynącym z tekstu tworzy pokłon w stronę rockowych, amerykańskich ballad. Choć jest to brzmienie żywcem wyjęte z przełomu lat 70. i 80., ma w sobie iskrę innowacji, która sprawia, że chce się słuchać znów i znów. Wspaniałości dodaje mu obecność króla tej muzyki, a tym samym idola Antonoffa z dziecięcych lat. To hymn dla Springsteena i do Springsteena, którym w dużej mierze inspirowana jest cała płyta. To już nie jest inspiracja klasyczną americaną a klasyczna americana na tacy.

Płyta Bleachers jest zbudowana na zasadzie przeciwieństw. W opozycji do Chinatown stoi 45. Jednak jest to opozycja jedynie liryczna, bo muzycznie jest bardzo podobnie. W tym przypadku wystarczy tylko gitara i wokal Jacka, przy zabrać nas w kolejną podróż. Tym razem z rodzinnego New Jersey do Nowego Jorku z głową pełną marzeń, ale równocześnie tęsknotą za korzeniami. Tu, najważniejszy jest tekst: Our 45’s / Spinning out of time / But honey, I’m still on your side. Tak proste, tak pomysłowe, tak wymowne. Skrajnymi tworami są także energiczne Big Life i nastrojowe Secret Life w duecie z Laną Del Rey, która nadała temu kawałkowi potrzebnej intymności. Ale na albumie nie zabrakło też muzycznego szaleństwa, które reprezentują bliźniacze piosenki – How Dare You Want More oraz Stop Making This Hurt. Saksofon, perkusja, sporo elektroniki i… organy. Właśnie tak tworzy się instrumentale, które zaskakują swoją różnorodnością i porywają do tańca w amerykańskim country clubie. Po trzydziestu minutach ze świata Take the Sadness Out of Saturday Night wyprowadza powolny utwór What’d I Do With All This Faith?, który swoim subtelnym brzmieniem stawia gruntowne pytanie – co zrobić z całą tą wiarą?

Nie tylko warstwa dźwiękowa jest przepełniona nostalgią. Również teksty toną w tęsknocie, tęsknocie rozumianej na wiele sposobów. Za utraconą miłością, dniami młodości, które nie powrócą, rodzinnymi stronami… I choć z początku nie wydają się być smutne, bije z nich prawdziwy żal. Ta płyta jest dla Jacka Antonoffa miejscem, w które przelał wszystkie swoje emocje. Bije z niej autentyczność. Nic nie jest wymuszone.

Nie od dziś wiadomo, że muzyka Bleachers jest inspirowana tymi najlepszymi, najwspanialszymi. Wspomniani wcześniej Bruce Springsteen, Bob Dylan, ale również The Eagels, czy Beatelsi. Nie jest to bynajmniej ślepe naśladownictwo, a kompletne wejście do ich świata i zrobienie tego na nowo, w trochę inny sposób. Najważniejsze jest to, że Jack czuje te melodie i być może na tym polega jego największa tęsknota na tej płycie. Tęsknota za muzyką jego dzieciństwa, która przeminęła.

Im bardziej wgłębiałem się w ten album, tym większą przyjemność sprawiało mi słuchanie go. To przeciwieństwo wydawnictwa prostego i łatwego w odbiorze. Jest złożone na wielu płaszczyznach, które stopniowo się odkrywa. Żeby go w pełni zrozumieć, trzeba też rozumieć muzykę dawnej Ameryki. To nostalgiczna podróż w czasie, która ma tylko jeden mankament. Trwa za krótko. Takich albumów się już dziś nie tworzy, a szkoda.

Bleachers - Take the Sadness Out of Saturday Night
  • Data premiery: 30 07 2021
  • Single: Chinatown, 45, How Dare You Want More, Stop Making This Hurt
Najlepsze utwory: Chinatown, 45, Secret Life
Najsłabsze utwory: -


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Kacper Pelo
Kacper Pelo
Student lingwistyki, beznadziejnie zakochany w muzyce pop i artystycznych kawałkach.

Czytaj również

Americana łączy w sobie wszystko, co najlepsze z folku, alternatywnego rocka, country i rock’n’rolla. Ojcami tego gatunku są takie legendy, jak nieśmiertelny Bob Dylan, czy legendarny Bruce Springsteen. To oni zdefiniowali klasyczne, amerykańskie brzmienia i na zawsze zrewolucjonizowali oblicze dzisiejszej muzyki. Dziś ich ścieżką...Pokłon w stronę korzeni Americany. Bleachers - Take the Sadness Out of Saturday Night, 2021 (recenzja)